Dziennik Gazeta Prawana logo

"Brat" – slumsy, futbol i gangi

6 lipca 2012, 14:31
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Beto Benites
Beto Benites/AP
W debiutanckim filmie Marcela Rasquina najważniejszą kwestią jest stosunek bohaterów do przemocy. Świat, w którym się urodzili, żąda od nich tylko jednego: opowiedzenia się za lub przeciw brutalnym metodom walki o byt.

Slumsy Caracas, bo o tym miejscu mowa, pokazane są w "Bracie" jako arena bezwzględnych gangsterskich porachunków. Rasquinowi nie brak werystycznego zacięcia, jednak nie pomija on także tego, że lokalni mafiozi często bardziej troszczą się o dobro lokalnej wspólnoty niż skorumpowani i niegodni zaufania politycy. Na tym wyraziście odmalowanym przez reżysera tle toczy się historia dwóch braci, Julia i Daniela. Ten pierwszy to z jednej strony typowy reprezentant swojego środowiska: pięści ma zawsze w gotowości, a każdy, kto spojrzy na niego spode łba, automatycznie staje się wrogiem. Jednak Julio to także opiekun i żywiciel nielicznej, bardzo zżytej ze sobą rodziny. Jego matka, Graciela, silna, pełna ciepła kobieta o zdecydowanym charakterze, kilkanaście lat wcześniej zdecydowała się przygarnąć znalezione na śmietniku niemowlę. Porzuconemu chłopcu dała na imię Daniel. Dziś przyrodni bracia stanowią nierozłączny tandem, zarówno w codziennym życiu, jak i podczas rozgrywek w piłkę nożną – obaj są bowiem utalentowanymi zawodnikami.

Marcel Rasquin w pierwszej połowie filmu stawia na typowość i niemiłosiernie ograne chwyty. Julio, choć pozostaje cały czas niejednoznaczny, pozwala przeciągnąć się na ciemną stronę mocy i wikła w interesy z gangsterami. Daniel, wrażliwy idealista, wierzy, że odmianę losu przyniesie mu ciężka praca i awans do profesjonalnej drużyny. Obaj chłopcy zmuszeni będą zrewidować swoje przekonania, gdy Graciela padnie ofiarą ulicznej strzelaniny. Od tego momentu historia Julia i Daniela nabiera głębszych, ale i posępniejszych barw, a sama akcja, do tej pory napędzana przez działania dążących do celu bohaterów, zaczyna ogniskować się wokół narastającego między nimi konfliktu. Rasquin z dużą jak na debiutanta wprawą ogrywa napięcie tworzące się między nierozłącznymi wcześniej braćmi. Niestety, po tym, jak udaje mu się zrobić dwa kroki w przód, niemal natychmiast wykonuje jeden do tyłu, osłabiając wymowę "Brata" nieznośnie patetycznymi dialogami i nieudolnym moralizatorstwem.

Brat | Wenezuela 2010 | reżyseria: Marcel Rasquin | dystrybucja: Art House | czas: 96 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: bratrecenzja
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj