Dziennik Gazeta Prawana logo

"Cokolwiek się zdarzy" cztery razy po dwa razy

30 grudnia 2011, 09:46
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Cokolwiek się zdarzy
Cokolwiek się zdarzy/Media
Polscy dystrybutorzy starają się udowodnić, że kino hiszpańskie jest jednak beznadziejne. Almodóvar, Del Toro, Cuaron jedynie maskują smutną prawdę, że filmowe niebo nad Hiszpanią zostało zasnute potworkami w rodzaju "Cokolwiek się zdarzy".

Przed rozpoczęciem seansu otrzymujemy w założeniu dowcipną informację, iż projekt nie dostał niestety państwowego dofinansowania z katalońskiej kasy. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej.

Debiutujący w fabule Robert Bellsola powtarza setki razy wykorzystywany motyw udręczonego pisarza (scenarzysty) tworzącego dzieło, a następnie tracącego rachubę, co jest filmem, a co realem. Miało być inteligentnie, sexy i z wdziękiem. Wyszło ciężko, topornie i w barchanowych majtasach. Aż dziw, że film nakręcili Hiszpanie, a nie specjalizujący się w tego typu prostackich komedyjkach Niemcy z górnej Bawarii.

2912605-cokolwiek-sie-zdarzy.jpg
Cokolwiek się zdarzy

Bohater pisze w znoju kolejny scenariusz. Jak zwykle nic mu nie wychodzi. Podczytuje zatem odpowiednie poradniki, zastanawia się także nad sensem sztuki oraz sztuką siusiania. W końcu wpada na fenomenalny pomysł, żeby opisać w przyszłym scenariuszu ciupcianie z żoną. Wymyśla zatem wyjazdowy wspólny weekend, by w tak miłych okoliczności przyrody – jak w swojskim discopolowym hymnie – zapodać "cztery razy po dwa razy"...

Bawarscy koledzy Bellsoli wiedzieliby doskonale, jak ugryźć ten kawałek sztuki filmowej, ale hiszpański twórca mierzy zdecydowanie wyżej. Żadnego sofciaka, chodzi przecież o metaforę. Poza tym, Bellsola jest zdolny, utalentowany i ironiczny – dlatego zamiast miłosnych zapasów oglądamy zapaskę pyskatej córeczki oraz przedstawiciela uniwersytetu Trzeciego Wieku, ochoczo pedałującego na rowerach w samych w stringach, spod których wystają wałeczki tłuszczu. I to są już Himalaje czy raczej Pireneje hiszpańskiej perwersji. Nie ma sensu liczyć na nic więcej.


Sexy-weekend to jednak także małe odkrycia natury filozoficznej i fizjologicznej. Na przykład żona głównego bohatera z uwodzicielskim grymasem obwieszcza, że szalenie lubi "zapaszek własnych bączków", po czym "gazuje" do upadłego. Narrator wyjaśnia również, że w Bretanii ostrygi są afrodyzjakiem. Następnie oglądamy sflaczały akt seksualny, najwyraźniej nie po ostrygach, którego uczestnicy są oczywiście w majtkach, biustonoszach i z rumieńcami. Jedyny perwersyjny widok to nieforemnie owłosiony tors jednego z sexy-zwierzaków.

2912580-cokolwiek-sie-zdarzy.jpg
Cokolwiek się zdarzy

Film ma swoje niezdarne piękności. Widoczki z okolic Girony, nazywanej "katalońską Toskanią", gdzie były kręcone zdjęcia, kilka zabawnych sytuacji, ze dwa udane dialogi. Niewiele jak na "komedię niesamowicie sprośną" – wedle słów na plakacie. Bellsola nieustannie krąży wokół tematyki okołoseksualnej, ale sięga co najwyżej pępuszka. Magdalena Samozwaniec w "Pamiętniku niemłodej mężatki" pisała o "cukrach i wszelkich fruktach". Słodycz w zgniłym jabłuszku. Ciekawe, czy znajdą się jacyś amatorzy?

COKOLWIEK SIĘ ZDARZY | Hiszpania 2011 | reżyseria: Robert Bellsola | dystrybucja: Vivarto | czas: 81 min 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj