21 lutego 1975 roku w warszawskim kinie Relax odbyła się premiera filmu "" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Film jest ekranizacją powieści autorstwa Władysława Stanisława Reymonta o tym samym tytule. Opowiada historię trójki przyjaciół – polskiego ziemianina Karola Borowieckiego (Daniel Olbrychski), niemieckiego przemysłowca Maksa Bauma (Andrzej Seweryn) i żydowskiego handlowca Moryca Welta (Wojciech Pszoniak), którzy w realiach XIX-wiecznej Łodzi, postanawiają od podstaw stworzyć własną fabrykę.
"" – powiedział PAP Olbrychski. Wtóruje mu Wojciech Pszoniak, który w rozmowie z PAP ocenił, że to jest "wielki film". "ć" - podkreślił. "" – wyznał PAP Seweryn, dodając jednocześnie: "ten film uczynił mnie osobą znaną w środowisku filmowym we Francji i w innych krajach Europy, czy w Stanach Zjednoczonych".
Piotr Fronczewski (wcielający się w postać Horna) w rozmowie z PAP powiedział o filmie: "". Aktor dodał, że "".
Co ciekawe początki niekoniecznie wskazywały, że produkcja odniesie taki sukces. "" – wspominał Olbrychski. "" – dodał aktor. W podobnym tonie wypowiada się Seweryn: "".
Sam Wajda w jednym z wywiadów wspominał, że pomysł ekranizacji powieści noblisty był dość przypadkowy: "".
Brutalny kapitalizm i bogactwo kontrastujące z dojmującą biedą pozbawionej perspektyw klasy robotniczej, osadzone w prawdziwych murach pałaców i fabryk, tworzy klimat XIX-wiecznego, przemysłowego miasta. "T" – zdradził Pszoniak, dodając jednocześnie, że "c". "" – zaznaczył.
Olbrychski także wskazał, że "to był ostatni moment", na wykorzystanie wciąż jeszcze istniejącej i funkcjonującej fabrycznej części Łodzi. "" – wspominał aktor.
"" – recenzował przed laty w "Filmie" Aleksander Ledóchowski.
Plenery "Ziemi obiecanej" kręcono jednak nie tylko w Łodzi, w której wykorzystano m.in. pałace i fabryki Poznańskiego i Scheiblera. Oprócz tego ekipa filmowa pracowała w Pabianicach, Bielsku, Wrocławiu (ZOO), Cieszynie (Teatr im. Adama Mickiewicza) i Skierniewicach (dworzec PKP). Produkcja była dużym przedsięwzięciem logistycznym i organizacyjnym. Autorami zdjęć byli Witold Sobociński, Edward Kłosiński i Wacław Dybowski. Jest to szczególnie warte wspomnienia, bowiem siłą filmu jest - jak wspominał Fronczewski - nie tylko znakomite aktorstwo, ale również fenomenalna praca wykonana przez resztę ekipy filmowej, co pozwoliło tak dojmująco i realistycznie oddać ówcześnie panujący kontekst.
"+Ziemia obiecana+ ukazuje nam kapitalizm nieucywilizowany, surowy, prawdziwszy, jakby będący emanacją samej zwierzęcej natury człowieka. Świat łódzkiego biznesu jest tak jawny i naturalny w swojej nikczemności, że aż - na zasadzie paradoksu - wydaje się światem, który w ogóle nie zetknął się z normami etycznymi, światem bez grzechu. Przez ten obszar mroku przechodzi jedyna smuga światła: przyjaźń łącząca Polaka, Żyda i Niemca. Ta przyjaźń i solidarność jest wyzwaniem rzuconym wilczemu stadu" - recenzował w 1974 roku na łamach magazynu "Kino" krytyk Konrad Eberhardt. Z kolei Tomasz Burek spostrzegł, że "z pozoru może się wydawać, iż Wajda jest zafascynowany niespożytą siłą witalną, energią, przedsiębiorczością, a także brakiem zahamowań i życiowym bądź seksualnym apetytem trzech młodych bohaterów +Ziemi obiecanej+." Dodał, że Wajda "ostrzej niż to napisał Reymont, wydobywa na jaw całą pustkę ich życia, pokrytą dynamicznym infantylizmem i automatyzmem robienia za wszelką cenę +grubych pieniędzy+". Dzięki temu możemy "Ziemię obiecaną" rozpatrywać w kontekście szerszym, niż tylko poprzez pryzmat XIX-wiecznego kapitalizmu.
Reżyser poczynił też znaczące zmiany w stosunku do literackiego pierwowzoru. To choćby złagodzenie nieco zarzucanego jej antysemickiego brzmienia. " – wyznał Pszoniak. "” – recenzował Aleksander Ledóchowski w "Filmie". Mimo to antysemicka interpretacja dzieła Reymonta i tak filmowi zaszkodziła. Niektóre środowiska amerykańskie poddawały go krytyce, przez którą "Ziemia obiecana" – zgłoszona jako polski kandydat do Oscara - nie uzyskała statuetki. Zdaniem Pszoniaka filmowi zaszkodził również kontekst wydarzeń roku 1968. "Moim zdaniem Oscara wówczas dostał słabszy film –+Dersu Uzała+ Akiry Kurosawy" – ocenił aktor.
Ciekawe jest spojrzenie na obraz Wajdy okiem europejskiej prasy. "" – recenzował w 1976 roku na łamach francuskiego "Ecran" Max Tessier.
Michael Schwarze z "Frankfurter Allgemeine Zeitung" w pierwszej kolejności akcentował natomiast różnice filmu i powieści, odnosząc się tym samym do krytyki, która spotkała Wajdę za nieco odmienną interpretację postaci polskiego ziemianina: "". W części drugiej autor rozwija myśl pisząc, że "".
"h" – ocenił w rozmowie z PAP krytyk filmowy i historyk kina Stanisław Janicki. Jego zdaniem film Wajdy "to połączenie wielu gatunków i tendencji w jedno”. „” – wskazał krytyk.
Z kolei historyk i krytyk filmu prof. Tadeusz Lubelski w jednym z wywiadów przyrównał "Ziemię obiecaną" do wcześniejszych dzieł Wajdy, wywodzących się z nurtu Polskiej Szkoły Filmowej – takich, jak "Kanał" oraz "Popiół i diament". Jego zdaniem "mimo całej monumentalnej demoniczności (...) brzmiała aktualnie. I w niczym nie wyłamywała się z tradycji szkoły polskiej: zbiorowej psychoterapii".
Reżyser zaangażował do swojego filmu całą plejadę znakomitych aktorów. Prócz wspomnianego wyżej tercetu głównych ról – Olbrychski, Seweryn, Pszoniak i epizodu Fronczewskiego, w pozostałych rolach wystąpili m.in. Kalina Jędrusik (Lucy Zuckerowa), Anna Nehrebecka (Anka), Bożena Dykiel (Mada Muller), Andrzej Szalawski (Herman Buchholz), Stanisław Igar (Grunspan), Franciszek Pieczka (Muller), Andrzej Łapicki (Trawiński), Wojciech Siemion (Wilczek), Zbigniew Zapasiewicz (Kessler) i Jerzy Zelnik (Stein).
"Współpraca z Andrzejem Wajdą była niezwykła, rozwijająca. Pracowałem z mistrzem, przyjacielem, bratem, ojcem – takim zostanie zawsze w mojej pamięci, ten wielki twórca i wielki poeta kina polskiego" – wspomniał Seweryn.
Po latach reżyser napisał dla "Kina" tekst, w którym z okazji powstania nowej reżyserskiej wersji swojego dzieła (2000 rok), wspominał: "Spojrzałem na ten film na nowo. Przed laty chwalono rytm i impet +Ziemi obiecanej+, dziś jednak wydały mi się one niewystarczające; przemontowałem więc film, znacznie go skracając. Także dźwięk musiał być poddany daleko idącej obróbce, ze względu na nowe możliwości techniczne dzisiejszych kin". Wajda nadmienił w swoim tekście również, że dodał do filmu scenę, "w której łódzcy bankierzy i rachmistrze, ludzie bardzo różni razem muzykują. Bohaterowie, którzy myślą tylko o pieniądzach, i przed oczami mają same taryfy celne, spotykają się nagle po to, żeby grać wspólnie jakiś kwartet Mendelssohna czy Schumanna. To nie tylko zaskakuje, to czyni film bardziej paradoksalnym i głębszym".
W porównaniu z pierwowzorem z 1975 roku, wersja reżyserska była krótsza o ok. 30 min. Zmieniono także kolejność niektórych scen, dodano sekwencje znane z serialu telewizyjnego. Wzbudziło to kontrowersje, bowiem zniknęły m.in. słynne sceny erotyczne między Borowieckim i graną przez Jędrusik Lucy Zucker. Wajda tłumaczył swoją decyzję tym, że "kiedyś były sensacyjne, a dzisiaj, kiedy wszyscy robią takie same sceny, pomyślałem, że akurat ich mogę się pozbyć łatwiej niż czegokolwiek".
Obraz Andrzeja Wajdy zdobył szereg nagród, m.in. na festiwalach filmowych w Chicago, Moskwie, Brukseli, Belgradzie, Kartagenie, Valladolid. Otrzymał nominację do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Oprócz filmu z 1975 roku, wersji reżyserskiej z roku 2000, powstała również wersja zrekonstruowana cyfrowo (rok 2012), którą pokazywano wówczas w Krakowie w ramach festiwalu Off Plus Camera. (PAP)