Reklama

Amerykański pisarz jeszcze przed kinową premierą "Parku jurajskiego" zgarnął dwa miliony – półtora za rzeczone prawa, a pół za zaadaptowanie scenariusza – i zastrzegł sobie pokaźny procent z przyszłego zysku. Mówi się, że Universal, rozpaczliwie szukający kolejnego blockbustera, uratował od bankructwa właśnie film Stevena Spielberga. Tłumy czekały pod kasami kin od Los Angeles do Tokio. O ile nieco młodszy "Terminator 2: Dzień sądu" wytyczył ścieżkę dla nowoczesnych, nafaszerowanych zaawansowanymi efektami specjalnymi wysokobudżetowych spektakli, o tyle "Park jurajski" wylał ją asfaltem. Ale dzisiaj, kiedy premierę ma czwarta już część kasowego cyklu, wygenerowane komputerowo dinozaury mogą nie wystarczyć.

"Jurrasic World" powstawał bez mała 15 lat. No, niedosłownie, lecz pomysł na kolejny film wykiełkował w głowie Stevena Spielberga, gdy nadal składano do kupy "Park jurajski III". I choć zwieńczenie trylogii o dinozaurach zarobiło swoje, po stosunkowo chłodnym przyjęciu i mało entuzjastycznych opiniach prace nad kontynuacją ustały. Potencjalni aktorzy przychodzili i odchodzili, zatrudniano jednego scenarzystę za drugim. Ale nareszcie udało się uruchomić na ekranie funkcjonalny park rozrywki, o jakim marzył John Hammond. Oczywiście i tym razem coś musiało pójść nie po myśli grzebiących w genach naukowców, gdyż hybryda paru niebezpiecznych gatunków dinozaurów, stworzona, aby zwiększyć atrakcyjność obiektu – podkreślmy: pełnego żywych prehistorycznych stworzeń – wymyka się spod kontroli. Czyli bez zmian; science fiction nadal grozi paluchem szaremu człowiekowi, który ośmieli się bawić w boga. O ryzyku podobnych poczynań przekonał się już niegdyś pewien młody student, który ożywił trupa.

Mit frankensteinowski, jeden z esencjonalnych motywów popkulturowych, chyba nigdy się nie zestarzeje, a Universal już teraz snuje dalekosiężne plany przekucia spodziewanego sukcesu komercyjnego "Jurrasic World" w trylogię. Hollywood niejednokrotnie udowadniało, że można zajechać daleko nawet na wyeksploatowanym schemacie, lecz marka "Parku jurajskiego" nie jest już tak mocna, jak pod koniec lat 90. 2015 to jednak rok odświeżania kultowych serii dla kolejnych pokoleń i blockbuster Colina Trevorrowa – mający premierę po "Mad Maxie: Na drodze gniewu" i przed "Terminatorem: Genysis" – może rozbić box office siłą rozpędu, choć przy poniesionych nakładach musi zarobić przynajmniej pół miliarda, aby dało się mówić o jako tako satysfakcjonującym wyniku. Na razie jednak o "Jurrasic World" rozprawia się, bazując na zwiastunach – gdyż Universal oszczędnie dozował swój film przed premierą – albo w kontekście rozczarowania komputerowymi efektami, albo, jak Joss Whedon, psiocząc na wtórność konceptu.

Po raz pierwszy seria pójdzie tak wyraźnie w stronę monster movie, filmu o potworach. Spielberg, realizując w 1993 roku "Park jurajski", zadbał o oddanie jak najbardziej autentycznych zachowań gigantycznych stworzeń, opierając się na paleontologicznych badaniach. Trevorrow wybrał opcję zgodną ze złotą zasadą sequela: szybciej, więcej, mocniej, nie przejmując się realizmem. Kto wie, być może to jest sposób, aby jedna z najsłynniejszych filmowych serii nie skończyła jako skamielina.

Jurassic World | USA 2015 | reżyseria: Colin Trevorrow | dystrybucja: Imperial Cinepix | czas: 124 min