Dziennik Gazeta Prawana logo

"Furia": Czterej pancerni i Brad [RECENZJA]

24 października 2014, 08:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Furia
Furia/Facebook
"Furia" Davida Ayera może posłużyć za idealną definicję amerykańskiego kina wojennego.

Znaleźć w niej można bowiem wszystko to, co tak dobrze znamy z wielu wysokobudżetowych, gatunkowych produkcji zza oceanu. I zrealizowane z dużym rozmachem sceny batalistyczne, i niesamowitą dbałość o scenograficzny detal, wreszcie wypluwane z ust bohaterów, z prędkością karabinu maszynowego, patetyczne formułki o wartościach, jakimi w życiu należy się kierować. Twórcy nie pozostawiają tu żadnych wątpliwości, kto jest kim i komu amerykańscy chłopcy przyjechali (tym razem czołgiem) spuścić łomot. A gdyby ktoś przypadkiem miał jakiekolwiek obiekcje, rozwieje je w jednej ze scen Brad Pitt, złowrogo wykrzykując:

Film Davida Ayera jest brutalny, i to nie tylko w tej najbardziej dosłownej warstwie. Trup ściele się gęsto, ale w plecy strzelić potrafią zarówno żołnierze niemieccy, jak i amerykańscy. To dość istotne, bo wydaje się, że reżysera nieco bardziej od stworzenia pomnika swoim rodakom interesuje to, by w miarę obiektywnie oddać chaos i okrucieństwo wojny. Kodeks honorowy i wszelkie międzynarodowe umowy schodzą na dalszy plan, gdy w grę wchodzi ludzkie życie, a okoliczności stają się ekstremalne.

Do wykreowania wojennej pożogi posłużył Ayerowi jej ostatni epizod, bowiem akcja "Furii" rozgrywa się w kwietniu 1945 roku, kiedy wojska alianckie próbują sforsować linię frontu w nazistowskich Niemczech. Narracja może nieco przypominać tę znaną z gier komputerowych, gdyż drugim "domem" bohaterów jest wnętrze czołgu, poczciwego amerykańskiego shermana (choć jak przekonują historycy, w nieco ulepszonej wersji).

Twórcom oddać trzeba, że całkiem nieźle udaje im się wykreować klaustrofobiczną atmosferę wnętrza pojazdu, potęgującą jeszcze wrażenie, i tak sporego, dyskomfortu u widza. I tak jak kiedyś "Rudy", tak "Furia" z załogą, w której skład wchodzą m.in. wspomniany Brad Pitt i Shia LaBeouf, budzi postrach w szeregach nieprzyjaciela. Oparta na stereotypach i prostych opozycjach psychologia postaci nie jest mocną stroną filmu Ayera, ale w pełni rekompensują ją widowiskowe sceny batalistyczne. Prawdziwą wisienką na torcie jest wciskający w fotel pojedynek shermanów z niemieckim tygrysem. I chociażby dla tej jednej sceny warto zobaczyć "Furię". Ot, taką hollywoodzką wariację na temat "Czterech pancernych…". Tylko psa brakuje.

FURIA | USA 2014 | reżyseria: David Ayer | dystrybucja: Monolith | czas: 131 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj