Dziennik Gazeta Prawana logo

Uzależniająca pornografia serca

22 lutego 2008, 10:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Uzależniająca pornografia serca
Inne
Import ciała - eksport duszy. Znakomity film Ulricha Seidla to poruszająca opowieść o splocie uzależnień od życia i perwersji umierania.

Ulrich Seidl umacnia się na pozycji następcy wielkiego Michaela Haneke. Obu wiele dzieli, ale łączy też świadomość miejsca urodzenia. To Austriacy z gigantycznym kompleksem swojego kraju. Nie znoszą pruskiej ogłady, solenności, pysznego sernika i zepsutego od zakłamania powietrza, ale równocześnie ich nienawiść nieustannie flirtuje z namiętnością. Bo od Austrii nie ma dla nich ucieczki.

Ona ma na imię Olga i jest typową ukraińską pięknością: blond loki, duży biust i niezła pupa. Kiedy przyjedzie z ukraińskiego piekła do wiedeńskiego nieba, okaże się, że niebo było jednak zupełnie gdzie indziej. On (Pauli) ma niezłe bicepsy i chyba nic poza tym. Ciężko idzie mu myślenie, nie potrafi utrzymać żadnej pracy. Kiedy z ojczymem przyjedzie w interesach na Ukrainę, zrozumie, że austriackie piekło bywało jednak niebem.

Seidl mnoży sceny, od których cierpnie skóra. Seksualną przemoc zestawia z bolesnymi sekwencjami z udziałem umierających, rzężących i złośliwych pensjonariuszy oddziału geriatrycznego w wielkim wiedeńskim szpitalu. Uśmiech staruszki nieustannie przywołującej swoją mamę niesie tę samą wstrząsającą prawdę, co wymuszony grymas przerażonej ukraińskiej dziewczynki wykorzystywanej seksualnie przez ojczyma Paula. Ten zabieg wyraża całe zło, przemoc i okrucieństwo oraz ponurą konkluzję, że innego świata i tak już nie będzie.

Oglądając "Upały" (2001), wydany niedawno na DVD wybitny film Seidla, ma się wrażenie niezwykłego powinowactwa dokonań austriackiego reżysera z prozą Thomasa Bernharda i jej genialnymi teatralnymi adaptacjami Krystiana Lupy. Przy "Import/Export" to odczucie jeszcze się wzmacnia. Wiedeń i Ukraina wyglądają tu jak Wolfsegg z "Wymazywania" Bernharda, gdzie rządzi "hasse liebe", znienawidzona miłość, jak mówią Niemcy. Dwa światy, które stają się taka samą matnią, Wiedeń z jego sterylnym uporządkowaniem i brudna Ukraina. Tam schludna sprośność, tutaj żałosna, perwersyjna matnia, syf i ubóstwo.

Największe wrażenie w tym zimnym, nieludzko biologicznym filmie robią jednak sceny, w których do głosu dochodzi niezaplanowana czułość. Taniec Olgi ze staruszkiem albo jej piosenka, którą śpiewa przez telefon do zostawionego na Ukrainie synka. Znamy ją dobrze z wykonania Ireny Santor: "Serce - to najpiękniejsze słowo świata". Z "Importu/Exportu" Ulricha Seidla trzeba zatrzymać w pamięci te czułe drobiny. I trzymać się ich kurczowo, jak ostatniej wysepki liryzmu na morzu wynaturzenia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj