Filmowcy podjęli decyzję o strajku w ubiegłym tygodniu, gdy nie udało się podpisać nowego kontraktu ze stowarzyszeniem producentów filmowych i telewizyjnych AMPTP, które reprezentuje wielkie wytwórnie w Hollywood i gigantów streamingu jak Netflix czy Warner Brothers.

Reklama

Produkcje filmów zagrożone?

IATSE, związek zawodowy pracowników filmowych i teatralnych, takich jak rzemieślnicy czy technicy, gotów jest podjąć strajk, domagając się wyższych wynagrodzeń i lepszych warunków pracy.

Szef IATSE Matthew Loeb ostrzegł w piątek, że porozumienie w sprawie żądań związkowców musi zostać osiągnięte "w ciągu dni, a nie tygodni", aby można było uniknąć strajku, który doprowadzi do zawieszenia produkcji filmów i popularnych programów telewizyjnych - relacjonuje "The Hill".

Jak ocenia waszyngtoński dziennik, gdyby akcję zwaną walkout, czyli protest polegający na niestawieniu się w pracy, podjęli wszyscy związkowcy w różnych branżach, którzy ostatnio ogłosili taką gotowość, doszłoby do jednego z największych strajków od kilku dekad.

Liczba strajków w ostatnich dziesięcioleciach malała i w roku 2020 było tylko 11 większych protestów tego typu, podczas gdy średnia w latach 1950-1980 wynosiła około 300 akcji rocznie.

Reklama

Brak rąk do pracy

"The Hill" zwraca uwagę, że związkowcy czują się ośmieleni faktem, że w kraju brakuje rąk do pracy i ryzyko zastąpienia ich innymi pracownikami zmalało.

Sondaż Gallupa z września wskazuje, że poparcie Amerykanów dla organizacji związkowych jest najwyższe od 60 lat. Popiera je dwie trzecie ankietowanych, a w grupie wiekowej od 18 do 34 lat poparcie to wynosi 77 proc.