Dzieci straszą. W wielu horrorach niewinne twarzyczki skrywają najmroczniejsze perwersje. Złe dzieci kradną, mordują, poniżają dorosłych i rówieśników. Kilka dni temu rozmawiałem ze znajomą. Ma dwie dorastające córki. Starsza jest podporą rodziny, dobrze się uczy, marzy o studiach medycznych; młodsza znika z domu na całe wieczory, chodzi do zawodówki, prawdopodobnie zażywa narkotyki. Usłyszałem: – Przyrzekam, że wychowałam je jednakowo, chroniłam i uczyłam, jak żyć. Kocham całym sercem. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo się różnią. Jestem kompletnie bezradna. Nie wiem, co robić. Wciąż płaczę.

Reklama

"Musimy porozmawiać o Kevinie" to opowieść o niezawinionej katastrofie macierzyństwa. Często zapominamy, że to przede wszystkim matki ponoszą odpowiedzialność za zdrowie i szczęście dziecka. Matka czuwa nad rozwojem potomka, jego przyszłością. Ojcowie, niezależnie od zmiany społecznego paradygmatu, są z tego obowiązku zwolnieni. Ale co wtedy, kiedy dziecko, ni stąd, ni zowąd, okazuje się potworem i w niczym nie przypomina kochającego, oddanego syna albo troskliwej córki, a jego odpowiedzią na miłość matki jest żądza destrukcji? Mówimy o rzadkich przypadkach, które jednak nie są, niestety, ewenementami.

Tilda Swinton (kolejna wybitna rola tej aktorki) gra Evę, zapaloną podróżniczkę, która wzorem tysięcy kobiet świadomie rezygnuje z zawodowych ambicji, żeby skupić się na wychowaniu dzieci. Jej droga wygląda wręcz czytankowo, co niewątpliwie jest słabością filmu. Krok po kroku oglądamy stopniowe ubezwłasnowolnienie wyemancypowanej, inteligentnej kobiety przez krnąbrne, złośliwe i cyniczne dziecko.

Nowoczesna psychologia i pedagogika to także świetnie funkcjonujące gałęzie przemysłu paramedycznego. Każdą złą predylekcję małoletniego kata można odczytać w kluczu współczesnej psychiatrii. Chłopiec histeryzuje, ponieważ ma ADHD; Nowy Jork jest za dużym miastem dla tak wrażliwego dzieciaka, dlatego oddani rodzice postanawiają przeprowadzić się na przedmieścia. Wszystko dla dobra dziecka. Dziecko jest najważniejsze. Eva mogłaby z pamięci cytować podobne hasła. Pomimo tylu wyrzeczeń nie uda się jednak kupić macierzyńskiego spokoju. Charakter Kevina nie ulegnie poprawie. Sadystyczne predyspozycje chłopca doprowadzą w końcu do tragedii.



Eva chce być kochana przez syna. Kevin nienawidzi matki. Jest zły, bardzo zły, aż do granic parodii. Szydzi z prywatności Evy, niszczy wszystko, co jej drogie, brzydzi się jej kobiecością, w końcu obarcza ją odpowiedzialnością za własne przewinienia. Wygłasza przy tym irytujące, pseudobuntownicze banały mające rzekomo tłumaczyć jego zachowania. Ten sfrustrowany, socjopatyczny chłopiec powinien jednak zostać potraktowany z większą czujnością. Gdyby "Musimy porozmawiać o Kevinie" było dramatem o egzystencjalnych obciążeniach młodości, o której Maria Janion pisała: "w młodości przeżywa się rozpacz, których nie zna wiek straszy", mówilibyśmy o filmie wybitnym, niestety Ramsay strywializowała temat. Zły chłopiec jest postacią z bardzo złego scenariusza w bardzo dobrym filmie.

Tak czy inaczej, "Musimy porozmawiać o Kevinie" to bez wątpienia udany come-back szkockiej reżyserki, która na przełomie poprzedniej dekady była typowana jako godna następczyni kina spod znaku Mike’a Leigh. Debiutancki film Ramsay z 1999 r. "Nazwij to snem", posępna historia chłopca wychowującego się na przedmieściach Glasgow, był wydarzeniem również w Polsce. Niestety po świetnie przyjętym debiucie kolejny tytuł w dorobku reżyserki, "Morvern Callar" z 2002 r., nie wzbudził większych zachwytów, m.in. z tego powodu Lynne Ramsay milczała przez całą dekadę. Wróciła dopiero "Kevinem...". Film prowadzony jest achronologicznie, kolejne fragmenty historii odsłaniają się z poszatkowanych fragmentów, jednak całość zachowuje dramaturgiczną pewność. Reżyserka podprogowo pokazuje genderową perspektywę opresyjności. Na nic zdają się dziesiątki lat walki o emancypację kobiet, skoro w perspektywie grzechów dziecka winna będzie zawsze matka. To ona źle wychowała syna. Odpowiada za jego kłamstwa, oszczerstwa, pychę. Dziecko, niezależnie od płci, jest potomkiem matki-rodzicielki. Ojciec stoi w tle. Kiwa głową, kręci palcem, ewentualnie wymierza siarczystego klapsa. Tymczasem "oczy matki" – jak w przejmującym poemacie "Matka odchodzi" Tadeusza Różewicza – wciąż patrzą na rozwój lub dysharmonię w życiu dziecka. Towarzyszą nam zawsze. Kulturowy kanon to jednak także opresja. Chrześcijańska "boskość" wpisana w macierzyństwo wymaga ofiary. – Pójdę do piekła – mówi w filmie Eva w odpowiedzi na pytanie, co czeka ją po śmierci. Piekło to ona. Nie my.

MUSIMU POROZMAWIAĆ O KEVINIE | USA, Wielka Brytania 2011 | reżyseria: Lynne Ramsay | dystrybucja: Best Film | czas: 112 min