Dziennik Gazeta Prawana logo

"Bank Lady": Obrabianie pustego sejfu

4 sierpnia 2014, 13:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Bank Lady
Bank Lady/Media
W filmowej wersji "Miasteczka Twin Peaks" dwóch policjantów w środku nocy dobija się do drzwi właściciela kempingu. Na przeprosiny stróżów prawa mężczyzna odpowiada tylko: "Nie szkodzi. I tak miałem beznadziejne sny". Żonglujące popkulturowymi kliszami "Bank Lady" to właśnie nieatrakcyjny sen, miałkie marzenie i pozbawiona polotu fantazja.

Film Christiana Alvarta bywa przedstawiany jako niemiecka wersja "Bonnie & Clyde". Jeszcze bardziej przypomina jednak "American Hustle" z krainy currywursta. Tyle tylko, że jest od filmu Davida O. Russella o klasę słabszy. "American Hustle" irytował pustką, ale potrafił przynajmniej olśnić inscenizacyjnym rozmachem i scenograficzną starannością. Reżyser "Bank Lady" usiłuje natomiast ukryć warsztatowe słabości za sprawą niespecjalnie wyrafinowanych trików przywołujących na myśl muzyczne wideoklipy sprzed dwóch dekad.

Równie nieporadnie niemiecki twórca radzi sobie z konstruowaniem fabuły. Film Alvarta stanowi hybrydę niespecjalnie śmiesznej komedii, mało wzruszającego romansu i pozbawionego napięcia thrillera. Porwanie się na tak dużą rozpiętość gatunkową sprawia, że "Bank Lady" przypomina niezamierzoną parodię filmów Rainera Wernera Fassbindera.

W opowieści Alverta zwraca uwagę naszkicowany mimochodem portret Republiki Federalnej Niemiec u progu lat 60. Kraj, który podniósł się już po klęsce II wojny światowej, stał się więźniem stagnacji, porządku i karnej mentalności swoich obywateli. Autentyczna historia rozczarowanej życiem Giseli Werler, która – wraz ze swym partnerem – zaczęła napadać na banki, doskonale wyrażała ukryte pragnienia niemieckich mieszczan. Niestety Alvert – podobnie jak niedawno Christoffer Boe w "Seksie, narkotykach i podatkach" – nie w pełni wykorzystał szansę, by uczynić jednostkową historię symbolem szerszych społecznych przemian. W Werler łatwo można było przecież dostrzec mimowolną patronkę społecznego oburzenia, które zaprowadzi Niemców na barykady na wiosnę roku 1968. Być może seksowną rebeliantkę można by uznać nawet za matkę chrzestną terrorystów z grupy Baader–Meinhof?

Christiana Alvarta nie interesuje szukanie odpowiedzi na podobne pytania. Postawienie na niezobowiązującą rozrywkę bynajmniej nie zamaskowało jednak niedostatków reżyserskiego talentu. Przez to oglądanie "Bank Lady" dostarcza tej samej przyjemności, co skok na bank, w którym dawno już opróżniono sejf.

BANK LADY | Niemcy 2013 | reżyseria: Christian Alvart | dystrybucja: Aurora Films | czas: 118 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: recenzja
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj