Dziennik Gazeta Prawana logo

"Miłość z księżyca" – zakochany Gagarin

14 grudnia 2012, 12:07
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Miłość z księżyca
Miłość z księżyca/Media
"Miłość z księżyca" to naiwna bajka. Bez wahania można nazwać ją "Boratem" dla nadwrażliwców.

Kazachskie stepy coraz częściej rozpalają wyobraźnię europejskich filmowców. Kilka lat temu bawił w tych okolicach sam Volker Schlöndorff, który przywiózł z egzotycznej podróży souvenir w postaci filmu „Ulzhan”. Ledwo reżyser "Blaszanego bębenka" skończył swój turnus, na jego miejscu pojawił się kolejny twórca. Zrealizowana przez Veita Helmera "Miłość z księżyca" przypomina reportaż z kazachskiej cepelii. Przed obiektywem niemieckiego twórcy odziani w stroje ludowe autochtoni jedzą, modlą się i kochają, a wszystkiemu przygrywa w tle rzewna muzyka Gorana Bregovicia. W filmie Helmera przez półtorej godziny mamy okazję obserwować artystowską sielankę podszytą poczuciem kulturowej wyższości wobec "dzikiego Wschodu".

W poszukiwaniu okolicznych atrakcji Helmer dociera do położonego gdzieś w stepie szerokim kosmodromu Bajkonur. Zgodnie z wizją reżysera nietypowe sąsiedztwo nie pozostaje bez wpływu na okolicznych mieszkańców. Choć Kazachowie na co dzień zajmują się przyziemnymi sprawami, w głębi duszy marzą o wielkich czynach. Ze swoimi aspiracjami nie kryje się zwłaszcza młody Iskander. Ze względu na wyrażaną przez chłopaka fascynację kosmosem niektórzy sąsiedzi nazywają go zresztą "Gagarinem". W pewnym momencie los uśmiecha się do chłopaka w zupełnie inny sposób, niż mógłby się tego spodziewać. Niedaleko domu Iskandera rozbija się kosmiczna kapsuła z francuską astronautką. Po odzyskaniu przytomności panna Julie ochoczo zrzuca ciuchy przed "Gagarinem" i w try miga robi z niego prawdziwego mężczyznę.

Związek pięknej kobiety z Zachodu i chłopca z kazachskiej wioski nie może mieć przed sobą jakiejkolwiek przyszłości. Świadomy tej oczywistości reżyser nie stara się jednak uczynić z „Miłości z księżyca” melodramatu o niespełnionym uczuciu. Zamiast tego woli opowiedzieć swoją historię w konwencji współczesnej baśni. Film Veita Helmera to w istocie nic innego jak nużąca wariacja na temat "Śpiącej Królewny". Choć Marie zostaje obudzona w wyniku pocałunku Iskandera, między tymi dwojgiem trudno doszukać się wielkiej namiętności. Okres krótkotrwałego zauroczenia okazuje się jednak pożyteczny zwłaszcza dla chłopaka. Dzięki przeżytej przygodzie Iskander zyskuje pewność siebie, postanawia wziąć los w swoje ręce i przestaje wzbraniać się przed uczuciem,którym obdarza go urodziwa sąsiadka. W ten sposób "Gagarin" może wypełnić rolę klasycznego baśniowego bohatera, który u kresu opowieści osiąga życiową dojrzałość.

"Miłości z księżyca" przynosi widzowi jedno odkrycie. Mowa o obsadzonej w roli Julie zjawiskowo pięknej Marie de Villepin. Piosenkarka, modelka i córka byłego premiera Francji po raz pierwszy ma okazję zaprezentować się szerszej publiczności jako aktorka. Wystarczy rzut oka na ekran, by przekonać się, że de Villepin faktycznie spadła reżyserowi z nieba.

MIŁOŚĆ Z KSIĘŻYCA | Niemcy, Rosja, Kazachstan 2011 | reżyseria: Veit Helmer | dystrybucja: Spectator | czas: 95 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj