O filmie było głośno na długo przed premierą. Podobnie jak 10 lat temu przy "Blair Witch Project" do promocji wykorzystano głównie internet. Pomysł prosty i genialny - niech film wypromują jego przyszli widzowie. Dziesiątki fałszywych zwiastunów, rzekome zdjęcia tytułowego potwora, plotki z planu czy w końcu zagadkowy tytuł (w oryginale "Cloverfield", czyli pole koniczyny) nakręcały zainteresowanie projektem, za którym stoi kasowy producent J.J. Abrams (odpowiedzialny m.in. za sukces serialu "Zagubieni"). To właśnie on wpadł na pomysł, by za jedyne 25 mln dolarów nakręcić film stylizowany na amatorski reportaż z ataku wielkiego gada na Nowy Jork.

Reklama

Grupa przyjaciół urządza przyjęcie pożegnalne dla wyjeżdżającego do Japonii kolegi. Całą imprezę oglądamy obiektywem cyfrowej kamery jednego z uczestników. W pewnym momencie zabawę przerywa coś, co zebrani początkowo biorą za trzęsienie ziemi, a co okazuje się atakiem monstrualnego gada (skrzyżowanie Godzilli ze stawonogiem), który rozpoczyna metodyczne niszczenie miasta. Uciekający przez zgliszcza Nowego Jorku ani na moment nie przestają dokumentować wydarzeń, widzimy tylko to, co pokaże ich kamera.

Ten początkowo interesujący zabieg, z czasem zaczyna jednak nużyć. Założona "amatorskość" zdjęć po pół godziny męczy, trzęsąca się kamera (pokazująca głównie nogi) irytuje.

"Projekt: Monster" wpada w pułapkę własnej narracji, sama forma nie tworzy jeszcze filmu. Świadomi tego twórcy każą bohaterom nieustannie perorować do kamery, co niestety prowadzi do totalnej nienaturalności. Czy ktoś uciekający przed śmiertelnym niebezpieczeństwem, miałby czas na prawienie banałów? Czy to możliwe, by atakowana w wąskim tunelu grupa nie wpadła na pomysł, by jednak wyłączyć kamerę i po prostu wziąć nogi za pas? Innym problemem jest całkowity brak dobrze zarysowanych bohaterów. Trudno się przejąć grupką rozhisteryzowanych osób, o których przecież, gdyż nie ma to czasu, niczego się nie dowiadujemy i ani nas ziębią, ani grzeją. Twórcy próbują to fastrygować nieudolnie wprowadzonym wątkiem miłosnym, który jednak nie tylko nie podnosi temperatury, ale wzmaga uczucie nielogiczności. To dość mocny zarzut w przypadku filmu, którego głównym atutem ma być maksymalny naturalizm.

Przekonująco wypadają za to sceny zagłady Nowego Jorku. Sekwencje zbiorowej paniki na Moście Brooklińskim, czy apokaliptyczna wizja miasta, z przewróconymi wieżowcami zapada w pamięć. Swoją drogą jest chyba coś autoterapeutycznego w tym, że Amerykanie co jakiś czas muszą, przynajmniej w filmie, zburzyć Statuę Wolności. "Projekt: Monster" stanie się ciekawostką sezonu, ale przeminie wraz z nim. Przetrwa tylko jako przykład udanego filmowego marketingu. Trzeci klaps tylko dla jego macherów.

PROJEKT: MONSTER (Cloverfield)

USA 2008; Reżyseria: Matt Reeves; Obsada:Lizzy Caplan, Jessica Lucas, T.J. Miller; Dystrybucja: UIP; Czas: 84 min

Premiera: 1 lutego