Smarzowski zwraca uwagę, że każda uroczystość państwowa zaczyna się mszą. – – mówi w rozmowie z "Polityką". I dodaje, że Kościół "jest w urzędach publicznych, jest na ulicy i wpycha się nam do domu i do łóżka".
Reżyser zauważa, że po "Wołyniu" był prawdziwym Polakiem, przyklejonym do prawej strony, a teraz jest wrogiem i zdrajcą Polski, przyklejonym do lewej. – – mówi. Dodaje, że przed premierą "Kleru" zgłosiła się "grupa księży gotowa do dialogu".
– – stwierdza. Pytany o to, czy nie niepokoi go fakt, że jego najnowszy film, będzie teraz rozgrywany przez polityków obu stron jako narzędzie w walce wyborczej, odpowiedział, że tak, ale nie nad wszystkim może mieć kontrolę. Przyznaje, że ma dylemat, czy pojechać do Ostrołęki na "zakazaną" projekcję i spotkać się z widzami.
– – mówi. Zwraca uwagę, że wówczas również były próby zawłaszczenia filmu i wykazania, której ze stron bardziej zależy na upamiętnieniu pomordowanych na Kresach Polakach.