Widmo autora
Premiera najnowszego filmu Romana Polańskiego była najważniejszym wydarzeniem tegorocznego Berlinale. „Autora widmo” krytyka światowa przyjęła raczej entuzjastycznie. Jednak mimo formalnej doskonałości do arcydzieła zabrakło tego, z czego Polański zawsze słynął - wyniesienia schematu kina gatunków do rangi metarzeczywistości. Obraz od 19 lutego w polskich kinach.
- Twórca "Autora widmo" odsłania oblicze
- Oto prawdziwi autorzy widma
- Polański powalczy o Złotego Niedźwiedzia
- Polański nie złamie zakazu dla Berlina
- Zobacz, co nakręcił Roman Polański
- Gwiazda Polańskiego nie wierzy politykom
- "Autor Widmo"
- Współczesny film noir z "Chinatown" w tle
- "Autor widmo" Polańskiego zachwycił Berlin
- Włosi zachwyceni Polańskim
- 6 najważniejszych premier 60. Berlinale
- 4 grudnia rozdanie Europejskich Nagród Filmowych. Polański faworytem
- "Autor widmo" zwycięzcą Europejskich Nagród Filmowych
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Autor widmo"
(AKA "Ghost writer")
USA 2010; Reżyseria: Roman Polański; Obsada: Ewan McGregor, Pierce Brosnan, Olivia Williams, Robert Pugh, Tom Wilkinson, Kim Cattrall; Czas: 128 min; Dystrybucja: Forum Film; Premiera: 19 lutego; Ocena 4/6
„Ghostwriter” Roberta Harrisa to książka wciągająca, solidnie napisana, błyskotliwa, inteligentna, ale nie wybitna. Im dłużej ją czytałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to materiał idealny dla Polańskiego. U Harrisa pojawiały się motywy, które reżyser uwielbia: motyw człowieka w wciągniętego w pułapkę sytuacji, której nie rozumie,
surrealistyczna tajemnica, odcięte od świata miejsce akcji, politycznie niepoprawna intryga.
Literatura według Polańskiego
Polański zawsze czytał literaturę, do której się zabierał na sposób filmowy i zawsze potrafił podporządkować ją własnej wizji świata, pozorne oczywistości obciążyć wieloznacznością. Gdy Robert Evans dał mu „Dziecko Rosemary” Iry Levina, Polański nie był wcale zachwycony. Po pierwszych stronach uznał tę książkę za horror dla kucharek, dopiero po dokładnej lekturze, stwierdził, że to wymarzony dla niego materiał. Poddał powieść gruntownym przeróbkom. O ile pierwowzór sprawiał wrażenie ubranej w sztafaż horroru społecznej satyry na obyczaje amerykańskiej klasy średniej, o tyle scenariusz Polańskiego stawiał na mieszankę kina grozy najwyższej próby z pełnym dwuznaczności i nasyconym symbolami dramatem psychologicznym, rozgrywał całą intrygę w wielkim nawiasie między realnością a wyobraźnią. Pracując nad scenariuszem „Chinatown” Roberta Towne’a, wymógł na autorze znaczne skrócenie monstrualnej powieści. Dodał sporo od siebie i uparł się przy pesymistycznym zakończeniu.













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!