Ryzyko było spore – comebacki idoli młodości bywają żenujące. A jednak mupety po raz kolejny rozbawiły, wzruszyły i sprawiły, że świat choć na chwilę stał się lepszym miejscem. Duża w tym zasługa prostego scenariuszowego patentu: legendarna teatralna trupa jest w rozsypce, ich sława przebrzmiała. Kermit ukrywa się w swojej rezydencji niczym Howard Hughes, miś Fazi występuje w podrzędnej knajpie, Gonzo stał się potentatem białego montażu, zaś Miss Piggy jest naczelną paryskiego "Vogue'a". Jej parodia "Diabeł ubiera się u Prady" – z Emily Blunt powtarzającą rolę wrednawej asystentki – wypada wprost znakomicie!

Jednak mupety muszą zebrać się razem i dać znów show, by podczas jedynego telewizyjnego programu na żywo zebrać 10 mln dol. Gigantyczna kwota ma zaspokoić apetycik naftowego potentata Texa Richmana (Chris Cooper), który przejął stary budynek teatru mupetów, bo ponoć drzemią pod nim roponośne złoża. Impuls do zwarcia szeregów daje starej ekipie ich oddany fan, niejaki Walter – mupetowaty, niedojrzały braciszek Gary'ego (Jason Segal), który towarzyszy bratu i jego narzeczonej Mary (Amy Adams) w wycieczce do Hollywood. Wiara Waltera w talent i potencjał jego ukochanych idoli czyni cuda – ale nie aż tak wielkie, by mupety faktycznie dały dobry występ...


Ale czy ktoś tego oczekiwał? Jest wspaniale nieudolnie, uroczo pokracznie i nieodparcie zabawnie, jak to w kultowym "Muppet Show"! Ciepły humor podszyty melancholią i okazjonalne szpile wbite tu i ówdzie przez zgryźliwych tetryków Statlera i Waldorfa lub drobne rubaszności, w których celuje miś Fazi – śmiech w tym filmie jest niewysilony. Dodajmy do tego paradę gwiazd: Jack Black, Zach Galifianakis, Ken Jeong, Sarah Silverman, Whoopi Goldberg i musicalową oprawę całości, a robi się naprawdę dobrze.

A raczej zrobiłoby się, gdyby nie bardzo zły dubbing, który masakruje urocze piosenki i odbiera osobowość postaciom. Jak wielu rodziców małych dzieci jestem na bieżąco z osiągnięciami polskiej szkoły podkładania głosów – naprawdę zazwyczaj nasza wersja językowa nie odstaje mocno od oryginału, a bywa, że go przewyższa, jak np. w animacji "Zaplątani". Niestety dubbing w "Muppetach" to porażka. Źle dobrane głosy, drewniane interpretacje i potworne aranżacje odbierają przyjemność z tej zgrabnie skleconej serii gagów i piosenek. Zwłaszcza nie mogę wybaczyć zamordowania leciutkiej, uroczej "Life’s a Happy Song", skomponowanej przez Breta McKenzie’go z Flight of the Conchords, która powinna uskrzydlić nas w finale, a spada ciężko jak kloc w postaci utworu "Życie jest jak sen". Niestety, to koszmar.

MUPPETY | USA 2011 | reżyseria: James Bobin | dystrybucja: Forum Film | czas: 98 min