Dziennik Gazeta Prawana logo

"Kupiliśmy zoo", czyli wszystkie stworzenia duże i małe

16 marca 2012, 11:56
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kupiliśmy zoo
Kupiliśmy zoo/AP
Cameron Crowe w "Kupiliśmy zoo" kusi wizją biblijnego królestwa pokoju, w którym obok siebie w doskonałej harmonii żyją wszystkie boskie stworzenia.

Amerykański reżyser przez dwie godziny seansu snuje bajkową historię, mającą w dodatku pokrycie w rzeczywistości pozafilmowej – a przynajmniej częściowe. "Kupiliśmy zoo" to luźna adaptacja wycinka z życiorysu brytyjskiego dziennikarza, którego pamiętniki posłużyły za temat przedstawionej na ekranie opowieści. I choć różnice między materiałem wyjściowym a scenariuszem są znaczące, nie o wierność faktom tutaj chodzi.

Filmowy Benjamin Mee to osobowość telewizyjna; ryzykant, który dla dobra reportażu skłonny jest bez większego wahania rzucić się do basenu z rekinami albo wskoczyć w oko cyklonu. Po śmierci żony przewartościowuje swoje życie, rzuca pracę i ku uciesze młodszej córki, a rozczarowaniu nastoletniego syna, decyduje się na kupno domu przylegającego do popadającego w ruinę zoo. Na jego barkach ciąży odpowiedzialność za doprowadzenie zaniedbanego miejsca do porządku – od niego zależy teraz zarówno los zwierząt, jak i zatrudnionych w zoo pracowników.

Chciałoby się powiedzieć, że pierwszy od siedmiu lat pełnometrażowy film cenionego przecież reżysera to dzieło udane, lecz byłoby to stwierdzenie prawdziwe tylko połowicznie. Bolączką "Kupiliśmy zoo" jest bowiem wtórność scenariusza, który gładko i bezboleśnie sunie dobrze nam znanym torem. Brak tutaj wyrazistego wątku pobocznego. Konflikt na linii ojciec i syn jest ledwie zarysowany, do tego wpisuje się w ograny schemat. Z kolei optymistyczne obrazki składające się na główną linię fabularną wprawiają w niejaki dyskomfort swoim infantylizmem i idealistyczną naiwnością. Ale taka ocena byłaby jednoznaczna, niepełna i jakkolwiek niesprawiedliwa, gdyż z drugiej strony film Crowe'a, podparty mocnym aktorstwem Matta Damona, znakomicie sprawdza się jako reprezentant swojego gatunku. To w końcu opowieść w rodzaju "serce roście", w której prawdziwość uwierzyć może i nie sposób, lecz posiadająca niezaprzeczalny czar; film w typie tych, które ciężko oglądać tylko rozumem.

Bo nie można odmówić tej opowiastce szczególnego uroku, przesyconego pozbawioną cynizmu wiarą w człowieka i jego dobroć. Nawet inspektor rzucający kłody pod nogi Benjamina, wydając wreszcie odpowiedni dokument umożliwiający ponowne otwarcie zoo, obejrzy się przez ramię, uśmiechnie i pokiwa z niedowierzaniem głową, patrząc na radujących się pracowników. Cameron Crowe udowadnia tym samym, że nie zatracił nic ze swojej humanistycznej wrażliwości.

KUPILIŚMY ZOO | USA 2011 | reżyseria: Cameron Crowe | dystrybucja: Imperial-Cinepix | czas: 124 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj