Dziennik Gazeta Prawana logo

"Karbala": Do krwi ostatniej. RECENZJA

11 września 2015, 09:12
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Karbala
Karbala/Media
Oglądając "Karbalę", ma się wrażenie autentyku. Kurz, pot, łzy. Najważniejsze są jednak portrety psychologiczne. Nie ma powrotu do westernowej wizji facetów bez skazy.

"Karbala" to nie jest moje kino. Z każdego kadru kapie tutaj testosteron, chodzi o męską grę, w której nie ma miejsca dla mięczaków i pacyfistów. Krzysztof Łukaszewicz stara się unikać dosłowności, pozwala bohaterom na dylematy i ciekawie różnicuje typy charakterologiczne, ale mimo tych starań, a także niezwykłej jak na nasze kino solidności realizacyjnej, widzowie, którzy nie są entuzjastami kina wojennego, będą trochę znudzeni.

Wydaje mi się, że tak bardzo przyzwyczailiśmy się do postmodernistycznej stylizacji przeszłości, że w momencie, kiedy ktoś opowiada o wojnie bez dystansu, czujemy zmęczenie. Łukaszewicz to jednak nie Tarantino, chciał opowiedzieć na serio o zdarzeniu, z którego – przynajmniej na razie – trudno robić sobie jaja. Ów zamysł przeprowadził konsekwentnie.

Ponad dziesięć lat temu, w kwietniu 2004 roku odbyła się największa bitwa z udziałem polskich żołnierzy od zakończenia drugiej wojny światowej. Chodziło o odbicie ratusza w tytułowej Karbali, odpowiedzialni za to byli wojskowi z Polski i Bułgarii. Polscy żołnierze znaleźli się w Iraku na prawach misji stabilizacyjnej, ale gdyby nie przekroczyli swoich zadań i nie podjęli walki, najprawdopodobniej zostaliby zastrzeleni przez rebeliantów.

To wydarzenie przeszło do powojennej historii polskiej wojskowości. Trwa wojna w Zatoce Perskiej. Podczas muzułmańskiego święta Aszura w irackiej Karbali doszło do ataków zbrojnych Al-Kaidy i as-Sadry na miejscowy ratusz, w którym przetrzymywani byli terroryści. W mieście pozostało tylko 80 polskich i bułgarskich żołnierzy pod dowództwem kapitana Grzegorza Kaliciaka, a jednak udało się odeprzeć atak i wyjść z tego wyzwania niemal bez szwanku. W Karbali nasi wojskowi zabili ponad stu rebeliantów, nie tracąc ani jednego żołnierza.

Łukaszewicz bardzo solidnie przygotował się do wyzwania. Oglądając "Karbalę", ma się wrażenie autentyku. Kurz, pot, łzy. Najważniejsze są jednak portrety psychologiczne. Nie ma powrotu do westernowej wizji facetów bez skazy. Żołnierze w "Karbali" mają skazy: przede wszystkim bardzo się boją, o rodzinę, o siebie. Żyją ze strachem za pan brat. Nie są też w stanie automatycznie potępić rebeliantów, nie potrafią zabijać na zawołanie. Najciekawszą postacią pod tym względem jest sanitariusz Kamil Grad grany przez Antoniego Królikowskiego, ale w zasadzie cała męska obsada, z Bartłomiejem Topą, Leszkiem Lichotą, Tomaszem Schuchardtem oraz Christo Shopovem na czele, warta jest zauważenia.

Krzysztof Łukaszewicz nakręcił film o polskim honorze, o coraz częściej zapominanej tradycji polskiego wojska, które zapisało piękną kartę na wielu frontach drugiej wojny światowej. W niespokojnej sytuacji międzynarodowej, wobec napięcia na linii Europa – Azja i Afryka, "Karbala" może przynieść uspokojenie. Potrafimy walczyć, umiemy wygrywać.

KARBALA | Polska 2015 | reżyseria: Krzysztof Łukaszewicz | dystrybucja: Next Film | czas: 117 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj