"Kochanica króla" to film, o którym Maiwenn myślała od lat, zainspirowana "Marią Antoniną" Sofii Coppoli, jednak aż do 2016 roku pozostawał w sferze marzeń. Teraz jej obraz ujrzał światło dzienne, inaugurując 76. festiwal w Cannes. Tytułową bohaterkę poznajemy jako nastoletnią Jeanne Vaubernier – córkę kucharki i mnicha, wychowywaną przez matkę. Dziewczynę, której uroda stanowi natchnienie dla malarzy, a ambicje wykraczają daleko poza pozowanie. Wchodząca w dorosłość Jeanne pragnie awansu społecznego, wolności, samostanowienia o własnym ciele. Jej świadomość kształtuje literatura libertyńska i relacje z coraz zamożniejszymi mężczyznami. Gdy nawiązuje romans z Jeanem du Barry, ten czyni z niej kurtyzanę i inkasuje coraz większe sumy za zapoznawanie jej z innymi szlachcicami. W końcu kobieta otrzymuje zaproszenie od króla Ludwika XV. Monarcha nie może oprzeć się jej urokowi. Spędza z nią coraz więcej czasu, rozpieszcza kolejnymi prezentami. Aby zostać królewską metresą, Jeanne poślubia du Barry’ego. Tymczasem jej obecność na dworze w Wersalu zaczyna budzić coraz większy opór i niechęć ze strony Marii Antoniny Austriaczki oraz córek króla.

Reklama

Król Depp

W roli Jeanne du Barry oglądamy Maiwenn. Króla Ludwika XV zagrał Johnny Depp. Ponoć początkowo pod uwagę brani byli aktorzy francuscy, ale poszukiwania okazały się niesatysfakcjonujące. "Postanowiłam być wierna swojej intuicji. Uznałam, że to, czego chcę, jest ważniejsze niż powierzenie roli króla francuskiemu aktorowi. Przecież to z tym mężczyzną później miałam się przytulać i całować. To musiał być aktor, którego będę pewna. Kiedy spotkałam się z Johnnym, okazało się, że bardzo dobrze zna historię Francji. Często podkreśla w wywiadach, że czuje się we Francji jak w domu. Mówi to od dwudziestu lat, więc nie jest to zwykła poza. Jest ciekawy Francji, kocha ten kraj, ma rozległą wiedzę na temat francuskiego kina, malarstwa i muzyki. O Ludwiku XV wiedział więcej niż ja. A więc wybór był oczywisty. Spotkaliśmy się o godz. 15, a rozstaliśmy przed północą. I prawie w ogóle nie rozmawialiśmy o kinie. W tym sensie pokochałam go" – wspomniała Maiwenn podczas środowej konferencji prasowej promującej tytuł w Cannes.

Zanim reżyserka przystąpiła do pracy nad scenariuszem, obejrzała wiele filmów, których akcja rozgrywa się w XVIII wieku. "Nie spodobały mi się w nich archaiczne, przydługie dialogi. Doceniłam natomiast, że twórcy tych filmów narzucają widzowi swój punkt widzenia. Pomyślałam, że muszę znaleźć własną tożsamość, własny sposób pisania. Nie powinnam całkowicie podporządkowywać się historii i archaicznemu językowi. Chciałam stworzyć ponadczasową opowieść. Kiedy zaczęliśmy zdjęcia, powiedziałam aktorom, żeby nie przyklejali się do tekstu, tylko byli naturalni. Szybko zrozumiałam, że za dużo improwizacji także przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego – film zamieni się w parodię lub komedię. Ustaliliśmy więc, że aktorzy będą podążać za scenariuszem, ale jeśli jakieś zdania wydadzą im się dziwaczne, mają mi o tym powiedzieć. Zależało mi, by czuli się planie jak w domu" – wyjaśniła.

Wątpliwości środowiska

Wybór "Kochanicy króla" na film otwarcia festiwalu wzbudził wątpliwości części środowiska. Kontrowersje te wiążą się z niedawnym oskarżeniem Maiwenn przez redaktora naczelnego "Mediapart" Edwy’ego Plenela o napaść. Według dziennikarza, reżyserka podeszła do niego w restauracji, złapała go za włosy i napluła mu w twarz, po czym bez słowa wyszła. Francuskie media sugerują, że zachowanie Maiwenn było odpowiedzią na publikacje "Mediapart" dotyczące jej byłego męża Luca Bessona, z którym ma córkę. Besson został oskarżony o gwałt na aktorce, ale sprawę ostatecznie umorzono. W trakcie spotkania z dziennikarzami reżyserka wspomniała, że nie śledzi tego, co pojawia się w mediach na jej temat. "Nie wiem, co mówią ludzie. Ważne, że udało nam się wspólnie zakończyć produkcję filmu. Być może powiedziano o moim filmie coś negatywnego. Być może w publikacjach pojawiły się jakieś śmieci. Czasami tak bywa w Cannes. To nie jest mój pierwszy festiwal i wiem, jak to funkcjonuje. Wczoraj film trafił do francuskich kin. Świetnie sobie radzi. To wielki sukces i jestem naprawdę szczęśliwa" – skomentowała.

Nie mniejsze emocje wzbudziła obecność w obsadzie Johnny’ego Deppa, którego reputację w ostatnich latach poważnie nadszarpnął proces sądowy przeciwko jego byłej żonie Amber Heard. Aktor, który przybył na konferencję z opóźnieniem, skwitował te kontrowersje słowami: "Maiwenn i ja znaleźliśmy się w tym samym czasie w niewłaściwym miejscu". Zwrócił też uwagę, że "żyjemy w bardzo dziwnych, zabawnych czasach, w których każdy chciałby być sobą, ale nie może, ponieważ musi podążać tą samą drogą, co osoba stojąca przed nim". "Czy czułem się bojkotowany przez Hollywood? Oczywiście, kiedy jesteś proszony o rezygnację z filmu, który robisz, z powodu czegoś, co jest wyłącznie zbiorem samogłosek i spółgłosek unoszących się w powietrzu... Czy teraz czuję się bojkotowany? Nie, wcale nie. Nie czuję się bojkotowany, ponieważ nie myślę o Hollywood. Nie mam takiej potrzeby – nie wiem, jak ty" – stwierdził.

Reklama

Pytany o emocje związane z powrotem do aktorstwa po procesie sądowym, Depp odparł, że przecież nigdzie nie wyjechał. "Może telefon w pewnym momencie przestał dzwonić, ponieważ ludzie się bali? Ale nigdzie nie odszedłem. Byłem w pobliżu" – zapewnił. Przypomniał też, że konferencja dotyczy filmu, a nie jego prywatnych spraw. "Większość rzeczy, które czytaliście o moim życiu w ciągu ostatnich lat, to przerażająco napisana fikcja. Jesteśmy tutaj, aby mówić o filmie. W pytaniu +jak się masz+ wybrzmiewa podtekst +Boże, nienawidzę cię+. Wiecie, co mam na myśli. Takie są media. Skupmy się na filmie, na tej, która go nakręciła i jaka była jej artystyczna wizja" – podsumował.

Film "Kochanica króla" zaprezentowano poza konkursem. W tej samej sekcji pokazane zostaną m.in. "Killers of the Flower Moon" Martina Scorsese, "Indiana Jones i artefakt przeznaczenia" Jamesa Mangolda oraz "The Idol" Sama Levinsona. W środę wieczorem na uczestników festiwalu czekają premiery pierwszych produkcji walczących o Złotą Palmę – "Monstera" Hirokazu Koreedy i "Homecoming" Catherine Corsini. Łącznie szansę na statuetkę ma 21 produkcji, w tym także "May December" Todda Haynesa, "Club Zero" Jessiki Hausner, "Anatomy of a Fall" Justine Triet i "The Zone of Interest" Jonathana Glazera. Laureata poznamy w sobotę 27 maja.