Dziennik Gazeta Prawana logo

"Bez litości": Kino z recyklingu

26 września 2014, 09:42
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Bez litości
Bez litości/Media
Robert McCall jest tajemniczym samotnikiem. Cierpi na łagodną nerwicę natręctw, więc codziennie po pracy chodzi do tej samej knajpy, pije taką samą herbatę, czyta klasyczne powieści i rozmawia z tymi samymi gośćmi przesiadującym w bostońskim nocnym barze. Ale skoro Roberta gra Denzel Washington, od razu wiadomo, że nie jest to byle facet z ulicy.

McCall skrywa mroczne sekrety, ma za sobą traumatyczną przeszłość, a gdy stanie w obronie pobitej przez alfonsa młodej prostytutki (Chloe Grace Moretz), udowodni, że jest jednoosobową maszyną do zadawania bólu. Interwencja Roberta ściągnie mu jednak na głowę zemstę rosyjskiej mafii, w szczególności brutalnego speca od mokrej roboty Nikolaia (Marton Csokas).

Film Antoine'a Fuquy to typowe hollywoodzkie kino z odzysku. Zaczyna się niczym rozwinięcie jednego z wątków z "Taksówkarza" – wyalienowany facet postanawia uratować młodocianą prostytutkę – potem zmienia się w wariację na temat "Życzenia śmierci" wymieszaną z akcją "jeden przeciwko wszystkim" w stylu "Commando". Żeby było zabawniej, to kinowy remake całkiem popularnego w Stanach serialu "The Equalizer" nadawanego w latach 80.

Wszystkie te składniki Fuqua miesza z rzemieślniczą zręcznością, gorzej, że czasami nie potrafi zdecydować, czy ma traktować opowiadaną historię serio, czy jednak z lekkim dystansem. Denzel Washington gra śmiertelnie poważnie, jakby "Bez litości" było rzeczywiście mrocznym thrillerem, ale już czarne charaktery – każdy mówi ze sztucznym rosyjskim akcentem – to postaci jakby wyjęte żywcem z filmów o Bondzie.

Swoją drogą, "Bez litości" to dowód na to, że Hollywood znów za jednego z głównych wrogów wybrało – nie do końca bezpodstawnie – Moskwę. Za całą intrygą stoi bowiem wredny oligarcha, który Zachód, a zwłaszcza amerykański styl życia, ma w głębokiej pogardzie, co nie przeszkadza mu na naiwnych jankesach zarabiać grubych pieniędzy. Rzecz jasna jakiejś nadprogramowej ideologii nie trzeba do filmu dopisywać, niczego więcej poza akcją – oraz cennym spostrzeżeniem, że warto czytać książki – tutaj nie ma. Scenariusz nie grzeszy przesadną logiką, w zamian za to obfituje w mocne sceny i odpowiednio dozowane napięcie, a Fuqua potrafi to na ekranie wykorzystać, nawet jeśli większość widzów od samego początku wie, w jakim kierunku zmierza fabuła i jak się zakończy.

Washington ostatnio preferuje podobne projekty (patrz: "Człowiek w ogniu", "Agenci" i "Safe House"), ale na szczęście dobrze się w nich sprawdza. No i wiele zapowiada, że mamy początek nowej serii. Robert McCall zawsze będzie miał mnóstwo roboty, zresztą producenci już ogłosili rozpoczęcie prac nad scenariuszem sequela.

BEZ LITOŚCI | USA 2014 | reżyseria: Antoine Fuqua | dystrybucja: UIP | czas: 131 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj