Kiedy w zeszłym roku pisałam podsumowanie sezonu, schizofreniczny werdykt gdyńskich jurorów, od którego wszyscy po kolei się odcinali, znalazł się po stronie minusów. Wydawało się Festiwal
Polskich Filmów Fabularnych to impreza skompromitowana: jak nie fatalny poziom, to kontrowersyjne nagrody. Tymczasem ten sezon okazał się fantastyczny. Nie tylko publiczność, jurorzy i
dziennikarze byli zgodni, że najlepszym polskim filmem jest genialny Borysa Lankosza, ale też pozostałe nagrodzone tytuły i selekcja konkursowa były na bardzo
wysokim poziomie. „Wojna polsko-ruska”, , „Zero” i jeszcze czekające na premierę tytuły, np. „Wszystko, co kocham”, to co najmniej ciekawe propozycje filmowe. Wreszcie jest w
czym wybierać. Byle tylko nie zapeszyć. Następna Gdynia już za pół roku.
Wydawałoby się, że 70. rocznica wybuchu II wojny światowej sprowokuje filmowców do czytankowych, patriotyczno-martyrologicznych produkcyjniaków. Tymczasem pojawiły się dwa tytuły –
jeden ze starego, drugi z nowego kontynentu, które przełamały stereotypowe myślenie o wojnie. Oba miały premierę w Cannes: Michaela Hanekego i
Quentina Tarantino. Pierwszy - wyciszony, przerażający wizualny majstersztyk - otrzymał tam Złotą Palmę, Europejską Nagrodę Filmową i jest
pewniakiem do Oscara w kategorii film nieanglojęzyczny. Drugi to bodaj jeden z najlepszych filmów Tarantino: obrazoburczy i perfekcyjny w swoim szaleństwie.
Wreszcie możemy zobaczyć efekty . Na razie udało się odnowić „Rękopis znaleziony w Saragossie” i „Sanatorium pod Klepsydrą” Hasa, „Matkę Joannę od Aniołów”, „Austerię” i „Pociąg” Kawalerowicza, „Popiół i diament” Wajdy. To był ostatni moment, by zabrać się za digitalizację najwybitniejszych polskich filmów, bo negatywy właściwie się rozsypują. Odnowienie jednego filmu to koszt 100 tysięcy złotych, ale trzeba je znaleźć, bo za kilka lat możne nie udać się ich uratować.
Choć żaden polski film nie zrobił w mijającym roku światowej kariery, nazwiska naszych twórców zaczęły znów pojawiać się w kontekście najgłośniejszych światowych produkcji. Jakiś czas słychać było tylko o polskich operatorach robiących karierę na Zachodzie. Teraz nazwiska innych speców od produkcji filmowej pojawiają się w kontekście najgłośniejszych filmów mijającego sezonu. Kostiumy do „Bękartów wojny” zrobiła od lat pracująca za granicą , za charakteryzację w „Białej wstążce” odpowiadał (który często tworzy filmy w Niemczech, a z Michaelem Hanekem łączy go długoletnia współpraca), zaś nominację do Złotego Globu za muzykę do „A Single Man” Toma Forda otrzymał mieszkający od kilku lat w USA .
Coraz doskonalsza technologia 3D kusi rzesze twórców. Pod tym względem roku 2009 był przełomowy - po raz pierwszy prestiżowe otwarcie festiwalu w Cannes odbyło się w trójwymiarze (znakomity wytwórni Disneya), gros animacji wchodziło na nasze ekrany w tej technologii. Robert Zemeckis udoskonalił technikę performace capture, z którą eksperymentuje od lat, i zrealizował świetną „Opowieść wigilijną”. Na deser w Boże Narodzenie dostaliśmy największe jak do tej pory przedsięwzięcie w 3D - Jamesa Camerona. Nowa era w kinie? Pożyjemy, (za pomocą okularów) zobaczymy.
Zatrzymanie reżysera na lotnisku w Zurychu było nie tylko wydarzeniem polityczno-prawnym. Złamało wszelkie standardy artystyczne. Polański przybył bowiem do Szwajcarii na zaproszenie tamtejszego festiwalu filmowego, by odebrać tam nagrodę za całokształt twórczości. Organizatorzy imprezy zostali poinformowani kilka dni wcześniej, że jeśli reżyser pojawi się na lotnisku, zostanie zatrzymany. Mimo to nie odwołali jego wizyty. Żenada.
, szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich, za państwowe pieniądze wyprodukował kolejną odsłonę - cyklu miernego i nieukrywającego nastawienia wyłącznie na komercyjnego odbiorcę. Przy takiej liczbie twórców i scenariuszy czekających w kolejce po państwowe pieniądze osobie na tym stanowisku zwyczajnie nie wypada przyznawać ich na swoją, pozbawioną jakichkolwiek ambicji produkcję.
Że był to udany rok dla polskiego kina, przekonaliśmy się dopiero po obejrzeniu konkursowych filmów na festiwalu w Gdyni. Wcześniej uraczono nas standardową dawką filmów przeciętnych,
zrobionych na siłę i bez polotu. Jak zwykle w finale walki o doroczną Złotą Malinę przeważają biografie, filmy historyczne i komedie romantyczne: „Generał. Zamach na
Gibraltarze”, „Idealny facet dla mojej dziewczyny”, , „Miasto z morza” czy . Zaskakuje tylko, że te tytuły będą się ubiegały o Polskie Nagrody Filmowe „Orły 2010”.