Dziennik Gazeta Prawana logo

Antoni Krauze: W mięsnym była Lizystrata

27 lutego 2011, 23:08
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Antoni Krauze
Antoni Krauze/Media
"Było w nich coś amerykańskiego – wola życia, pokonania apatii końca rządów Gomułki" – mówi Antoni Krauze, reżyser "Czarnego czwartku".

Dlaczego w "Czarnym czwartku" oglądamy historię wydarzeń grudniowych wyłącznie z punktu widzenia ofiar?

Antoni Krauze: Kamera towarzyszy protestującym i pacyfikowanym gdynianom, patrzymy na wydarzenia tylko z ich perspektywy, bo opowiadam się po stronie tych, do których strzelano. Interesują mnie ci, o których milczano – przypomnę, że pierwsze relacje o tym, co stało się w 1970 roku na Wybrzeżu, pojawiły się dopiero po dziesięciu latach, w czasie karnawału "Solidarności". Po wprowadzeniu stanu wojennego znów nastąpiła blokada, która trwała aż do końca PRL, a w wolnej Polsce ten temat też długo nie mógł się przebić. Ogromnie się cieszę, że mnie udało się z nim zmierzyć.

W pana filmie pojawia się wątek sugerujący, że pacyfikacja stoczniowców była prowokacją – w noc poprzedzająca akcję do wysokich rangą dowódców wojskowych dociera ulotka,informująca o zajściach, które dopiero miały się wydarzyć. To fakt?

Taki druk rzeczywiście dotarł wtedy do admirała Janczyszyna. To mogła być prowokacja, mająca na celu odsunięcie od władzy Gomułki i jego ekipy. Wszystkie kwestie, które wygłaszają na ekranie aktorzy odtwarzający postaci historyczne, mają potwierdzenie w dokumentach lub są oparte na relacjach świadków. Wyjątkiem jest scena posiedzenia członków Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR. Piotrowi Garlickiemu, który kreował Józefa Cyrankiewicza, włożyłem w usta zdanie o pogarszającym się zdrowiu Władysława Gomułki. To fikcyjny cytat, ale mający uzasadnienie w materiałach źródłowych – wiadomo, że ówczesny premier rządu PRL prowadził z Rosjanami rozmowy o odsunięciu towarzysza "Wiesława" od władzy i przygotowywał tę roszadę.

Ale scena w sklepie mięsnym, w której kobiety czekające w kolejce po wędlinę deklarują, że jeśli mężowie nie zrobią nic z wprowadzonymi właśnie przez władze drastycznymi podwyżkami cen, to nie wpuszczą ślubnych do łóżka – to pan chyba konfabuluje?

Niczego nie zmyślam, ta scena rodem z "Lizystraty", z komedii ateńskiej, wydarzyła się naprawdę. Opowiedział mi ją reżyser Andrzej Pieszczachowicz, który wtedy pracował na wybrzeżu. Był świadkiem takiej rozmowy w sklepie na przedmieściach Gdańska. Literatura i historia uczą, że kobiety bywają zarzewiem buntów. Założeniem moim i scenarzystów Mirosława Piepki i Michała Pruskiego była wierność prawdzie historycznej, nie tylko w skali makro, lecz także tej nieoficjalnej, jednostkowej.

Dlaczego w "Czarnym czwartku" opowiada pan historię Brunona Drywy, a nie innej ofiary grudnia?

Zabrzmi to trochę cynicznie, ale śmierć Brunona, męża, ojca trojga dzieci, w sensie filmowym była bardziej dramatyczna i dramaturgiczna niż zabójstwo osiemnastoletniego Zbigniewa Godlewskiego, pierwowzoru Janka Wiśniewskiego, bohatera słynnej pieśni Krzysztofa Dowgiałły. Zaakceptowałem wybór scenarzystów, kiedy poznałem panią Stefanię Drywową, która okazała się niesłychanie ciekawą, intrygującą i mądrą osobą. Mirosław Piepka i Michał Pruski przeprowadzili z nią rozmowy – dostałem ich zapis. Była to dla mnie biblia tamtych wydarzeń. Na tym tekście pracowałem z aktorami, zanim powstał scenariusz. To wspaniała literatura, porażająco prawdziwa. Nie wszystko wykorzystaliśmy – w filmie nie pojawił się wątek syna Brunona, który przygotowywał się do zemsty za śmierć ojca. W ukryciu ćwiczył rzuty nożem, potem chciał zostać milicjantem, żeby zdobyć broń palną.

Jak rodzina Drywów zareagowała na film?

Pani Stefania zaakceptowała nasza wizję. W tamtych czasach ludzie byli ubezwłasnowolnieni, czekali na to, co władza im da. Nie mówiło się o kupowaniu, lecz o tym, że ktoś dostał coś, co rzucili do sklepu. W rodzinie Drywów była chęć przełamania tego marazmu. Brunon imał się dodatkowych zajęć, marzył, że po spłacie mieszkania kupi auto, zostanie taksówkarzem i poprawi sytuację materialną rodziny. Było w nich coś amerykańskiego – wola życia, pokonania apatii końca rządów Gomułki. Myślę, że bunt robotników Wybrzeża spowodowany był nie tylko podwyżkami cen. Przede wszystkim wynikał z faktu, że ludzie uzmysłowili sobie beznadzieję sytuacji i poczuli, że będzie jeszcze gorzej.

Obsadził pan nieopatrzonych aktorów w głównych rolach, żeby z granymi przez nich postaciami widzowie mogli się łatwiej utożsamić?

Taki mieliśmy zamysł. W kontraście postacie historyczne zagrali aktorzy popularni, ale fizycznie podobni do swoich pierwowzorów – jak Wojtek Pszoniak do Gomułki. Chciałem uniknąć udawania.

Co sprawiło największą trudność w inscenizacji realiów sprzed czterech dekad?

Najgorzej było w plenerze. Architektura Gdyni na szczęście za bardzo się od tamtych czasów nie zmieniła, ale już jej szlaki komunikacyjne – tak. Pojawiła się sygnalizacja świetlna, pasy na jezdniach, słupki przy krawężnikach. Część nowych detali po prostu zasłanialiśmy, plastikowe okna postarzaliśmy, kostka była zasypywana, a te, których nie mogliśmy usunąć lub ominąć techniką kadrowania, czyściliśmy komputerowo.

Jednak w kadrach widać współczesne graffiti i kostkę Bauma.

To świadomy zabieg. Widz wie, że film jest rekonstrukcją, więc uznałem, że pojawienie się śladów współczesności będzie sygnałem granicy, a zarazem przenikania się tych światów.

Czy "Czarnym czwartkiem" wrócił pan do kina fabularnego?

W moim wieku trudno mówić o powrocie, człowieka zaprzątają raczej inne sprawy. Ale przygotowuję nowy projekt – chciałbym się pożegnać z kinem filmem o katastrofie w Smoleńsku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj