Zaczynało się zawsze tak samo. Rozparty w staroświeckim fotelu uszaku Jan Kobuszewski zagajał modyfikowaną za każdym razem gawędziarską formułą w stylu: "Było to tak bardzo dawno temu, że nikt o tym nie pamięta". Pełniący rolę narratora aktor krótko wprowadzał w intrygę, następowało cięcie i akcja przenosiła się do miejsc, o których opowiadał. Do londyńskiego klubu dla podróżników, w którym dwóch dżentelmenów spierało się o przynależność etniczną plemion Kuku oraz Muniu, a potem na zamieszkiwaną przez nich wyspę w archipelagu Mulango. W epokę feudalną, do starych zamczysk i kryjówek, w których rezydowali królowie lękający się własnego ducha, śpiący królewicze (z nudów) i rycerze (z opilstwa i lenistwa). Twórcy telewizyjnych bajek wykorzystywali tradycyjne dla tego gatunku literackiego toposy oraz cytaty, ale podawane a` rebours.

Akcja przenosiła się też w czasy współczesne – do zatracającej się w kulcie pieniądza dwudziestowiecznej Ameryki, a także PRL, której pewien obywatel tak przekonująco utożsamiał się z psem, że zamienił się w pudla.


Bajki kończyły się trudnym do przewidzenia finałem i jeszcze bardziej zaskakującym morałem, który ze swadą wygłaszał Kobuszewski. "Co prawda nie ma już ludożerstwa, ale ludzie żrą się między sobą" – kwitował wyprawę brytyjskich dżentelmenów do dzikich, przejawiających wobec przybyszy kulinarne zapędy. Albo: "Miłość wzbogaca, jeśli tylko zakochamy się we właściwej osobie" (o pokojówce wyrzuconej z dworu na bruk, z którą w efekcie ożenił się władca sąsiedniego królestwa).

Czarno-białe, studyjne bajki, które wyreżyserował Janusz Reszewski, oparły się próbie czasu. Przerysowane aktorstwo – w tym zestawie oprócz "Kobusza" oglądamy m.in. Lecha Ordona, Krzysztofa Majchrzaka, Tadeusza Plucińskiego, Hannę Balińską, Bohdana Łazukę – świetnie wpisywało się w humorystyczną konwencję. Dialogi i monologi, których autorami byli wytrawni satyrycy – m.in. Joanna Wilińska, Andrzej Nowicki, Feliks Derecki i Maria Czubaszek – ciągle iskrzą humorem i zaskakują zwischenrufami. Minimalistyczne i umowne dekoracje, które były dziełem Elwiry Hornik-Pijanowskiej, a także Xymeny Zaniewskiej, pokazują, że do stworzenia wiarygodnej wizji artystycznej wystarczy sterta desek, tektury i styropianu, farba oraz klej. O czym dzisiejsi producenci chyba zapominają.

"Bajki dla dorosłych" emitowano o godz. 20.20, po dzienniku telewizyjnym będącym sztandarową tubą propagandową rządzącej wtedy Polską ekipy Edwarda Gierka. Tuż przed wieczornymi wiadomościami szła zaś dobranocka dla dzieci. Żartowano wtedy, że wszystkie trzy programy to baśnie, tyle że zrealizowane w innych stylistykach. W archiwach TVP zachowało się więcej odcinków "Bajek dla dorosłych". Czekamy na odkurzenie kolejnych pereł z Woronicza.

BAJKI DLA DOROSŁYCH | Polska 1976 | reżyseria: Janusz Rzeszowski | dystrybucja: TVP