Co pani da ustawa o uprawnieniach artysty zawodowego?
Przede wszystkim uznanie, że istnieję w systemie ubezpieczeń społecznych i ochrony zdrowia. Dotychczas ten system nie widział twórców.
67 tysięcy osób.
Reklama
W tym filmowców, których bezpośrednio reprezentuję, policzono 3,5 tysiąca. Jest nas pewnie dwa razy więcej, choć to wciąż mała grupa. Ale nie może być tak, że nie mamy realnego dostępu do opieki zdrowotnej ani szans na emeryturę. Ustawa nam go w końcu zapewni. Po kilku dekadach nieistnienia w systemie zagwarantuje nam podstawowe prawa obywatelskie.
Przecież artysta może się ubezpieczyć, choćby płacąc składki z działalności gospodarczej – jak to robi np. hydraulik.
Tylko że dobry hydraulik ma stały dostęp do zleceń, pracy. Specyfika zawodu artysty jest inna. Ja kręcę film raz na pięć lat, więc to, co na nim zarobię, musi mi starczyć na długo. Przy czym nigdy nie wiadomo, czy kolejny projekt wyjdzie, czy nie. Przez ostatni rok włożyłam pracę i pieniądze w przygotowanie nowego filmu, a teraz okazuje się, że nie dostanie on dofinansowania z publicznych pieniędzy. To jest zawód wysokiego ryzyka. Tu nie obowiązuje zasada, że jeżeli ktoś jest zdolny i będzie ciężko pracować, to się z tego utrzyma.
Robiłam filmy o Nikiforze i Papuszy. To skrajne przykłady artystów, którzy funkcjonowali poza systemem. Ten problem pozostaje nieuregulowany od dekad. Większość twórców nie ma stałego zatrudnienia. Ponad połowa pracuje na umowy o dzieło, a 30 proc. bez żadnej umowy. 60 proc. zarabia poniżej średniej krajowej, a jedna trzecia poniżej płacy minimalnej. Jak z tego opłacać ZUS, który wynosi 1500 zł miesięcznie? To niemożliwe.