Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką opowiada o pracy nad filmem "Pokłosie" w reżyserii Władysława Pasikowskiego. Obraz, który wkrótce wejdzie do kin, porusza tematykę pogromu Żydów w Jedwabnem. Aktor wciela się w nim w rolę chłopa Józka. 

Dla mnie historia z Józkiem to była przygoda, która trwała całe lata i jest przygodą serca - mówi Stuhr. Z scenariuszem do "Pokłosia" aktor zapoznał się już siedem lat temu, współpracując z Pasikowskim przy serialu "Glina", i od razu się nim zachwycił. 

Maciej Stuhr zdradza, że największym wyzwaniem podczas przygotowywania się do roli było - jak to nazywa - "uchłopowacenie". 

Naprawdę nauczyłem się wiązać te snopki. Na iPhonie miałem filmik instruktażowy nakręcony z pomocą sympatycznego gospodarza. Puszczałem go sobie w domu w kółko i ćwiczyłem na ręcznikach - opowiada aktor. Dodaje, że wraz z kolegą z planu, Ireneuszem Czopem, pracował w polu podczas żniw.

Dużo wysiłku kosztowało też Stuhra odegranie filmowej sceny bójki. Zawsze byłem specjalistą od dostawania ciosów. W tej dziedzinie mam bardzo małą konkurencję w kraju. (...) Natomiast tym razem walka wymyślona przez kaskaderów zakładała również wymierzenie ciosu. No i okazało się, że tę scenę musiałem poćwiczyć bardzo - wspomina Maciej Stuhr. Trening był na tyle intensywny, że ucierpiał na tym łokieć aktora.

Maciej Stuhr zaznacza, że film "Pokłosie" poruszający trudną tematykę wydarzeń w Jedwabnem, trzeba było zrobić, tak samo jak musiała powstać książka Tomasza Grossa "Sąsiedzi". Jest zadowolony, że stało się to za jego czasów.