Dziennik Gazeta Prawana logo

Koty górą? Nie tym razem, Garfieldzie

10 września 2009, 10:59
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wojciech Kałużyński
Wojciech Kałużyński/Inne
Komiksowy Garfield bawi od trzydziestu lat, podążając za współczesnością i celnie ją komentując. I to jest właśnie to, czego w pełnometrażowych wersjach historii Garfielda brakuje najbardziej. Najnowsza "Garfield: Koty górą" od 11 września w polskich kinach.
(aka "Garfield’s Pet Force")
USA/Korea Południowa 2009; reżyseria: Mark A.Z. Dippe, Kyung Ho Lee; dystrybucja: Imperial Cinepix; czas: 78 min; Premiera: 11 września; Ocena 2/6




Lubię komiksy z Garfieldem za . I lubię samego Garfielda. Za jego osobowość sybaryty, wrodzoną kocią złośliwość, a nade wszystko za stoicki, filozoficzny spokój, z jakim spogląda na świat, postrzegając go przez pryzmat pełnej michy i wygodnego łóżka. Jego twórca Jim Davies nadal potrafi w krótkiej historyjce błyskotliwie spuentować rzeczywistość.

Garfield karierę filmową zaczął jako bohater serialu animowanego, liczącego ponad 240 odcinków. Gwiazdą filmu pełnometrażowego został dopiero przed pięcioma laty. Wydawało się, że jest szansa, by komiksowy styl przenieść na ekran. Niestety, w obydwu aktorsko-animowanych filmach z Garfieldem biednego kota wciągnęła hollywoodzka machina do przerabiania tego, co wyjątkowe, na to, co standardowe, i wtłoczyła w model . Z kolei ostatnie trójwymiarowe animacje, jak choćby „Festyn humoru”, były po prostu infantylnymi bajeczkami dla dzieci.

p

W „Koty górą” jest podobnie. Najbardziej leniwy kot świata tym razem zostaje wraz z przyjaciółmi: Arlene, Nermalem, psiakiem Odie, wciągnięty w międzygalaktyczną wojnę. Zamiast wylegiwać się na leżaku, zajadać hot dogi i popijać lemoniadę . Scenariusz, tak jak do „Festynu humoru” napisał tym razem sam Davies. I choć przemycił całkiem sporo miłych miłośnikom obrazkowego oryginału dialogowych i sytuacyjnych smaczków, cała fabułka opiera się na parodiowaniu klasyki science fiction, kina o superbohaterach i potworach oraz horrorów z zombie w roli głównej.

Bajkowy kosmos jest cukierkowo umowny i kiczowaty, a wszystko rozgrywa się ściśle wedle schematu wojny ze złą uzurpatorką Vetvix, chcącą cały kicz wszechświata mieć dla siebie. . Tak pewnie miało być, bo to w końcu produkcja adresowana przede wszystkim do dzieci. I jako taka, choć dość bzdurna, jakoś się broni. Przede wszystkim plastyczną animacją i wariackimi pomysłami. Zbyt wiele tu jednak pomysłów wymuszonych, za dużo taniej dydaktyki. Dzieci to kupią, ale starsi widzowie, którzy cenią Garfielda takim, jakim jest na kartach komiksu, niech się lepiej trzymają z dala od kina.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj