Dziennik Gazeta Prawana logo

Zabójcza Fox w zabójczo nudnym filmie

29 października 2009, 15:57
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Magdalena Michalska
Magdalena Michalska/Inne
"Zabójcze ciało" to film zrobiony po nic. Ani śmieszny, ani straszny. Zapowiadane jako "Beverly Hills 90 666" połączenie klasycznej jatki z kinem dla nastolatków zamiast przewrotnego humoru dla lubiących kino fajne inaczej oferuje estetyczne i ugrzecznione półtorej godziny nudy. Od 30 października w polskich kinach.
(aka "Jennifer's Body")
USA 2009; reżyseria: Karyn Kusama; obsada: Megan Fox, Amanada Seyfield; dystrybucja: Imperial-Cinepix; czas: 102 min; Premiera: 30 listopada; Ocena 2/6



Przyznam, że trochę sobie obiecywałam po filmie „Zabójcze ciało”. Od czasu „Juno” pałam pewnym afektem do jego scenarzystki – Diablo Cody, a gdy zobaczyłam, że rzecz traktuje o , którą w rękach dowcipnej Cody mogła się stać taka fabuła. Niestety, podobnie jak miłośnicy zabójczego ciała (w głównej roli) zostaną po seansie z niczym niezaspokojonym ślinotokiem – bo choć aktorka pręży się, nie nosi biustonosza i paraduje w niewinnych nastolatkowych figach, to swoich wdzięków nie odsłania, tak ja dostałam tylko ugrzecznioną namiastkę wampirycznego college movie.

Zaczyna się jak : szkolna piękność i żyjąca w jej cieniu „ta brzydsza” – kumpelka z dzieciństwa, bardziej rozsądna, ale zdolna do największych głupot, aby przypodobać się przyjaciółce. Są tu wszystkie elementy gatunku: pierwszy seks, młodzieżowe snucie się bez celu, bal maturalny... Z tą różnicą, że ślicznotka jest ludojadem, a z najlepszą kumpelą łączy ją tajemna więź psychiczna, dzięki której ta widzi zbrodnie Jennifer. .

Przed premierą scenarzystka mówiła, że po tym, jak jej debiut został nagrodzony Oscarem, ma pewność, że wszystko jej wolno, a każdy złożony przez nią scenariusz zostanie zaakceptowany przez wytwórnię. Przekornie postanowiła więc napisać coś pozornie banalnego. „ - mówiła Cody. - Kiedy zaczęłam pisać scenariusz zastanawiałam się: co mnie przeraża i szybko znalazłam odpowiedź: dziewczyny mnie przerażają! Napisałam pierwsze zdanie: ”. Trochę w tych anarchistycznych deklaracjach wietrzę jednak pozę, bo Cody, która po „Juno” stała się idolką amerykańskich małolatów, wpisała się w koniunkturę filmów o nadwrażliwych emocjonalnie nastoletnich wampirów. Do tematu podeszła przewrotnie, . Tyle, że nie nie w sensie metaforycznym, ale jak najbardziej dosłownym - nawiązującym do slasherów z lat 70.

Zamieszała, kombinowała, ale niewiele miała do powiedzenia. . Kilka dowcipów, w zamierzeniu z pazurem, wyszło dość tępo (nieumiejętne zakładanie prezerwatywy przez małoletnią parkę czy krzyki przerażonego dziewczęcia, które jej chłopak bierze za jęki rozkoszy). Nie udał się też ten film jako horror. Wprawdzie orientujemy się kiedy mamy się bać, bo producenci zadbali o odpowiedni podkład muzyczny i sceny kojarzące się z klasykami horroru (głównie z „Egzorcystą”), ale nic ponad to.

Podstawowy koncept, że szkolna piękność więdnie bez porcji świeżych bebechów i kropelki chłopięcej krwi, nuży po pierwszym polowaniu. Konstatacja, że dziewczęta są bardziej śmiałe i wyzwolone zalatuje przedpotopowym feminizmem pierwszej generacji. A fascynacja scenarzystki niedojrzałością staje się z czasem coraz bardziej męcząca i mało interesująca.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj