Dziennik Gazeta Prawana logo

"Roxanne": Ambitna, ale jednak porażka

31 października 2014, 09:26
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Roxanne
Roxanne/Facebook
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Tak można by podsumować w jednym zdaniu rumuńsko-węgierską koprodukcję "Roxanne" w reżyserii Valentina Hotei.

Obraz mający w sobie naprawdę spory potencjał, ale niestety pozostawiający po projekcji podobnej miary niedosyt. Hotea popełnił typowy grzech debiutanta: zamiast w swojej pierwszej pełnometrażowej fabule skupić się na jednym temacie, chce opowiedzieć o wszystkim. A wiadomo, że "o wszystkim" często oznacza tyle co "o niczym". To pewnie zbyt surowa ocena akurat tego tytułu, ale wydaje się, że dobrze obrazująca samą bolączkę, która trawi ten film.

W "Roxanne" roi się bowiem od problemów wszelakiej maści. Osobiste perturbacje bohaterów przeplatają się z trudną kartą najnowszej historii Rumunii, nierzadko w niej znajdując swoje źródło. Do tego sprowadza się oś fabularna filmu Hotei, którego akcja rozgrywa się 20 lat po obaleniu reżimu Nicolae Ceauşescu. Przeglądając akta Securitate (tajnej rumuńskiej policji), Tavi trafia na informację, według której jego miłość z młodzieńczych lat – tytułowa Roxana – mogła powić mu syna. Jak gdyby tego było mało, w notatce pojawia się pseudonim współpracownika komunistycznej władzy, a wszystko sugeruje, że była to osoba z najbliższego otoczenia bohatera. Tavi rozpoczyna tym samym toczące się dwutorowo śledztwo. Z jednej strony stara się zbliżyć do Victora, 20-letniego syna Roxany i Sandu, podejrzewając, że może on być jego potomkiem, z drugiej próbuje rozgryźć, kim jest rzeczony "Kapitan".

Wydaje się, że to w zupełności by wystarczyło i niepotrzebne jest generowanie kolejnych fabularnych konfliktów. A nie chcąc za dużo zdradzać, wspomnę tylko, że jest ich jeszcze co najmniej kilka. Powoduje to wrażenie dezorientacji u widza, a tym samym osłabia główny, interesujący w gruncie rzeczy wątek. Paradoksalnie, choć tematów jest wiele, sam film toczy się dość ślamazarnie, a z ekranu często wieje nudą. Zupełnie jakby reżyser wiedział, o czym chce opowiedzieć, ale jeszcze nie do końca miał pojęcie, jak to zrobić. O tym, jak najlepiej opowiadać o mikrodramatach, w znakomitym "Rozstaniu" przed kilkoma laty przekonał Asghar Farhadi, budując na małej przestrzeni atmosferę ogromnego napięcia. Hotei się to nie udało, choć nie przymierzając, to jeszcze z pewnością nie ten garnitur twórców.

"Roxanne" jawi się tym samym jako ambitna, ale jednak porażka. Bo jak inaczej nazwać film, którego najmocniejszą stroną jest pełniąca rolę klamry tytułowa piosenka Stinga?

ROXANNE | Rumunia, Węgry 2013 | reżyseria: Valentin Hotea | dystrybucja: Bomba Films | czas: 97 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj