Dziennik Gazeta Prawana logo

"Lucyfer": Inferno raj. RECENZJA filmu Gusta Van den Berghe

29 stycznia 2016, 08:20
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Lucyfer
Lucyfer/Media
Jury ostatniej edycji festiwalu "Nowe Horyzonty" we Wrocławiu przyznało "Lucyferowi" Grand Prix "za meksykańskość, za belgijskość, za wychodzenie poza swoją istotę, za bycie sobą".

Uzasadnienie brzmi może nieco patetycznie, ale trafia w sedno. Jeżeli w ogóle warto zwrócić na "Lucyfera" uwagę, to właśnie ze względu na innowacyjność, wychodzenie poza istotę kina. Inna sprawa, że nowatorska formuła z trudem przebija się przez nasze percepcyjne przyzwyczajenia.

Belgijski reżyser, Gust Van den Berghe, razem z operatorem Hansem Bruchem Jr., na potrzeby "Lucyfera" skonstruował mechanizm nazywany tondoskopem. Kadr zamyka się w kole, tworząc efekt, jak określają to twórcy, rybiego oka. Z rybiej perspektywy oglądamy biblię, czyli wszystko. Twórców inspirowały prace XVII-wiecznego mistyka Joosta van den Vondela, estetycznie reżyser powołuje się jednak przede wszystkim na fascynacje malarskie. Kadry stylizowane są zatem na arcydzieła malarstwa flamandzkiego: od Boscha do van Eycka.

Tytułowy Lucyfer grany przez Gabino Rodrigueza – grzeszny, okrutny anioł, trafia na Ziemię, do leżącej na końcu świata meksykańskiej wioski, gdzie stosunkowo mało lucyferycznie wkrada się w łaski i niełaski autochtonów, prowadząc z ludźmi doświadczenia graniczne, testując ich namiętności, predylekcje, otwartość na cnotę i grzech. Lucyfer ma moc sprawczą i destrukcyjną. Zawiaduje ludźmi i naturą. Nad wsią złowrogo unosi się bryła wulkanu Paricutin, tymczasem Lucyfer w wystudiowanych czy raczej przestylizowanych obrazach uwodzi wnuczkę podejrzliwej Lupity, ratuje owcę, uzdrawia pijaczynę paralityka.

Kim jest tytułowy Lucyfer? Może oszustem, może prorokiem. Enigmatyczną personą w metafizycznym szkicu zbudowanym wyłącznie z wielkich liter: kolejne rozdziały filmu to "Raj", "Grzech", "Cud"... Van den Bergh nie ma jednak talentu Carlosa Reygadasa, z którego stylu czerpie obficie. Przyjęcie jego ambitnego, ale pokrętnego filmu zależy od otwartości na poszukiwania nowej formuły dla kina artystycznego, performatywnego. "Lucyfer" może się podobać, ale chyba jedynie wizualnie. Przypomina nowatorski obiekt architektoniczny przeniesiony na ekran kinowy. Koliste, starannie zaaranżowane bryły przypominają abstrakcyjne miasto, zapełnione rustykalnymi twarzami i pozami. Gorzej z biblijną warstwą symboliczną. Jakoś metafizyka nie chce zamieszkać w tym plastycznym inferno raju. Lucyfer jest tylko aktorem grającym Lucyfera, a mieszkańcy wioski to bardzo niezdarni aktorsko amatorzy, których lata świetlne dzielą od naturalności i witalności naturszczyków z kina Pasoliniego. Kiedy zaś ekran w końcu wraca do tradycyjnego, prostokątnego układu graficznego, oddychamy z ulgą, że powrót do zwyczajności jest już blisko.

Lucyfer | Meksyk, Belgia 2014 | reżyseria: Gust Van den Berghe | dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty | czas: 110 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj