Mokotów, ostatnie dni Powstania. Zmuszony do ewakuacji oddział przebija się kanałami do Śródmieścia. Andrzej Wajda oparł swój film na opowiadaniu Jerzego Stefana Stawińskiego, wydanym pod tym samym tytułem.

Reklama

"Byłem po Powstaniu, po kanale. To były najsilniejsze wydarzenia mojego życia. Napisałem opowiadanie o tym, co przeżyłem. [...] W czasie Powstania byłem dowódcą kompanii. Do kanału wszedłem z siedemdziesięcioma ludźmi, wyszedłem z kilkoma, potem wróciłem do kanału. Dostaliśmy się cudem na Wilczą przy Alejach Ujazdowskich, po dwunastogodzinnym marszu. I w filmie ta prawda jest zawarta"- mówił Stawiński, cytowany w książce Bartosza Michalaka "Wajda. Kronika wypadków filmowych".

Stawiński opowiada więc swoją historię, kiedy podczas Powstania próbuje ocalić swój oddział. Co ciekawe, początkowo film reżyserować miał nie Andrzej Wajda, lecz Andrzej Munk, jednak ostatecznie nie podjął się jego realizacji. To jednak Tadeusz Konwicki był faktycznym ojcem chrzestnym "Kanału" i to dzięki jego uporowi udało się skierować materiał filmowy do produkcji. "O moim pierwszym i najważniejszym życiowym sukcesie, jakim stał się film +Kanał+, zadecydował Tadeusz Konwicki. To on dał mi opowiadanie Jerzego Stawińskiego i jako kierownik literacki Zespołu Kadr zrobił wszystko, aby film ten powstał" – wyznał przed laty Wajda.

Konwicki chciał film skrócić

Konwicki doradzał reżyserowi odpowiednie skrócenie filmu (z ponad 3,5 godziny do 95 minut), wskazywał, na czym powinien polegać akcent dramatyczny. Reżyserowi udało się skompletować bardzo interesujący zespół aktorski z Tadeuszem Janczarem (podchorąży Korab) na czele. Na ekranie podziwiać możemy również m.in. Teresę Iżewską (Stokrotka), Wieńczysława Glińskiego (Zadra), Stanisława Mikulskiego (Smukły), Emila Karewicza (Mądry), Tadeusza Gwiazdowskiego (Kula), Władysława Sheybala (Ogromny) oraz debiutującego w filmie Jana Englerta (Zefir).

Reklama

Englert w jednym z wywiadów wspominał, że "w +Kanale+ wystąpił przez przypadek", bowiem poszukujący odpowiedniego kandydata do roli chłopca asystent reżysera Janusz Morgenstern wybrał się do szkoły najbliższej swojego miejsca zamieszkania i jako że mieszkał na Starówce, a Englert uczęszczał do szkoły przy Zakroczymskiej, to traf chciał, że wybrał akurat jego. "Nie przyszłoby mi do głowy, żeby zostać aktorem, gdyby nie przygoda z +Kanałem+" – podkreślał aktor.

Reklama

Również Janczar nie od razu został Korabem. "Początkowo prowadzącą rolę podchorążego Koraba miał zagrać Zbyszek Cybulski, ale postać Jasia Kronera, którą wykreował Tadeusz Janczar w +Pokoleniu+, przechyliła szalę na jego korzyść. Trudno zresztą było wtedy o prawdziwszego i bardziej filmowego aktora" – opowiadał po latach Wajda.

Cybulski zagrał główną rolę w następnym obrazie Wajdy "Popiół i diament" (1958). "Bez tego sukcesu w Cannes nie byłoby +Popiołu i diamentu+ – filmu, który Wajda uważał za swój najważniejszy. Sukces w Cannes dał mu poczucie siły" – wyjaśnia prof. Lubelski.

Film ikoniczny

Zdaniem filmoznawcy Wajdzie udało się "stworzyć ikoniczny film pokazujący sytuację tragiczną", to właśnie najbardziej docenili Francuzi podczas festiwalu w Cannes w 1957 r., wśród których wciąż bardzo modny był egzystencjalizm. "Sukces +Kanału+ w Cannes stworzył Wajdę - światowego reżysera" – zwraca uwagę filmoznawca.

Mimo że w Polsce film przyjęto dość chłodno, to we Francji siła jego oddziaływania była dalece większa. Na łamach "Le Figaro" pisano, że "film Wajdy dosłownie odbiera oddech". Zdaniem tamtejszych odbiorców "Kanał" to przykład tego, jak "tragizm poszczególnych postaci, bohaterów tego filmu, czyni z nich nieśmiertelnych bohaterów polskiej historii". Publiczność polska oczekiwała akcentowania bohaterstwa powstańców, tymczasem, jak pisał na łamach "Filmu" Kazimierz Dębnicki, w obrazie Wajdy "cała Warszawa, całe jej powstanie nurza się w smrodzie, w jakimś ścieku historii". Dopiero sukces i zachwyt francuskiej widowni nieco zmienił odbiór tego tytułu nad Wisłą.

Prof. Lubelski zaznacza, że Wajda jadąc do Francji, miał obawy, jak jego film zostanie przyjęty. Wrócił jednak jako zwycięzca – ze Srebrną Palmą. Otrzymał tym samym jedną z głównych nagród festiwalu, ex aequo z Ingmarem Bergmanem (za legendarną "Siódmą pieczęć").

"To był nieludzko trudny film, robiony w błocie, z ogromną ilością pirotechniki. Siedzieliśmy tam przecież dwa miesiące w gównie. Andrzej jest człowiekiem delikatnym i nie najlepszego zdrowia i dla niego to wszystko było obrzydliwe, nie na jego naturę" – wspominał Kazimierz Kutz, który na planie był drugim reżyserem.

Operator "Kanału"

Operatorem i jednym z ojców sukcesu "Kanału" był Jerzy Lipman, który podobnie jak Stawiński miał doświadczenie walki w Powstaniu Warszawskim, jakie niewątpliwie starał się przenieść na ekran. Wajda współpracował z Lipmanem już przy "Pokoleniu" (1955). To wtedy zaczęły dochodzić do niego informacje o wojennym doświadczeniu operatora. Doświadczeniu, które później przekładało się na dość duży autorytet, co bez wątpienia bardzo pomagało w trakcie kręcenia zdjęć w takich warunkach. Zdaniem Wajdy Lipman swoją kamerą "ożywił działania aktorów i towarzyszył ich młodości".

Lipmanowi jako drugi operator pomagał Jerzy Wójcik. "Na rogu Miodowej i Długiej weszliśmy do kanałów, razem z tymi samymi kanalarzami, którzy uczyli warszawskich powstańców. Był 1956 r., szliśmy ich drogą. Czytaliśmy napisy, widzieliśmy wiszące jeszcze w niektórych miejscach druty telefoniczne, oglądaliśmy ślady po świecach na murach, napisy na skrzyżowaniach" – wspominał w książce Michalaka. "Nie przeszliśmy całej drogi. Nie było już wojny, a jednak nie byliśmy w stanie przejść" – dodawał operator.

Mający podobnie jak wyżej wymienieni wojenne doświadczenie Wieńczysław Gliński, czyli filmowy Zadra, przytacza podaną przez Michalaka historię z planu. "W scenie graliśmy we trzech – ze Stasiem Mikulskim i z Władkiem Sheybalem. […] Nie było ciepłej wody i zaczęliśmy trochę marznąć. Wajda postawił butelkę koniaku i herbatkę. Ja piłem więcej koniaku niż herbatki, Sheybal pił więcej herbatki niż koniaku, a Staś Mikulski pił samą herbatkę i jako jedyny dostał zapalenia płuc".

"+Kanał+ opowiada o klęsce, pokazuje rozpad świata, który nieuchronnie pogrąża się w totalnym chaosie, a przecież – analizowany od strony realizacji, produkcji i tego, co ostatecznie znalazło się na ekranie, paradoksalnie – okazuje się filmem doskonale zorganizowanym. Kręcony latem 1956, powstał w warunkach niezmiernie intensywnego wysiłku i w bardzo krótkim czasie. Na planie filmowym ekipa musiała pokonywać niezliczone trudności i ograniczenia. Wysiłek ten nie uległ rozproszeniu, wprost przeciwnie, przełożył się na wewnętrzną energię dzieła – zauważył w artykule zatytułowanym "Kanał" filmoznawca prof. Marek Hendrykowski.

Podobnego zdania jest prof. Lubelski, który mówi, że film ten "opowiada o doświadczeniu strasznej klęski, upokorzeniu". Jednocześnie dodając, iż "+Kanał+ z całą pewnością nie jest źródłem wiedzy o Powstaniu Warszawskim i nigdy nie miał nim być". "Jest to historia Jerzego Stefana Stawińskiego, który brał udział w Powstaniu, i ta świadomość, że jest to prawdziwa historia Stawińskiego dawała Wajdzie siłę" – twierdzi. To opowieść o Powstaniu Warszawskim jako istocie doświadczenia młodzieńczego, przez co można uznać "Kanał" za formacyjne dzieło polskiej szkoły filmowej.

Filmoznawca wskazuje ponadto, że "reżyser wiele lat żałował, że nie zdecydował się zmienić proporcji". W opinii Wajdy zdecydowana większość akcji powinna toczyć się w kanale, gdyż to jest oryginalność tego filmu. "Część kanałowa pokazała to, co jest w tym filmie najważniejsze, tzn. pewien ucieleśniony tragizm. Czy oni pójdą w lewo, w prawo czy wyjdą górą, to nie ma znaczenia, bo i tak czeka ich śmierć. Jest to ikona sytuacji tragicznej" - podsumowuje prof. Lubelski.

"Podczas wojny namiętnie czytaliśmy powieści Conrada. Scenariusz +Kanału+ jest parafrazą +Smugi cienia+, która opowiada o obowiązkach i odpowiedzialności dowódcy wobec podwładnych w bardzo podobny sposób. Stawiński pięknie użył Conradowskiego motywu kłamstwa" – wyznał Wajda na łamach "Kwartalnika Filmowego"

Oprócz nagrody w Cannes "Kanał" nagrodzono Złotą Kaczką za rok 1957, zdobył też Złoty Medal na moskiewskim Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów oraz wyróżnienie Brazylijskiego Związku Krytyków Filmowych na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Rio de Janeiro (1961).