O fascynacji Alfreda Hitchcocka płcią piękną napisano już wiele. Jednak premiery dwóch filmów o mistrzu suspensu – wchodzącego na ekrany kin "Hitchcocka" oraz "Dziewczyny Hitchcocka", którą niedawno mogliśmy oglądać na HBO – świadczą, że to temat, który biografów wciąż fascynuje.

Jaki był naprawdę? Anthony Hopkins w "Hitchcocku" jest obowiązkowo ekscentryczny, skory do adorowania pięknych kobiet, a jednocześnie chorobliwie zazdrosny o żonę. Toby Jones w "Dziewczynie.." zagrał twórcę "Ptaków" jako lubieżnego, obleśnego satyra, a na dodatek impotenta, z czego podobno miał po pijaku zwierzyć się jednemu ze swoich współpracowników. "Podobno" w ogóle jest słowem, które może pojawiać się w opowieściach o Hitchcocku dość często. Ilu biografów, tyle relacji, a jak ładnie ujęła to Karen Black (zagrała w ostatnim filmie Hitcha "Intryga rodzinna") w rozmowie z Gregiem Garrettem: – Jest wielu ludzi, którzy piszą o nim książki, a nawet nigdy nie byli w tym samym pokoju co on.

Relacje Hitchcocka z kobietami były, delikatnie mówiąc, skomplikowane. Przez całe życie reżyser był wierny swojej żonie, Almie Reville. Podobno była też ona jego jedyną kochanką. Z pewnością bez Almy Hitchcock nie odniósłby tak wielkiego sukcesu. To ona była scenarzystką jego filmów w latach 20. i 30., nadzorowała dialogi i fabułę późniejszych dzieł, wyłapywała błędy, pomagała przy organizacji produkcji i montażu. Hitch Almę prawdopodobnie kochał (spędzili razem ponad pół wieku) i na pewno jej potrzebował, co w "Hitchcocku" ładnie pokazał Sacha Gervasi. Ale sam wciąż testował nowe gwiazdki, ciągle zachwycał się ich wdziękami, co Reville znosiła zazwyczaj z anielską cierpliwością.
Wiele aktorek wspominało, że Hitchcock miał obsesję na punkcie kontroli. Dobierał nie tylko garderobę i kosmetyki na planie filmowym. Nalegał także, by ubierały się według jego zaleceń również poza studiem. Jednocześnie trzeba jednak zauważyć, że Hitch chciał kontrolować każdy aspekt swojej pracy, nie tylko stroje swoich ulubienic.

Chciał kreować gwiazdy, ale nie wszystkie dziewczyny się na to godziły. Z hukiem zerwała kontrakt Tippi Hedren – wymęczona przez Hitcha na planie "Ptaków", zagrała jeszcze w "Marnie", potem jej kariera się załamała. Dziś Hedren twierdzi, że reżyser złożył jej propozycję seksualną, którą aktorka ze wstrętem odrzuciła. Tak przynajmniej wyznała Donaldowi Spoto, autorowi książki "Spellbound by Beauty", opisującej kontakty Hitchcocka z jego aktorkami. Wcześniej plotki o tym, że Hitch molestował Hedren, pojawiały się sporadycznie (m.in. w biografii Patricka McGilligana "Alfred Hitchcock. Życie w ciemności i pełnym świetle"). Po publikacji książki Spoto w 2007 roku większość aktorek – podobnie jak większość współpracowników Hitchcocka – wyraziła swoje oburzenie podobnymi insynuacjami.

Twórca „Psychozy” nie należał do najsubtelniejszych mężczyzn na świecie. Nieobce mu były kontrowersyjne żarty, dziwaczne zachowania i zaskakujące prezenty (Hedren dostała na przykład laleczkę w sosnowej trumnie). Scenarzysta "Psychozy" Joseph Stephano wprost nazywał go "sprośnym". Z pewnością Hitch chciał być uwodzicielski, a jednocześnie miał kompleksy na punkcie swojego wyglądu, co mogło dawać niezamierzenie groteskowy efekt. Ponadto słynął z dość bezprecedensowego traktowania swoich aktorów – każda obraza, niewłaściwa sugestia czy nieprzyjemna opinia z jego strony nie musiała być prawdziwa. Rzecz godna potępienia niezależnie od intencji.

A może prawdziwej natury relacji Hitcha z kobietami trzeba szukać w jego filmach. Wspomniany Donald Spoto twierdził, że aby ją zrozumieć, trzeba uważnie oglądać "Zawrót głowy", w którym James Stewart stara się kontrolować każdy ruch Kim Novak. Bidisha, brytyjska pisarka i dziennikarka "Guardiana", pokusiła się o freudowską analizę dzieł Hitchcocka, dochodząc do wniosku, że najważniejszą figurą w jego filmach jest zawsze matka. Wystarczy obejrzeć "Psychozę": – Norman Bates to Hitchcock we własnej osobie, oszukujący się, że kobiety to spiskujące diabły, a mężczyźni są niewinni i zmuszeni do udawania w trudnej sytuacji.