Dziennik Gazeta Prawana logo

"Drive", zbrodnia i moralitet

16 września 2011, 10:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Drive
Drive/Media
Nicolas Winding Refn dostał za "Drive" nagrodę w Cannes. Całkowicie zasłużenie.

Doskonały Ryan Gosling – upozowany nieco na Jamesa Deana, wymieszanego z Człowiekiem bez imienia z westernów Sergio Leone – gra kierowcę kaskadera (przez cały film nie poznajemy jego imienia), który dorabia, pracując dla lokalnej mafii. Gdy jednak jedno ze zleceń się posypie, sam stanie się celem gangsterów. W walce o życie – swoje i Irene (Carey Mulligan), dziewczyny, w której się zakochał – kierowca pokaże swoje mroczne oblicze.

Dystrybutor reklamuje film, kładąc nacisk na brawurową akcję i szybkie tempo. Widzowie w ten sposób skuszeni mogą przeżyć spore rozczarowanie: "Drive" toczy się w kontemplacyjnym, hipnotyzującym tempie, od czasu do czasu przerywanym wybuchami gwałtownej przemocy. Nie jest to kino, do jakiego przyzwyczaiło nas Hollywood – przypomina moralitet, w którym więcej rozgrywa się w spojrzeniach i gestach bohaterów niż w dialogach i akcji.

Reżyser "Drive", urodzony w Danii Nicolas Winding Refn, spory rozgłos zdobył już swoim debiutanckim filmem "Pusher". Potem błysnął m.in. ekranową biografią "najniebezpieczniejszego więźnia Wielkiej Brytanii" – "Bronson" (2008) oraz dramatem "Valhalla Rising" (2009). Kręcąc "Drive", po raz pierwszy pracował w USA – i udało mu się nie poddać dyktatowi Fabryki Snów. Mamy tu amerykańskie gwiazdy i realia, ale "Drive" to ciągle kino według Refna – brutalne, szokujące, ale niepozbawione egzystencjalnej refleksji, gorzkiej ironii, głęboko fatalistyczne.

Zachodni krytycy lubią porównywać go do Tarantino, lecz choć Duńczyk żongluje kulturowymi cytatami równie sprawnie, inspiracji szuka gdzie indziej. Gdy autor "Pulp Fiction" sięga do otchłani tandetnego kina klasy B, Refn preferuje popkulturę wyższych lotów. W wywiadach powoływał się na kino Alejandra Jodorowskiego i baśnie braci Grimm, ale w "Drive" można równie łatwo znaleźć cytaty z dzieł Michaela Manna, "Bullita" czy eksperymentalnego filmu Kennetha Angera "Scorpio Rising". Refn igra przy tym z oczekiwaniami widzów, czasem wystawia ich cierpliwość na próbę, by za chwilę zaskoczyć niesztampowymi rozwiązaniami. Nagroda za reżyserię w Cannes nie wzięła się znikąd – jury nie doceniło jedynie niezwykłej zręczności Refna w montowaniu wcześniej już oglądanych klisz. On z patchworkowego kina rzeczywiście robi nową jakość.

DRIVE | USA 2011 | reżyseria: Nicolas Winding Refn | dystrybucja: ITI Cinema | czas: 100 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj