Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wielki błękit": Inaczej niż w raju [RECENZJA]

8 sierpnia 2014, 08:28
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Wielki błękit
Wielki błękit/Media
Na ekrany kin wraca "Wielki błękit" – piękny film, który przypomina, że Luc Besson był niegdyś jedną z największych nadziei europejskiego kina. To już przeszłość.

Kiedy po raz pierwszy obejrzałem "Wielki błękit" Luca Bessona, byłem zakochanym w kinie nastolatkiem z Tarnowa. Szczęśliwe czasy. Nie było DVD ani internetu, niemal nikt nie miał nawet komputera. Filmy oglądaliśmy wyłącznie w kinie oraz w telewizji (zaledwie dwa programy). Z czasem pojawiły się pierwsze kasety wideo. Wiele tytułów do nas jednak nie docierało - "Dzikość serca" Lyncha, "Droga Emmo, kochana Bebe" Szabo czy "Kino Paradiso" Tornatore obejrzałem dopiero na Konfrontacjach Filmowych, kilka lat po światowej premierze. Potem było spotkanie z Kieślowskim podczas Konkursu Wiedzy o Filmie w Gdańsku, z Krzysztofem Majchrzakiem w Gdyni, z Markiem Piwowskim na festiwalu w Łagowie - moje prawdziwe filmowe uniwersytety. W tygodniku "Film", który sprzedawał się wówczas jak świeże bułeczki, znalazłem artykuł Ewy Mazierskiej mówiący o francuskim fenomenie "Wielkiego błękitu" uznanym przez autorkę za synonim raczkującego wówczas terminu "kino kultowe".

"Wielki błękit" otworzył festiwal w Cannes, zdobył dwa Cezary, w samej Francji obejrzało go dziewięć milionów widzów, trzy kolejne kupiły soundtrack z muzyką Érica Serry. Kolega z liceum był wówczas we Francji, znał dobrze język, przywiózł kasetę wideo, tłumaczył film symultanicznie. Z pierwszej lektury zapamiętałem "Wielki błękit" jako doświadczenie graniczne – oniryczna, baśniowa opowieść o przekraczaniu siebie, własnej mocy i niemocy, o beznadziejnych starciach w konfrontacji z naturą i równie dramatycznych w konfrontacji z bliskim człowiekiem, z przyjacielem, była przenikliwa i przejmująca. Po ponad ćwierć wieku myślę o tym filmie podobnie.

– mówił Besson. Nigdy artystycznie nie dobił już do tego poziomu, nawet w "Leonie zawodowcu", nawet w "Nikicie" czy w "Piątym elemencie". W transgresji Jacques'a Mayola (kreacja mało wówczas znanego Jean-Marca Barra, który wygrał casting na tę rolę m.in. z Christopherem Lambertem i z Melem Gibsonem) Besson projektował własne, nigdy niezrealizowane marzenie zostania mistrzem pływackim. Jego rodzice byli instruktorami nurkowania, a prawdziwy Mayol, pierwowzór filmowej postaci – rekordzista, który bez aparatu tlenowego nurkował na głębokość stu metrów – największym idolem.

Po sukcesie fabularnego debiutu "Subway" Besson spotkał się z wówczas sześćdziesięcioletnim Mayolem, który opowiedział mu historię życia, przede wszystkim relację z trwającej ponad dwie dekady opartej na rywalizacji przyjaźni z innym wielkim nurkiem, Włochem Enzo Maiorką (w filmie nosi nazwisko Molinari). Scenariusz Bessona był wypadkową opowieści Mayola oraz prywatnych wspomnień reżysera i jego rodziców.

Łącząca miłość i zazdrość relacja Mayola i Enzo Molinariego (Jean Reno) godzi prozaiczne ambicje i uczuciową enigmę. Jacques jest romantyczny i nieśmiały, Enzo pewny siebie, chorobliwie ambitny. Jako chłopcy rywalizowali ze sobą, który zanurkuje głębiej, żeby wyciągnąć monetę z morskiego dna. Po latach, w przeddzień międzynarodowych mistrzostw, ryzykują więcej – nurkują aż po granice wytrzymałości. Błękitna toń jest malownicza, ale zdradziecka. Reżyser pyta, czy warto tak ryzykować, zwłaszcza kiedy bierzemy odpowiedzialność za innych albo gdy jesteśmy kochani – na Jacques'a czeka przecież jego ukochana, Amerykanka Johana Baker (świetna rola Rosanny Arquette)?

W "Wielkim błękicie" postmodernista Besson cały wszechświat usiłuje zmieścić w jednym fragmencie, w wielkim błękicie. Ów fragment promieniuje na resztę. Utrwalona filmowo chwila pod wodą – to wszystkie godziny, chwile, tygodnie. Kwintesencja szczęścia.

Faulkner opisywał ludzi uwięzionych w jednej, mitycznej okolicy. Broch w godzinie śmierci jednego człowieka ("Śmierć Wergilego") dostrzegał zgon świata, a w "Lunatykach" owego świata odkształcenie. W filmie Bessona tego rodzaju domeną jest pojedynczy gest, ma moc biblijnego nakazu. Jest wybawieniem i fatum.

Bohaterowie "Wielkiego błękitu" bardziej czują coś wewnątrz siebie, niż werbalizują emocje. Obraz świata przedstawionego wygląda realistycznie, ale nie jest realny. W "Wielkim błękicie" mamy do czynienia z niebem na ziemi. Jest zbyt pięknie, żeby można to przyjąć. Jednak nawet w bezgrzesznej toni, w błękitnym raju, mieszka trwoga. Lęk przed sobą, czyli przed śmiercią. Nawet jeśli miałaby to być śmierć w zachwycie.

Podwodne zdjęcia, których oglądanie ma charakter bez mała transowy, zderzone z muzyką Érica Serry łączącą oryginalne instrumenty z elektroniką oraz odgłosy oceanu, mają wielką siłę rażenia. Nie tylko budują nastrój, ale tworzą wewnętrzny wszechświat kina. Chodzi o kulturowe źródło. Uporczywie ponawiany trud dotyczący powrotu do raju, niewinności, bezpośredniego kontaktu z naturą. Elementarz wartości jest równie niezmienny jak księga grzechów i przewinień. Kara za występek jest nagrodą za nudne, dobre, byle jakie życie, na które nie warto trwonić czasu. Znamienne, że to, co najważniejsze, ukrywa się w strzępach słów, w kikutach wrażeń. Nie trzeba mówić "Bóg", wołać "kocham", syczeć "nienawidzę". Nie trzeba niczego mówić. Wystarczy wielki błękit.

WIELKI BŁĘKIT | Francja, USA, Włochy 1988 | reżyseria: Luc Besson | dystrybucja: Art House | czas: 168 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj