Brett Reid (Seth Rogen) to utracjusz i leń, korzystający z olbrzymiego majątku swojego ojca, wydawcy poczytnej gazety "The Daily Sentinel". Gdy jednak tatuś niespodziewanie umiera, Brett staje przed nie lada problemem – musi zarządzać dziennikiem, a chciałby trochę poużywać życia. Postanawia połączyć jedno z drugim. Przy pomocy inteligentnego i biegłego w sztukach walki wynalazcy Kato (Jay Chou), Brett jako Zielony Szerszeń – wydaje wojnę bandytom. Żeby jednak zapewnić materiał do gazety, zgrywa złoczyńcę, który chce przejąć rządy w przestępczym półświatku Los Angeles.

Reklama

Początkowo skutecznie: Zielony Szerszeń i Kato eliminują kolejnych bandziorów, a nakład pisma rośnie. Wkrótce jednak na ich drodze stanie szalony rosyjski mafioso Chudnofsky (Christoph Waltz). A na dodatek bohaterów skłóci Lenore (Cameron Diaz) nowa sekretarka Bretta, w której obaj zamaskowani pogromcy zła zakochają się jednocześnie.

Zielony Szerszeń jest jedną z ikon amerykańskiej popkultury i przez cztery dekady niemal ciągle pojawiał się w różnych mediach. Debiutował w latach 30. jako bohater słuchowisk radiowych, potem trafił do cyklu kinowego, komiksów, powieści i wreszcie w latach 60. doczekał się najgłośniejszej wersji telewizyjnej z Vanem Williamsem i Bruce’em Lee. Ale na kolejne wcielenie Green Horneta trzeba było czekać ponad czterdzieści lat. Nie liczę filmu kinowego z 1973 roku – ten został zmontowany z fragmentów serialu i wpuszczony na ekrany, by zdyskontować olbrzymią popularność zmarłego tragicznie Lee.



Amerykańcy krytycy nie zostawili na nowym filmie suchej nitki, choć aż tak dramatyczny, jak piszą, nie jest. Być może padli ofiarami fałszywych wspomnień – Zielony Szerszeń zawsze był kwintesencją rozrywkowej pulpy, zabawą pozbawioną większych ambicji. Oczekiwanie od filmu Michela Gondry’ego popkulturowego arcydzieła na miarę "Mrocznego rycerza" mija się więc z celem – nie ta klasa, nie ten bohater, nie ta publiczność. Zielony Szerszeń się nie zmienił, ale być może we współczesnej rozrywce nie ma już miejsca dla takiego bohatera.

Najlepiej sprawdzają się tutaj nawiązania do klasycznego serialu: pojawiający się motyw muzyczny, zaopatrzony w technologiczne gadżety samochód Black Beauty, kostiumy. Te ukłony w stronę fanów Zielonego Szerszenia widzom, którzy do tej pory z bohaterami nie mieli do czynienia, mogą jednak nie wystarczyć. Zawodzi scenariusz, efekty 3D są dołożone na siłę, by wyciągnąć więcej kasy za bilety do kina, nie przekonuje Seth Rogen, a rola Chudnofsky’ego jest dla aktora klasy Christophera Waltza zbyt łatwa, co zresztą widać, bo Austriak wyraźnie sobie występ w "Green Hornet" odpuścił.

Nie jest to także, jak prorokują niektórzy krytycy, schyłek twórczości Michela Gondry’ego. Facet zrobił, czego od niego wymagali producenci. Nie musi być zachwycony – wystarczy, że film zarobił już wystarczająco dużo, by Gondry mógł z czystym sumieniem zająć się kolejną produkcją na miarę jego talentu, jak "Zakochany bez pamięci" czy "Jak we śnie".

THE GREEN HORNET | USA 2011 | reżyseria: Michel Gondry | dystrybucja: UIP | czas: 119 min