Dziennikarze śledczy w rozmowie z portalem Wirtualne Media przyznają, że zaskoczyło ich wymienienie nazwisk celebrytów w debacie na antenie TVP tuż po emisji filmu, w którym nie wskazano żadnych dowodów rzekomych przestępstw czy nadużyć, do jakich miało dojść w Zatoce Sztuki.

Reklama

- To nie wygląda na błąd warsztatowy, a celowy zabieg. Mając świadomość braków filmu Latkowski zdecydował się na show w czasie debaty. Mnie to nie zaskakuje. Taką samą metodę stosował już w czasie sprawy pedofilii na Dworcu Centralnym. Więcej plotkował na ten temat niż ostatecznie pokazał, oczerniał pokątnie ludzi, szepcząc każdemu, kto chciał słuchać, niestworzone dyrdymały - mówi Wirtualnym Mediom Robert Zieliński, dziennikarz śledczy ze stacji TVN24.

- Przyzwoici ludzie nie powinni nic robić dla TVP, bo nic dobrego z tego wynika - uważa z kolei Cezary Łazarewicz, dziennikarz "Polityki". Przyznaje, że nie obejrzał jeszcze filmu Latkowskiego - Trochę się tego boję. Zrobię przed panią coming out i wyznam, że byłem w Zatoce Sztuki na zaproszenie TVP, i do tego z córką! - żartuje dziennikarz.

Inny znany dziennikarz śledczy mówi portalowi anonimowo, że film Latkowskiego jest "fatalny pod względem warsztatowym i merytorycznym". - Koszmarny montaż, złe zdjęcia, pretensjonalna muzyka. Latkowski, który czyta offy, ale słychać, że nie umie tego robić. Lektorka czyta zeznania dziewczyn tak, jakby grała w licealnym przedstawieniu, a sceny inscenizowane są jakby żywcem wzięte z niedoinwestowanego "docusoapu" - wylicza.

Dziennikarz dodaje, że film "Nic się nie stało" nie wnosi nic do sprawy pedofilii w Zatoce Sztuki, bo ten temat był już pokazany w "Uwadze TVN", "Gazecie Wyborczej", "Onecie", a nawet powstała książka o tym. - Dowiadujemy się jedynie, że Latkowski nie umie robić filmów, ale to wiedzieliśmy już wcześniej. Ciągle słyszę, że to jest film o pedofilii wśród celebrytów. Ale Latkowski nie pokazał na to żadnego dowodu. To, że ktoś chodził do klubu, gdzie działo się coś złego, nie obciąża jeszcze gości tego lokalu. A pokazywanie w tym kontekście zdjęć znanych osób z Facebooka jest naruszeniem ich dóbr osobistych - mówi.

Z kolei adwokat Jacek Dubois podkreśla, że pedofilia to jest niezwykłe poważny problem, tymczasem "okoliczności emisji filmu budzą wątpliwości, czy to nie jest systemowa próba przeniesienia zainteresowania z księży na grupę celebrycką".

- Do filmu, który nic nie odkrywa (powiela śledztwo, które się odbyło), dołączona jest wypowiedź autora, który w orbitę kryminalnych zachowań wkłada szereg powszechnie znanych osób. Następuje pewna dysproporcja, bo te osoby nie są udokumentowanie w filmie, tylko były w tym pięknie położonym miejscu, gdzie pewnie bywały dziesiątki czy setki tysięcy osób. Sam film nie wskazuje na ich bezpośrednią naganność zachowań, zostają jednak napiętnowane, uczyniono z nich współodpowiedzialnymi kryminalnego procederu - mówi Dubois.

Prawnik zauważa przy tym, że postawienie takiego zarzutu znanej osobie jest "śmiercią publiczną", więc rzetelny dziennikarz musi zawsze rzetelnie udokumentować sprawę.

- Pan Sylwester Latkowski jest osobą kryminalnie słynną, wielokrotnie skazywaną za zniesławianie i naruszanie dóbr osobistych, bardzo mało wiarygodną, goniącą za sensacją. To pomniejsza wiarygodność jego słów. Nie powinno być tak, że pewne rzeczy nie istnieją w filmie, a poza nim pada nieudokumentowane oskarżenie. Podejrzewam, że autora tego obrazu czeka szereg procesów i to na nim będzie spoczywał obowiązek wykazania w nich, że słowa, które powiedział, są prawdziwe - podsumowuje prawnik.