Dziennik Gazeta Prawana logo

Macierzyństwo to katastrofa, dlatego "Musimy porozmawiać o Kevinie"

13 stycznia 2012, 09:57
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Musimy porozmawiać o Kevinie
Musimy porozmawiać o Kevinie/Media
Wartością filmu Lynne Ramsay "Musimy porozmawiać o Kevinie" jest posępna teza, że rodzice, pomimo najlepszych chęci i umiejętności pedagogicznych, mają ograniczony wpływ na rozwój i charakter dziecka.

Dzieci straszą. W wielu horrorach niewinne twarzyczki skrywają najmroczniejsze perwersje. Złe dzieci kradną, mordują, poniżają dorosłych i rówieśników. Kilka dni temu rozmawiałem ze znajomą. Ma dwie dorastające córki. Starsza jest podporą rodziny, dobrze się uczy, marzy o studiach medycznych; młodsza znika z domu na całe wieczory, chodzi do zawodówki, prawdopodobnie zażywa narkotyki. Usłyszałem: –

"Musimy porozmawiać o Kevinie" to opowieść o niezawinionej katastrofie macierzyństwa. Często zapominamy, że to przede wszystkim matki ponoszą odpowiedzialność za zdrowie i szczęście dziecka. Matka czuwa nad rozwojem potomka, jego przyszłością. Ojcowie, niezależnie od zmiany społecznego paradygmatu, są z tego obowiązku zwolnieni. Ale co wtedy, kiedy dziecko, ni stąd, ni zowąd, okazuje się potworem i w niczym nie przypomina kochającego, oddanego syna albo troskliwej córki, a jego odpowiedzią na miłość matki jest żądza destrukcji? Mówimy o rzadkich przypadkach, które jednak nie są, niestety, ewenementami.

Tilda Swinton (kolejna wybitna rola tej aktorki) gra Evę, zapaloną podróżniczkę, która wzorem tysięcy kobiet świadomie rezygnuje z zawodowych ambicji, żeby skupić się na wychowaniu dzieci. Jej droga wygląda wręcz czytankowo, co niewątpliwie jest słabością filmu. Krok po kroku oglądamy stopniowe ubezwłasnowolnienie wyemancypowanej, inteligentnej kobiety przez krnąbrne, złośliwe i cyniczne dziecko.

Nowoczesna psychologia i pedagogika to także świetnie funkcjonujące gałęzie przemysłu paramedycznego. Każdą złą predylekcję małoletniego kata można odczytać w kluczu współczesnej psychiatrii. Chłopiec histeryzuje, ponieważ ma ADHD; Nowy Jork jest za dużym miastem dla tak wrażliwego dzieciaka, dlatego oddani rodzice postanawiają przeprowadzić się na przedmieścia. Wszystko dla dobra dziecka. Dziecko jest najważniejsze. Eva mogłaby z pamięci cytować podobne hasła. Pomimo tylu wyrzeczeń nie uda się jednak kupić macierzyńskiego spokoju. Charakter Kevina nie ulegnie poprawie. Sadystyczne predyspozycje chłopca doprowadzą w końcu do tragedii.

Eva chce być kochana przez syna. Kevin nienawidzi matki. Jest zły, bardzo zły, aż do granic parodii. Szydzi z prywatności Evy, niszczy wszystko, co jej drogie, brzydzi się jej kobiecością, w końcu obarcza ją odpowiedzialnością za własne przewinienia. Wygłasza przy tym irytujące, pseudobuntownicze banały mające rzekomo tłumaczyć jego zachowania. Ten sfrustrowany, socjopatyczny chłopiec powinien jednak zostać potraktowany z większą czujnością. Gdyby "Musimy porozmawiać o Kevinie" było dramatem o egzystencjalnych obciążeniach młodości, o której Maria Janion pisała: "w młodości przeżywa się rozpacz, których nie zna wiek straszy", mówilibyśmy o filmie wybitnym, niestety Ramsay strywializowała temat. Zły chłopiec jest postacią z bardzo złego scenariusza w bardzo dobrym filmie.

Tak czy inaczej, "Musimy porozmawiać o Kevinie" to bez wątpienia udany come-back szkockiej reżyserki, która na przełomie poprzedniej dekady była typowana jako godna następczyni kina spod znaku Mike’a Leigh. Debiutancki film Ramsay z 1999 r. "Nazwij to snem", posępna historia chłopca wychowującego się na przedmieściach Glasgow, był wydarzeniem również w Polsce. Niestety po świetnie przyjętym debiucie kolejny tytuł w dorobku reżyserki, "Morvern Callar" z 2002 r., nie wzbudził większych zachwytów, m.in. z tego powodu Lynne Ramsay milczała przez całą dekadę. Wróciła dopiero "Kevinem...". Film prowadzony jest achronologicznie, kolejne fragmenty historii odsłaniają się z poszatkowanych fragmentów, jednak całość zachowuje dramaturgiczną pewność. Reżyserka podprogowo pokazuje genderową perspektywę opresyjności. Na nic zdają się dziesiątki lat walki o emancypację kobiet, skoro w perspektywie grzechów dziecka winna będzie zawsze matka. To ona źle wychowała syna. Odpowiada za jego kłamstwa, oszczerstwa, pychę. Dziecko, niezależnie od płci, jest potomkiem matki-rodzicielki. Ojciec stoi w tle. Kiwa głową, kręci palcem, ewentualnie wymierza siarczystego klapsa. Tymczasem "oczy matki" – jak w przejmującym poemacie "Matka odchodzi" Tadeusza Różewicza – wciąż patrzą na rozwój lub dysharmonię w życiu dziecka. Towarzyszą nam zawsze. Kulturowy kanon to jednak także opresja. Chrześcijańska "boskość" wpisana w macierzyństwo wymaga ofiary. mówi w filmie Eva w odpowiedzi na pytanie, co czeka ją po śmierci. Piekło to ona. Nie my.

MUSIMU POROZMAWIAĆ O KEVINIE | USA, Wielka Brytania 2011 | reżyseria: Lynne Ramsay | dystrybucja: Best Film | czas: 112 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj