"Obcowanie po raz pierwszy z obrazem jest jak spotkanie z nieznajomym człowiekiem. To, jakie zrobi na nas wrażenie, zależy od nawiązanej z nim relacji. Tylko sporadycznie jesteśmy skłonni kierować się w naszych sądach dochodzącymi do nas zewsząd opiniami" – napisał pisarz i historyk sztuki Michael Francis Gibson, którego książka – analizująca obraz Bruegla – zainspirowała Majewskiego do realizacji filmu pod tym samym tytułem.

Reklama

Do spotkania Gibsona z Majewskim doszło w 2005 r. po projekcji jego filmu "Angelus" w jednym z paryskich kin. "Angelus", opowiadający o przedwojennej gminie okultystycznej, do tego stopnia zafascynował amerykańsko-belgijskiego historyka sztuki, że ten podarował polskiemu reżyserowi swoją książkę o Bruegelu – do tej pory nazywanym najwybitniejszym filozofem pośród malarzy. "Pan ma brueglowską duszę" – komplementował Gibson Majewskiego. Wkrótce obaj twórcy napisali wspólnie scenariusz.

Akcja filmu została osadzona w 1564 r., kiedy to Bruegel namalował swoje dzieło. Malarz przedstawia w nim ostatnią drogę Chrystusa, ale umieszcza ją nie w Jerozolimie, ale we współczesnej mu Flandrii (to historyczna kraina w obecnych granicach Holandii, Belgii i Francji). Tym samym wątek cierpienia Chrystusa artysta splata z martyrologią swoich rodaków prześladowanych z powodów politycznych i religijnych przez rządzącą tam wtedy hiszpańską inkwizycję.

"Breugel potrafił przewrotnie relacjonować świat. Z jednej strony mamy ukrzyżowanie Chrystusa, ale jednocześnie różne znaki na obrazie pokazują, że to nie jest Chrystus, że to jest ktoś inny, ale traktowany jest jak Chrystus. Breugel ponadto mówi, że gdyby Chrystus pojawił się we Flandrii to byłby ukrzyżowany. To stwierdzenie obowiązuje także dzisiaj w Polsce i na całym świecie. Chrystus wymagał przecież absolutnej czystości, a kogo na to stać?" – zastanawia się Majewski.



W "Młynie i krzyżu" przedstawione zostały losy dwunastu postaci z obrazu m.in. młynarza, roznosiciela chleba, matki z grupką małych dzieci, a także młodego mężczyzny, którego skazano na okrutną śmierć przywiązując do koła na wysokim palu, by zadziobały go kruki. XVI-wieczni bohaterowie "Drogi na Kalwarię" ożywają na oczach widzów, a kamera odkrywa przed nimi pojedyncze fragmenty obrazu, by w finale ukazało się całe dzieło Bruegela wiszące na jednej ze ścian Kunsthistorisches Museum w Wiedniu.

Malarstwo Bruegla – pełne ukrytych znaczeń – przypomina misternie utkaną pajęczynę, w którą artysta próbuje złapać widza. W jednej z najważniejszych scen filmu Bruegel omawia tajemnice swojego malarstwa i udowadania towarzyszącemu mu kolekcjonerowi sztuki, że artysta jest w stanie – za pomocą obrazu – zatrzymać świat.

"Ktoś mi powiedział, że ten film to bomba z opóźnionym zapłonem. Dopiero po wyjściu z kina, po jakiejś dłuższej chwili, widz zaczyna sobie te wątki układać, analizować i rozmawiać ze sobą. Jedna z osób we Francji powiedziała, że to dlatego, iż ten film nie jest tradycyjnie opowiedziany. Bo zaskakuje formą narracji" – mówi Majewski.

"Młyn i Krzyż" to film, który łączy w sobie kunsztowoność obrazu Bruegla z najnowszymi osiągnięciami technik cyfrowych. Wykorzystano technologię CGI (obraz generowany komputerowo, technologia wykorzystana m.in. w "Labiryncie Fauna" i "Avatarze") oraz przestrzeni 3D. "Wykonana praca może być porównana do tkania ogromnego cyfrowego gobelinu zbudowanego z wielowarstwowych perspektyw, zjawisk atmosferycznych i ludzi" - tłumaczy twórca filmu.

Praca nad "Młynem i krzyżem" zajęła ekipie aż trzy lata. Zdjęcia do filmu kręcono w czterech krajach: w Polsce, Czechach, Austrii i Nowej Zelandii. W rolę Pietera Bruegela wcielił się Rutger Hauer, znany m.in. z kultowego filmu "Łowca androidów" w reż. Ridleya Scotta. Michael York zagrał bankiera Jonghelincka, kolekcjonera jego obrazów, a Marię – Charlotte Rampling.

Film miał światową premierę pod koniec stycznia na największym festiwalu filmu niezależnego w Sundance (USA), następnie w Europie na festiwalu filmowym w Rotterdamie oraz w paryskim Luwrze.

Polska premiera "Młyna i krzyża" została zaplanowana na 18 marca.