Dziennik Gazeta Prawana logo

"Birdman": Między ambicją a próżnością

23 stycznia 2015, 08:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Birdman
Birdman/Media
"Birdman" to pierwszorzędne studium kabotyństwa i ironiczna biografia herosa, który przegrywa pojedynek z własnym ego.

Riggan Thomson – przebrzmiały gwiazdor, wsławiony niegdyś rolą tytułowego superbohatera – pragnie odzyskać dawny rozgłos. W tym celu porywa się na sceniczną adaptację opowiadania Raymonda Carvera "O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości". Thomson szybko uzmysławia sobie, że ratowanie świata to znacznie łatwiejsza robota niż wystawienie sztuki na Broadwayu. Klęska mężczyzny oznacza jednak także triumf przyglądającego się jego mękom Alejandro Gonzáleza Inárritu.

Meksykański reżyser z pewnością potrafi wczuć się w położenie swojego bohatera. Autor drapieżnego "Amores Perros" bardzo szybko zamienił się w natrętnego domokrążcę, który zanudzał odbiorców prawdami objawionymi w "21 gramach" i "Babel". Wbrew pozorom "Birdman" ma jednak sporo wspólnego z poprzednimi dokonaniami reżysera. W nowym filmie – jak zwykle u Inárritu – bohaterowie pozostają uzależnieni od kaprysów otaczającej rzeczywistości. Różnica polega na tym, że okrutny los wreszcie rozdziawił gębę w szerokim uśmiechu. Przez to "Birdman" świetnie sprawdza się jako środowiskowa satyra. Inárritu ironizuje na temat niedouczonych dziennikarzy, pretensjonalnych diw i aktorów fanatycznie oddanych metodzie Stanisławskiego. Najczęstszym obiektem żartów jest, rzecz jasna, Thomson. Mężczyzna zużywa energię na jałowe mocowanie się z Carverem i traci z oczu własne życie, które stanowi modelowy materiał na tragikomedię. Gdy – odziany wyłącznie w bieliznę – bohater defiluje główną ulicą miasta, na swój sposób powtarza marsz Normy Desmond z "Bulwaru Zachodzącego Słońca".

Alejandro González Inárritu próbuje być dla swojego bohatera okrutny i wyrozumiały. Choć sprawia wrażenie, jakby chciał wymierzyć mu cios w twarz, ostatecznie tylko klepie go po plecach. Dzięki temu postępuje znacznie rozważniej niż David Cronenberg, który w "Mapach gwiazd" z perwersyjną rozkoszą chłostał hollywoodzkich celebrytów. Podczas, gdy kanadyjski mistrz został wymownie zignorowany przez kolegów po fachu, Inárritu urasta do rangi oscarowego faworyta. Meksykańskiego reżysera można oskarżać o zachowawczość, ale jednocześnie trudno odmówić mu trafności spostrzeżeń. Charakteryzujące Thomsona rozchwianie pomiędzy ambicją a próżnością wydaje się właściwe niemal każdemu gwiazdorowi z Fabryki Snów. Dzięki temu "Birdman" pozostaje skazany na sukces, a samo życie z pewnością dopisze mu jeszcze wiele interesujących sequeli.

Birdman | USA 2014 | reżyseria: Alejandro González Inárritu | dystrybucja: Imperial – Cinepix | czas: 119 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj