- Nie ingerowaliśmy w to dzieło w sensie artystycznym, personalnym i jakimkolwiek innym w ogóle. Projekt tego filmu został zainicjowany przeze mnie, od początku chciałem, aby powstał. Reżyser nie wiedział albo nie chciał o tym wiedzieć - został dołączony do projektu dwa lata po jego rozpoczęciu - powiedział prof. Gliński.

Reklama

- W napisach końcowych nic nie było wbrew reżyserowi. Po wózkarzach i kateringu było napisane, że pomysł filmu był mój - bo ja chciałem aby w Polsce powstał taki film, a jako minister odpowiedzialny za naszą kulturę byłem zobowiązany, aby do tego doprowadzić - wyjaśnił.

- Wypowiedź reżysera Ryszarda Brylskiego przed premierą jego filmu "Śmierć Zygielbojma" było przekroczeniem pewnych norm. To efekt atmosfery politycznej, do której "dostosował" się reżyser. Brylski zniszczył premierę swojego ważnego filmu - ocenił prof. Piotr Gliński.

Co było w końcowych napisach?

Podczas przemowy przed seansem premierowym reżyser Ryszard Brylski zarzucił współproducentowi, Polskiej Fundacji Narodowej, że opatrzyła film na swojej stronie internetowej "kłamliwymi treściami, które w nim nie istnieją". Zdaniem reżysera, film został zdegradowany do kategorii "kina rządowej propagandy". Brylski stwierdził: - W końcowych napisach znajdą państwo informację brzmiącą: "Pomysł filmu: Piotr Gliński". Wpis taki pojawił się ostatnio w pokazowych kopiach i chciałbym zaznaczyć, że jest on dla mnie zaskakujący i niezrozumiały - powiedział.

Polska Fundacja Narodowa odrzuciła zarzuty reżysera. "Krytyczne uwagi poczynione podczas przemówienia otwierającego pokaz wspólnej produkcji są niezrozumiałe i zaskakujące, gdyż nie padły podczas wielu spotkań kolaudujących treść i formę filmu na każdym poprzednim etapie prac nad filmem" - napisano w stanowisku dla mediów po premierze filmu.

Reklama

"Akt rozpaczy"

O akcji filmu na swojej stronie internetowej Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF) napisał tak: "W maju 1943 r. członek polskiego rządu na uchodźstwie, Szmul Zygielbojm, popełnia samobójstwo w Londynie. Dochodzenie prowadzone przez brytyjskiego koronera daje podstawy do poznania jego losu. Pokazuje ono, że samobójstwo Zygielbojma było aktem rozpaczy z powodu obojętności państw alianckich na eksterminację Żydów".

"Szmul Zygielbojm pozostał moralnym drogowskazem, ale także wyrzutem sumienia, dla tych, którzy zamiast pospieszyć z pomocą, odwracali głowę (…). Świat aliancki trwał w obojętności na zbrodnie Holokaustu, obojętnie patrzył na walkę i zagładę warszawskiego getta. Żeby go poruszyć, żeby nim wstrząsnąć, odebrał sobie życie. Zrobił to, co było jego moralnym imperatywem" - napisał w liście odczytanym 25 września 2008 r. Marek Edelman, wówczas ostatni żyjący przywódca powstania w getcie warszawskim z 1943 r.