Dziennik Gazeta Prawana logo

"Klub Jimmy'ego": Kena Loacha pożegnanie ze światem kina

31 października 2014, 09:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Klub Jimmy'ego
Klub Jimmy'ego/Media
Wieść niesie, że to ostatni film Kena Loacha przed przejściem na artystyczną emeryturę. Tli się nadzieja, że to jedynie plotki, bo pozostałaby zapewne spora wyrwa po twórcy będącym kimś w rodzaju sumienia brytyjskiego kina.

Pomijam nawet fakt, jak znakomite tytuły Ken Loach ma w swojej bogatej filmografii, ale jest jednym z niewielu współczesnych artystów, którzy z taką empatią i szacunkiem podchodzą za każdym razem do portretowanego bohatera. Żeby jednak do tej beczki miodu dorzucić łyżkę dziegciu, w moim odczuciu "Klub Jimmy'ego" nie stanowiłby dla twórcy tego pokroju wymarzonego pożegnania ze światem kina, któremu poświęcił gros swojego życia.

Ken Loach po raz kolejny miesza dobrze znane z poprzednich obrazów składniki. Jego film, rozgrywający się w realiach lat 30. ubiegłego wieku w irlandzkim hrabstwie Leitrim, oparty jest na życiorysie Jimmy'ego Graltona. Mężczyzny, który nie tylko nie bał się marzyć, lecz także swoje plany zwykł wprowadzać w czyn. Do tego właśnie odnosi się tytuł filmu, a wspomniany klub stanowi zwierciadło przemian w irlandzkim społeczeństwie, które najwyraźniej nie ochłonęło jeszcze po zakończonej dekadę wcześniej wojnie o niepodległość.

Społeczeństwie pragnącym zrobić krok do przodu, przed czym skutecznie powstrzymuje ingerujący w każdą sferę życia kler (tu w osobie lokalnego księdza granego przez Jima Nortona). Na drugim biegunie znajduje się Gralton, który po powrocie ze Stanów Zjednoczonych nie dość, że przywiózł kilka wywrotowych pomysłów, to jeszcze próbuje zainteresować tubylców jazzem, określanym przez duchownego mianem "muzyki szatana".

Nietrudno zgadnąć, po czyjej stronie reżyser lokuje swoją sympatię, co rusz śmiejąc się pod nosem z religijnego fanatyzmu. Tyle że perypetie Graltona w pewnym momencie przestają wzbudzać już takie emocje i zaczynają najzwyczajniej nużyć. Brakuje wdzięku tak dobrze znanego z "Kes", lekkości "Jestem Joe" czy intensywności "Wiatru buszującego w jęczmieniu". Zamiast tego kolejne frazy wypowiadane przez bohaterów coraz bardziej ciążą i do końca projekcji już nie przestaną. Obrazując historię jednostkowego bohatera, Ken Loach za każdym razem forsuje określone tezy. Dotychczas sprawdzało się to znakomicie. Tym razem, mam wrażenie, że nie do końca. Choć z pozoru zabrzmieć to może dość paradoksalnie, może sama historia nie była w tym przypadku aż tak zajmująca?

KLUB JIMMY'EGO | Wielka Brytania, Irlandia, Francja 2014 | reżyseria: Ken Loach | dystrybucja: Best Film | czas: 109 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj