Dziś rozpoczyna się 32. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. O Złote Lwy rywalizuje w tym roku 21 filmów. Poza konkursem Andrzej Wajda pokaże "Katyń". Platynowe Lwy za całokształt twórczości odbierze Jerzy Kawalerowicz.
Jaka będzie tegoroczna Gdynia? Pierwszy raz od kilku lat trudno to jednoznacznie przewidzieć. Co roku przed Gdynią powtarza się
ten sam rytuał. Coraz bardziej nieśmiało i coraz bardziej po cichu liczymy, że będzie choć odrobinę lepiej niż poprzednio, że mizeria polskiego kina owinięta w czerwony dywan przed Teatrem
Muzycznym wreszcie dorośnie do snobującej się na Cannes festiwalowej celebry i znakomitego samopoczucia filmowej branży. I co roku, choć pojawiają się pojedyncze jaskółeczki w rodzaju
"Mojego Nikifora" przed trzema laty, "Parę osób, mały czas" - przed dwoma, czy "Placu Zbawiciela" w zeszłym roku, nowa jakość, wbrew
pobożnym życzeniom, wciąż się nie objawia. Gromki chór krytyków nadziei upatruje w młodych. I zeszłoroczny festiwal miał wreszcie należeć do debiutantów. Tyle że, choć faktycznie
debiutanckich filmów było w konkursie kilkanaście, mierny poziom naszego kina obnażony został jeszcze wyraźniej, bo na tle bezbarwnych "młodych" błyszczeli
"starzy": Krauze, Saniewski i Koterski.
W tym roku może być inaczej, bo choć w konkursie debiutów jest zaledwie sześć, to chociażby zbierający nagrody na wakacyjnych przeglądach "Rezerwat" Łukasza Palkowskiego - opowiadający o życiu mieszkańców kamienicy na warszawskiej Pradze bez pielęgnowania polskiego skansenu nędzy i beznadziei, za to z czeskim dystansem tudzież lumpiarskim sznytem przypominającym kino Andrzeja Kondratiuka - może taką nową jakość zwiastować. Jako wydarzenie zapowiadają się także nagrodzone niedawno w Wenecji "Sztuczki" Andrzeja Jakimowskiego, który po obiecującym debiucie "Zmruż oczy" jako jeden z niewielu naszych reżyserów w ostatnim czasie, potwierdził swój talent również drugim filmem. Dominują jednak w programie dzieła twórców średniego pokolenia. Po startujących w konkursie filmach znanych już z kinowych ekranów: "Testosteronie", "Świadku koronnym" czy "Jasnych błękitnych oknach" nadziei na odnowę nie ma co upatrywać. Za to obiecująco zapowiadają się: podejmujący tematykę lustracji "Korowód" Jerzego Stuhra, aktorski benefis Danuty Szafarskiej w "Pora umierać" Doroty Kędzierzawskiej, opowiadający o odchodzącym z kopalni górniku "Benek" Roberta Glińskiego oraz "Hania" naszego człowieka w Hollywood Janusza Kamińskiego o małżeństwie przygarniającym na święta chłopca z sierocińca.
Szykuje się zatem w Gdyni naprawdę interesująca konfrontacja młodych wilczków z uznanymi twórcami. O tym, kto wyjdzie z niej zwycięsko, zdecyduje jury pod przewodnictwem Janusza Majewskiego, który będzie miał w Gdyni swoją retrospektywę. Obok niego w jury zasiądą Andrzej Bartkowiak, Stefan Chwin, Piotr Fudakowski, Jerzy Gruza, Dorota Ignaczak i Krystyna Janda. Oprócz konkursu głównego, jak co roku odbędzie się także konkurs filmów niezależnych i po raz pierwszy przegląd studenckich etiud, a w sekcji Polonica zaprezentowane zostaną dzieła kina światowego z udziałem polskich twórców. W sumie w Gdyni pokazanych zostanie 160 filmów. Na pewno będzie więc co oglądać i na pewno tegoroczne święto polskiego kina będzie świętem nie tylko z nazwy, bo w tym roku naprawdę jest co świętować. Podczas festiwalu odbędzie się główna część obchodów 50-lecia szkoły polskiej. Prócz przeglądu największych dzieł to tutaj będzie miało premierę specjalne wydanie dziesięciu filmów szkoły na DVD, wystawa plakatów, pokazany zostanie też pierwszy pełnometrażowy dokument o szkole polskiej. W logikę jubileuszu wpisuje się także premiera "Katynia" Andrzeja Wajdy, która oficjalnie otworzy festiwal, oraz specjalne Platynowe Lwy dla Jerzego Kawalerowicza. Oby w roku obchodów rocznicy nurtu, który wprowadził nas na salony światowego kina, faktycznie okazało się, że ze współczesną naszą kinematografią nie jest tak źle, jak się o niej mówi.
W tym roku może być inaczej, bo choć w konkursie debiutów jest zaledwie sześć, to chociażby zbierający nagrody na wakacyjnych przeglądach "Rezerwat" Łukasza Palkowskiego - opowiadający o życiu mieszkańców kamienicy na warszawskiej Pradze bez pielęgnowania polskiego skansenu nędzy i beznadziei, za to z czeskim dystansem tudzież lumpiarskim sznytem przypominającym kino Andrzeja Kondratiuka - może taką nową jakość zwiastować. Jako wydarzenie zapowiadają się także nagrodzone niedawno w Wenecji "Sztuczki" Andrzeja Jakimowskiego, który po obiecującym debiucie "Zmruż oczy" jako jeden z niewielu naszych reżyserów w ostatnim czasie, potwierdził swój talent również drugim filmem. Dominują jednak w programie dzieła twórców średniego pokolenia. Po startujących w konkursie filmach znanych już z kinowych ekranów: "Testosteronie", "Świadku koronnym" czy "Jasnych błękitnych oknach" nadziei na odnowę nie ma co upatrywać. Za to obiecująco zapowiadają się: podejmujący tematykę lustracji "Korowód" Jerzego Stuhra, aktorski benefis Danuty Szafarskiej w "Pora umierać" Doroty Kędzierzawskiej, opowiadający o odchodzącym z kopalni górniku "Benek" Roberta Glińskiego oraz "Hania" naszego człowieka w Hollywood Janusza Kamińskiego o małżeństwie przygarniającym na święta chłopca z sierocińca.
Szykuje się zatem w Gdyni naprawdę interesująca konfrontacja młodych wilczków z uznanymi twórcami. O tym, kto wyjdzie z niej zwycięsko, zdecyduje jury pod przewodnictwem Janusza Majewskiego, który będzie miał w Gdyni swoją retrospektywę. Obok niego w jury zasiądą Andrzej Bartkowiak, Stefan Chwin, Piotr Fudakowski, Jerzy Gruza, Dorota Ignaczak i Krystyna Janda. Oprócz konkursu głównego, jak co roku odbędzie się także konkurs filmów niezależnych i po raz pierwszy przegląd studenckich etiud, a w sekcji Polonica zaprezentowane zostaną dzieła kina światowego z udziałem polskich twórców. W sumie w Gdyni pokazanych zostanie 160 filmów. Na pewno będzie więc co oglądać i na pewno tegoroczne święto polskiego kina będzie świętem nie tylko z nazwy, bo w tym roku naprawdę jest co świętować. Podczas festiwalu odbędzie się główna część obchodów 50-lecia szkoły polskiej. Prócz przeglądu największych dzieł to tutaj będzie miało premierę specjalne wydanie dziesięciu filmów szkoły na DVD, wystawa plakatów, pokazany zostanie też pierwszy pełnometrażowy dokument o szkole polskiej. W logikę jubileuszu wpisuje się także premiera "Katynia" Andrzeja Wajdy, która oficjalnie otworzy festiwal, oraz specjalne Platynowe Lwy dla Jerzego Kawalerowicza. Oby w roku obchodów rocznicy nurtu, który wprowadził nas na salony światowego kina, faktycznie okazało się, że ze współczesną naszą kinematografią nie jest tak źle, jak się o niej mówi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|