Zamknięcie teatrów spowodowało w jego życiu zawodowym nagły nadmiar czasu, który wykorzystał debiutując jako lektor. W najnowszym odcinku podcastu "DGPtalk: Po stronie kultury" aktor opowiada m.in. o pracy nad swoim pierwszym audiobookiem dla Storytel, wspomnieniach z dzieciństwa związanych z Rambo, ale też częstych wizytach w Bieszczadach i roli, jaką odegrała w jego karierze postać Wiktora Rebrowa.

Reklama

O KSIĄŻCE „RAMBO: PIERWSZA KREW” I FILMIE NA JEJ PODSTAWIE

Myślę, że „Rambo” zaistniał w świadomości wszystkich w tym samym czasie, tzn. kiedy powstał pierwszy film. Mało kto wtedy wiedział i dzisiaj mało kto wie, że ten film powstał w oparciu o książkę, która się pojawiła najpierw. Ja wtedy tego nie wiedziałem i dowiedziałem się przed czytaniem audiobooka „Rambo”, że najpierw była książka. Więc wtedy, kiedy powstał film, to były 80. lata, to ojciec mnie wtedy zabrał po kryjomu do kina. Bo film był chyba od 16 czy 18 lat, a ja miałem wtedy z 10 i jakoś mnie przemycił, udało mi się zobaczyć ten film. No oczywiście działał jak na każdego dzieciaka. Tak jak kiedyś „Wejście smoka” działało na każdego dzieciaka, który lubił ruch [śmiech]. […] Pierwsza część „Rambo” to jest bardzo dobra literatura. Oczywiście wiesz, to nie jest Proust, ale to jest bardzo dobra literatura gatunkowa. Tam są naprawdę bardzo fajnie pogłębione rysy psychologiczne postaci, bardzo dobre konflikty. To film trochę spłaszczył tę rzeczywistość i zrobił z tego film akcji. Książka nie jest książką akcji, ta akcja jest przy okazji, a tam wchodzimy w psychologię mocno. […] Ja nie mam nic przeciwko, bardzo lubię gatunki. Lubię kino gatunkowe, seriale gatunkowe – bardzo chętnie biorę w nich udział. Jest to jedna z gałęzi show biznesu. I super, bo nie czuję, że aktor musi tylko i wyłącznie zdobywać najwyższe szczyty i mówić „z wysokiego C”. Jest też cały szereg innych rzeczy, które można ludziom przekazać i czasami im prościej, tym lepiej.

O PRACY NAD AUDIOBOOKIEM „RAMBO: PIERWSZA KREW”

Jest to wyzwanie, ale też jest to coś takiego, że ograniczenia w sztuce, w tworzeniu, bardzo często pomagają. Jeżeli ktoś nas w jakieś ramy wrzuci, to możemy tylko w ramach tych ograniczeń działać i to czasami pomaga. Pomaga też stworzyć tzw. formę. Jeżeli wiesz, że masz do użycia tylko jedno narzędzie, którym jest głos, to wiesz, że musisz nim oddać to, co jest w tej książce, co normalnie zrobiłby za ciebie obrazek albo narracja albo coś innego, pozawerbalnego. Natomiast trudność z czytaniem albo słuchaniem audiobooków ja mam taką, że nie za bardzo lubię kiedy narrator – osoba czytająca, zbyt postaciuje [śmiech]. Tzn. jeżeli za bardzo zmienia głos, wygłupia się, oddziela mocno to, co jest powiedziane przez postać od tego, co mówi narrator. Ogólne postaciowanie, tak jak to jest w bajkach. W bajkach to jest uprawnione, natomiast nie lubię tego słuchać w audiobookach. Więc ja starałem się czytać to z pozycji trochę jakby osoby trzeciej, opowiadającej tę historię. I przez to, jest to takie… moje [śmiech]. […] To [granie w teatrze] zostało odcięte i tutaj nagle się pojawiła bardzo duża luka czasowa. Dzięki temu, ja mogłem również, po raz pierwszy w życiu przeczytać audiobooka. Broniłem się trochę przed tym wcześniej, ale pomyślałem sobie, że warto spróbować: „zobaczę, jak nie wyjdzie, świat się nie zawali, a jak wyjdzie, to fajnie”.

O KULTURZE W CZASACH PANDEMII

Większość aktorów głównie działa w teatrze. I to te teatry, które stanęły i nie można było grać albo nie opłacało się po prostu grać ze względów finansowych, bo 25% publiczności czy 50%, to nie było realne, żeby utrzymać trupę teatralną czy teatr, zapłacić za wypożyczenie sali, itd. Nie chcę tego rozwijać, bo temat jest znany. […] To jest trudne, szczególnie w teatrze, ja myślę, że sztuki wizualne, takie jak serial czy kino, sobie poradzą. I radziły sobie w pandemii. Natomiast teatru nie da się zastąpić: żywego kontaktu widza z aktorem na scenie. Tego, że spektakl odgrywa się tu i teraz, w tym momencie. Że za każdym razem jest trochę inny, bo to zależy od wielu czynników: od kondycji, dnia, tego czy coś się wysypało, czy się nie wysypało, od tego czy nam się chce bardziej czy mniej danego dnia. Czy widownia jest bardziej nastawiona na nas i wsłuchana i uważna czy też przyszli po niedzielnym obiedzie i chcą, żeby ich tak na szybko rozerwać. Nie da się zastąpić tego żywego kontaktu. A przez to, że nie da się zastąpić tego żywego kontaktu w teatrze, to niesie to za sobą wiele konsekwencji. Później lawinę właściwie: nie tylko aktorzy, ale cała obsługa techniczna, wszyscy, którzy są z tym związani, obsługa sceny – to jest bardzo trudne. Moim zdaniem, trzeba sobie uświadomić i fajnie by było, jakby ci, którzy wydają różne rozporządzenia i decydują o być albo nie być danych branż, żeby mieli świadomość, że jeżeli nie będziemy bronić kultury, inwestować w kulturę, to co mamy robić? Kultura nas stwarza, kultura nas spaja. Jest to jedna z najważniejszych branż, bo jeżeli zabraknie tego spoiwa, to właściwie możemy otworzyć granice, wszyscy mówić jednym językiem. Właściwie cała historia, zabory, nie-zabory są nieważne, wszelkie próby podbicia jakiegoś narodu. No, skoro kultura jest nieważna, to co jest?