Każdy element historii zdradza autobiograficzne odsyłacze. Markovitch odsłania grozę i piękno dzieciństwa. "To moja opowieść, moje życie" – powtarza w wywiadach.

Reklama

Oglądamy balladę o obronie jednostkowego losu wobec siły totalitaryzmu. Cecylia w towarzystwie matki pewnego dnia pojawia się na argentyńskiej prowincji. Historia kobiet jest mgławicowa. Nie poznamy konkretów, domyślamy się jedynie, że uciekły z piekła: ojciec dziewczynki jest w rękach wojskowej junty, podobnie reszta rodziny.

Cecylia, mieszkając z matką w ponurej norze, często wybiega na zewnątrz. Do szkoły, do powietrza. Chłonie przestrzeń, naturę. Strzępy informacji uzyskiwanych od matki nie układają się w żadną polifonię. Dziewczyna niby rozumie, że rodzinie stale grozi niebezpieczeństwo, ale jest przecież tylko dzieckiem, przepuszcza wiadomości o grozie świata przez filtr małoletniej naiwności. Boi się strachu matki. A wystarczyłoby przecież, żeby jeden raz głośno opowiedziała w szkole o uwięzionym ojcu i przerażonej mamie, a budowany z trudem, kruchy spokój, rozsypie się jak talia kart.

Markovitch, wracając do własnego dzieciństwa, opowiada o wciąż ropiejącej ranie w sercu Argentyny. Mówi o konsekwencjach zamachu stanu z 1976 roku, który uruchomił brutalną dyktaturę czterech wojskowych junt. Nie musi w tym celu pokazywać obozów koncentracyjnych, makabrycznych scen tortur i egzekucji. Wystarczą drżące dłonie samotnej kobiety, łza przedwcześnie dorosłego dziecka oraz przejmujące piękno wspaniale sfotografowanej przez Staronia plaży. Jej chłód, fizyczność i zmysłowość. Smutek plaży oddycha depresją mieszkańców.
Łukasz Maciejewski

NAGRODA | Meksyk, Francja Polska, Niemcy 2011 | reżyseria: Paula Markovitch | dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty