Ostatnie filmy reżysera, w których dość mocno się powtarzał, wciąż miały urok lubianej piosenki. Tego brakuje "Nieracjonalnemu mężczyźnie". Tym razem Allen zapomniał słów, skusił nuty i pomylił tonacje.

Reklama

Objawiające się w ostatnich filmach nowojorczyka zamiłowanie do przeszłości zaprowadziło go w dziwny rewir. Jego najnowszy film wygląda, jakby powstał w odległej epoce. Zwłaszcza pierwszy akt, w którym poznajemy bohaterów – zapijaczonego profesora filozofii i jego studentkę – mocno trąci myszką. Może dlatego tak trudno w nich uwierzyć, że choć żyją współcześnie, obce są im Facebook i Instagram?

Nieobce są im za to refleksje i przemyślenia największych tuzów filozofii. Bo jak to u Allena, wszyscy rozprawiają tu o sensie życia i jego braku, sztuce, literaturze, seksie, popędach, bólu egzystencji – doskonale znamy tę wyliczankę. Reżyser skupia się na niej, zamiast zatroszczyć się o zniuansowanie postaci. Bohaterowie reprezentują nie siebie, a konkretny światopogląd, który musi zderzyć się ze światopoglądem kogoś innego. Trafia na cynicznego, rozczarowanego życiem i ludźmi profesora i studentkę upierającą się, że nie ma zbrodni bez kary.

Tak, "Nieracjonalny mężczyzna" to ciąg dalszy romansu Allena z Fiodorem Dostojewskim. Romansu już wypalonego, z którego nie biją ani pasja, ani namiętność. W wykrzesaniu ich nie pomogło nawet uzupełnienie scenariusza o rozważania Patricii Highsmith. Owoc tego mariażu jest dobrze znany, ale niesmaczny: "Nieracjonalny mężczyzna" wygląda jak blada kopia kapitalnego "Wszystko gra".

Ale – mogło być gorzej. Gdyby nie świetne trio aktorskie (Joaquin Phoenix, Emma Stone, Parker Posey), które staje na głowie, by dodać zmurszałemu filmowi charyzmy i wigoru, "Nieracjonalny mężczyzna" byłby upadkiem. A jest jedynie porażką. Nie ma co nad nią dywagować. Za rok do kina wejdzie przecież "nowy Allen".

Nieracjonalny mężczyzna | USA 2015 | reżyseria: Woody Allen | dystrybucja: Kino Świat | czas: 95 min