Spinotti: Trzeci wymiar to przyszłość kina
"Jestem miłośnikiem filmów w 3D. Jest to realna zmiana języka kina" - twierdzi Dante Spinotti. Nam wybitny włoski operator - retrospektywa jego filmów trwa właśnie na łódzkim festiwalu Plus Camerimage - opowiedział o tajnikach Hollywood, nowych technologiach i wielkiej fascynacji Fellinim.
- Najbardziej plastyczny z geniuszy kina
- Hollywood przeniosło się do Łodzi
- Storaro: Kino to spełnienie marzeń
- Kamera na operatora - startuje Camerimage
- Złota Żaba 2009 szuka właściciela
- Lynch zbuduje w Polsce centrum filmowe!
- Depp jako Dillinger już na DVD
- "Wróg publiczny"? Raczej Robin Hood
- "Tlen" Wyrypajewa faworytem Camerimage
- Rutger Hauer: Jestem aktorem do kupienia
- Oto najlepsze filmy Plus Camerimage
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dante Spinotti (rocznik 1943), wybitny włoski operator, autor zdjęć m.in. do filmów Michaela Manna (ostatnio "Wrogowie publiczni" z Johnnym Deppem).
Spotykamy się na Plus Camerimage podczas projekcji "Wrogów publicznych", do których zrobił pan zdjęcia. Obejrzał pan ponad godzinę filmu - chciał pan sprawdzić, czy
wszystko w porządku z kopią? A może nie widział pan filmu?
Dante Spinotti: Nie mogłem obejrzeć tego filmu wcześniej w odpowiednich warunkach. Poza tym trzeba czasu i dystansu, by właściwie ocenić film. Operator przeskakuje z planu na plan, nie
bierze udziału w powstawaniu ostatecznej wersji tego, co nakręcił.
"Wrogów publicznych" nakręcił pan kamerą cyfrową, podobnie jak kilka poprzednich filmów. Tęskni pan za taśmą filmową?
To bodaj szósty raz, kiedy pracuję kamerą cyfrową. To zupełnie inne narzędzie niż taśma filmowa. Właściwie nie wpływa ona na koncepcję wizualną filmu, ale daje większe możliwości.
Dzięki niej jesteśmy świadkami wielkiej rewolucji w sposobie robienia filmów. Największa różnica polega na tym, że wreszcie na bieżąco widzimy efekty naszej pracy. Właśnie skończyłem
zdjęcia do najnowszych "Opowieści z Narnii". Kręciliśmy w Australii, a co pół godziny gotowy materiał lądował na biurku producenta w Stanach! Jestem miłośnikiem filmów w
3D. Jest to realna zmiana języka kina.
p
Po kilku filmach nakręconych w latach 80. we Włoszech przeniósł się pan do Stanów. Pamięta pan ten moment: filmowiec z Europy jedzie do Hollywood. Co ma? Dobre recenzje ze starego
świata, wiarę, że mu się uda, znajomości...
Pierwszym przełomem była rezygnacja z pracy w telewizji i decyzja, by zostać wolnym strzelcem. Hollywood wydawało mi się naturalną drogą. Miałem spore szczęście, że jako dziecko nauczyłem
się angielskiego. Byłem jednym z tych dzieciaków, których rodzice ciągle pytają: co my zrobimy z tym chłopcem, czego on ma się uczyć? Posłali mnie do szkoły, w której wkuwałem łacinę i
grekę i strasznie tego nie lubiłem. Wiedzieli, że ciągnie mnie do fotografii, więc w akcie desperacji wysłali mnie na rok do Kenii do wuja. Uważali, że to jedyna szansa, bym nauczył się
jakiegoś fachu.
Sporą rolę w pana amerykańskiej karierze odegrał legendarny producent Dino de Laurentiis.
Kiedy się spotkaliśmy, Dino otworzył studio filmowe w Karolinie Północnej. Był człowiekiem wielkiej wizji, przekonanym, że nie wolno mu zapomnieć o włoskich korzeniach. Przy okazji nie
chciał pracować ze śmietanką Hollywood. Zatrudniał Włochów i Brytyjczyków. O mnie wspomniał mu ktoś ze znajomych. Polubiliśmy się od razu. To on poznał mnie z Michaelem Mannem. Zwrócił
na niego uwagę dzięki serialowi "Policjanci z Miami". To była pierwsza produkcja telewizyjna, w której tyle uwagi poświęcono stronie wizualnej: pięknie ubrani ludzie,
garnitury od Versace i Armaniego. To była nowość. Przez telefon Dino powiedział mi: "Dante, muszę cię poznać z pewnym młodym zdolniachą, przylatuj do nas, do Karoliny
Północnej". Złapaliśmy kontakt i zrobiliśmy razem "Łowcę", który wprowadził mnie na amerykańskie salony. Michael pokazał mi, jak bardzo można się zaangażować
w robienie filmu, wykrzesać z siebie entuzjazm przez 24 godziny na dobę. Zanim go poznałem, taki reżyser istniał tylko w moich marzeniach.













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!