Dziennik Gazeta Prawana logo

"Żelazna dama" – Margaret Thatcher jak z podręcznika

28 września 2012, 18:27
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Żelazna dama
Żelazna dama/Media
Wydaje się niemal pewne, że każdy film próbujący dotknąć kwestii związanych z kontrowersyjnym dorobkiem i charakterystycznym wizerunkiem Margaret Thatcher spotkałby się z zarzutami o niekompletność oraz zbyt skrótowe potraktowanie tematu. Te pretensje nie mogą jednak dotyczyć "Żelaznej damy".

Jej twórczyni Phyllida Lloyd uparła się, żeby pokazać wszystko – portretuje więc swoją bohaterkę od dzieciństwa do późnej starości, gdy dotknięta demencją Thatcher cofa się w głąb własnej pamięci, zostawiając daleko za sobą tracącą znaczenie i kształty teraźniejszość. Wszystko to sprawia, że Lloyd jako autorka filmowego podręcznika wywiązuje się ze swojego zadania znakomicie. Niestety, jako reżyserka ponosi klęskę.

Pomysł, aby wyjść od rojeń i pojedynczych rozbłysków świadomości starszej pani, a potem stopniowo odsłaniać korzenie jej wspomnień, mógłby zaowocować znakomitym filmem. Podstępność choroby Alzheimera polega przecież na tym, że chory najwcześniej traci kontakt z tym, co składa się na jego najbardziej aktualną rzeczywistość. Z kolei pamięć o najdawniejszych wydarzeniach długo pozostaje nienaruszona, bogata w najdrobniejsze szczegóły. W tym wypadku logiczne wydałoby się rozbicie fabuły na dwie podstawowe płaszczyzny czasowe. Jedną rozmytą, obcą, z punktu widzenia chorej zupełnie nielogiczną i drugą, w której mieści się to, co już przeżyte, a więc bez problemu odtwarzane przez wciąż jeszcze nadzwyczajny umysł.

Phyllida Lloyd początkowo idzie dokładnie tym tropem, zmienia jednak kierunek przestraszona własną odwagą w ukazywaniu zniedołężniałej bohaterki. Realistyczne, ogołocone z wszelkich niepotrzebnych dodatków sekwencje choroby przechodzą nagle w nieznośnie uproszczone, tendencyjne ilustracje. Meryl Streep, która w scenach rozgrywających się współcześnie przechodzi samą siebie, gaśnie aktorsko wtedy, gdy wydawałoby się, że powinna mieć najwięcej do zagrania. Nie jest to oczywiście jej wina – kunszt i doświadczenie umożliwiają jej bycie wiarygodną nawet wtedy, gdy scenariusz w tym przeszkadza. Tylko że w tym wypadku wiarygodność służy wyłącznie odtwarzaniu, a odtwarzanie – nieznośnej, hagiograficznej agitce, jaką w ostateczności okazuje się "Żelazna dama".

ŻELAZNA DAMA | reżyseria: Phyllida Lloyd | dystrybucja: Best Film

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj