Choć Francuzi nie przyznaliby się do tego za nic w świecie, tak naprawdę festiwal od początku pomyślany został jako przeciwwaga do wyróżnień Amerykańskiej Akademii. Dziś jego prestiż jest tak ogromny, że nierzadko wskazuje Akademii także pozaeuropejskie objawienia X Muzy.Wystarczy wspomnieć takie nazwiska jak Ang Lee, Wong Kar-wai czy Alejandro Gonzales Inarritu.

Reklama

Nazwiska twórców, których filmy trafiły do konkursu głównego 60. edycji festiwalu, obiecują artystyczną ucztę. Organizatorzy canneńskiej imprezy zadbali bowiem o to, by znalazły się w nim nowe produkcje wielu laureatów Złotej Palmy. Na inaugurację imprezy wybrany został pierwszy anglojęzyczny film Wong Kar-waia "My Blueberry Nights", w którym jako aktorka debiutuje piosenkarka Norah Jones, zaś partnerują jej hollywoodzkie gwiazdy: Natalie Portman, Rachel Weisz i Jude Law. Festiwal zamknie zaś projekcja "The Age of Ignorance" Denysa Arcanda, w którym reżyser drąży problemy poruszone w oscarowej "Inwazji barbarzyńców". Do głównego konkursu trafiły też nowe filmy Emira Kusturicy ("Zavet"), braci Coen ("No Country For Old Men"), Gusa Van Santa ("Paranoid Park"), Aleksandra Sokurowa ("Alexandra"), Andrieja Zwiagincewa ("Izgnanie"), a także wyczekiwane "Death Proof" Quentina Tarantino oraz "Zodiak" Davida Finchera.

Na czele jury oceniającego filmy konkursowe zasiada Stephen Frears, twórca "Królowej". W jury zasiądą także m.in. aktorka Toni Collette, włoski reżyser Marco Bellocchio oraz francuski aktor i reżyser Michel Piccoli. W sumie do konkursu głównego canneńskiego festiwalu zakwalifikowano 21 premierowych tytułów. Mało chlubną tradycją stała się już nieobecność wśród nich filmu polskiego. W bieżącym roku zaistniejemy jedynie w konkursie filmów krótkometrażowych, gdzie zaprezentowana zostanie "Arka" w reżyserii Grzegorza Jonkajtysa, zwycięzcy festiwalu Siggraph uważanego za najważniejszy festiwal komputerowych animacji na świecie.

Filmy zdobywców Złotej Palmy znajdziemy też w sekcjach pozakonkursowych pomyślanych jako popis reżyserskich indywidualności. M.in. kolejny kontrowersyjny dokument Michaela Moore’a "Sicko" oraz "Mighty Heart" Michaela Winterbottoma. Będzie to biografia Daniela Pearla, dziennikarza "Wall Street Journal", który w lutym 2002 roku został w Pakistanie zamordowany przez islamskich terrorystów. Nie zabraknie też jak zawsze komercyjnego hitu - tym razem będzie to kolejna część przeboju Stevena Soderbergha z udziałem George’a Clooneya i Brada Pitta "Ocean’s Thirteen".

Wydarzeniem pomyślanym jako szczególna atrakcja jubileuszowej edycji MFF w Cannes, dla nas w dodatku szczególnym, będzie tzw. Cannes Classics, któremu patronuje polski reżyser Andrzej Wajda. Zaprezentuje on odrestaurowaną wersję filmu "Kanał” - laureata Srebrnej Palmy z 1957 r. Mało kto pamięta, że to właśnie canneński sukces tego niedocenionego wówczas w Polsce dzieła wylansował na zachodzie Europy zjawisko zwane polską szkołą filmową. W ramach patronatu nad sekcją "Cannes Classic" Wajda będzie przekonywał ludzi z filmowej branży całego świata o konieczności ochrony i restaurowania starych filmów. Jubileuszową atrakcją będzie też projekt specjalny zainicjowany przez wieloletniego dyrektora festiwalu Gilles’a Jacoba: cykl filmów krótkometrażowych, przygotowanych znów w większości przez laureatów festiwalu, których tematem będzie sala kinowa. Na liście autorów widnieją m.in. Theo Angelopoulos, Bille August, bracia Coen, Manoel De Oliviera, Alejandro Gonzalez Inarritu, Aki Kaurismaki, Wong Kar-wai i Roman Polański.

Odbywający się od 1946 r. Festiwal w Cannes - wielkie, międzynarodowe święto kina - odzwierciedla jego kondycję jak chyba żadna filmowa impreza na świecie. Co roku w maju na Lazurowe Wybrzeże przyjeżdżają setki reżyserów, aktorów, producentów, dystrybutorów, dziennikarzy i fanów kina. To także festiwal słynący z najbardziej kontrowersyjnych ale i nader odważnych werdyktów, nierzadko dający początek wielkim karierom indywidualności kina. Już przed półwieczem słynny francuski poeta, dramaturg i malarz Jean Cocteau, kilkakrotny przewodniczący canneńskiego jury, mówił o nim: "Festiwal jest ziemią apolityczną, mikrokosmosem jakim świat byłby, gdyby ludzie mogli kontaktować się z sobą wprost i mówić tym samym językiem".

I choć canneński festiwal zmienił się od tamtej pory, sama idea, jednocząca w jedną wielką rodzinę ludzi zafascynowanych sztuką obrazu, pozostała niezmieniona. Wielka szkoda, że nie licząc uczestnictwa w konkursie krótkiego metrażu młodego filmowca z nad Wisły, i tym razem obecność polskiego kina na tej imprezie ograniczać się będzie do pięknych wspomnień.