Zapytany kilka lat temu o rady dla młodych twórców, Jarmusch odpowiedział, że nie uważa się za dobrego nauczyciela, a najwięcej daje praktyka. "" – podkreślił reżyser w nagraniu opublikowanym na profilu IUCinema na YouTube.
Jim, a właściwie James Robert Jarmusch urodził się 22 stycznia 1953 r. w położonym w północnym Ohio Cuyahoga Falls w rodzinie recenzentki filmowej i teatralnej Ruth Elizabeth oraz biznesmena Roberta Thomasa Jarmuscha. Dzięki swojej mamie szybko zainteresował się kinem, jednak jego największym marzeniem było zostanie pisarzem. Dlatego zdecydował się na studia literaturoznawcze w Columbia University. "P" – wspomniał w tym samym wywiadzie.
Start jako muzyk
Po ukończeniu studiów w 1975 r. i powrocie z Paryża Jim zaczął zarabiać na życie jako muzyk. W latach 80. śpiewał i grał na klawiszach w nowofalowych zespołach. Był samoukiem, dla którego sceniczne występy stały się najlepszą odskocznią od filmu. Obecnie ma na swoim koncie kilka albumów studyjnych i współpracę z holenderskim lutniarzem Jozefem van Wissemem. Chętnie obsadza muzyków w swoich filmach. Wystąpili u niego m.in. Iggy Pop, Tom Waits i John Lurie. "" – przyznał twórca w rozmowie z Red Bull Music Academy.
Jako reżyser zadebiutował w 1980 r. filmem "", który sfinansował ze środków stypendialnych. Głównym bohaterem obrazu był przedstawiciel post punkowego pokolenia – młody, bezdomny i bezrobotny Amerykanin tułający się po ulicach Nowego Jorku. Uznanie zapewnił Jarmuschowi komediodramat "Inaczej niż w raju" o kobiecie, która przybyła do USA z Europy Wschodniej. Otrzymał za niego Złotą Kamerę na festiwalu w Cannes, Złotego Lamparta dla najlepszego filmu w Locarno i nagrodę specjalną jury w Sundance. "" – wyjaśnił w portalu Film Comment.
We scream
Pozycję Jima umocnił zrealizowany w 1986 r. "" o trzech mężczyznach z więziennej celi oraz "" z akcją osadzoną w małym hotelu w Memphis, rodzinnym mieście Elvisa Presleya. Ten drugi tytuł przyniósł mu w 1989 r. nagrodę w Cannes za największy wkład artystyczny. W latach 90. światło dzienne ujrzała "", w której splótł losy taksówkarzy z różnych miast świata, oraz doceniony Europejską Nagrodą Filmową "" z Johnnym Deppem w roli głównej. W kolejnych dekadach stworzył "", film złożony z 11 kawiarnianych epizodów, oraz "", w którym ukazał parę wampirów pogrążonych w egzystencjalnym kryzysie. "Gatunki to tak naprawdę tylko ramy. Możesz w nich umieścić co tylko chcesz. Właśnie dlatego są tak atrakcyjne. +Tylko kochankowie przeżyją+ to historia miłosna. Tak się złożyło, że przydarzyła się wampirom. To był mój sposób na opowieść o całkowitej akceptacji drugiej osoby, kochaniu kogoś za to, kim jest, ze wszystkimi wadami. Nie jestem hierarchiczny, jeżeli chodzi o filmy. Lubię wszystkie gatunki" – zaznaczył w rozmowie z Rolling Stone.
W ostatnich latach Jarmusch zrealizował dokument "" o The Stooges i Iggym Popie, z którym od lat utrzymuje przyjacielskie relacje, a także komediodramat "Paterson" o piszącym wiersze kierowcy autobusu. W 2019 r. w canneńskim konkursie głównym zaprezentował swoje najnowsze dzieło, zombie-komedię "Truposze nie umierają" poruszającą kwestię skażenia planety. "Często bohaterami moich filmów są outsiderzy, którzy nie chcą dostosować się do świata. W +Paterson+ wprawdzie należą do tego świata, ale szukają różnych możliwości, by dać ujście swojej kreatywności. Przez ostatnich 10 czy 20 lat ćwiczyłem tai chi. Podczas zajęć uświadomiłem sobie, że kiedy byłem młody, próbowałem powstrzymać wiele rzeczy. To było trudne. Dzięki sztukom walki pozwoliłem sobie na to, by niosła mnie energia" – powiedział, cytowany przez The Guardian.Reżyser, który w niedzielę kończy 70 lat, nie planuje zwalniać tempa. "Lubię próbować różnych rzeczy. Nie jestem profesjonalnym filmowcem. Uparcie uważam się za amatora. Po części dlatego, że to słowo łączy się z miłością do sztuki, a profesjonalista oznacza +robię to dla pieniędzy+. Nie chcę tytułować się mianem +artysty+. Po prostu w twórczy sposób przetwarzam rzeczy, które mnie inspirują. Niektórzy filmowcy potrzebują zróżnicowanych form ekspresji, innym wystarczy jedna. Ja to szanuję. Przez pewien czas też zajmowałem się tylko filmami, ale w końcu uświadomiłem sobie, że moja prawdziwa praca to coś więcej" – podsumował na łamach The Creative Independent. (