Powiedzieć, że kinematografia hiszpańska jest ważna dla rynku światowego to nic nie powiedzieć. Na Netflixie pozycji klasycznych z tego kraju, takich jak chociażby „Nakarmić kruki” czy „Wysokie obcasy” nie zobaczycie, ale jest co najmniej kilka filmów, na które warto poświęcić swój czas. Część z nich to kino rozrywkowe, część – aspirujące i poszukujące.

Reklama

Oto lista subiektywnie przez nas wybranych propozycji

Cotratiempo

Kryminał, thriller w reżyserii Oriola Paulo znajduje się w rankingach najlepiej ocenianych hiszpańskich produkcji wszech czasów. Zdjęciami, muzyką, scenariuszem, sposobem prowadzenia ról jawnie pokazuje fascynacje Hitchcockiem. Zwroty akcji, pułapki zastawiane na widza sprawiają, że wciągamy się w akcję i do końca filmu drżymy o zakończenie.

Fatamorgana

Dwa lata po premierze „Contratiempo” Oriola Paulo próbuje znów upleść złożoną, przeniesioną nawet w świat metafizyki opowieść. Mamy tu dobrze rozpoznawalne w Polsce twarze (m.in. Javier Gutiterrez czy Alvaro Morte, czyli Profesor z „Domu z papieru”). Poziom trochę niższy od „Cotratempo”, ale warto się zatrzymać.

The Next Skin

Słyszymy tu język hiszpański, słyszymy francuski, obserwujemy pogranicze w Pirenejach. Do małego miasteczka powraca po latach chłopiec, ale wiele osób, w tym rodzina, zadaje sobie pytanie, czy to na pewno on. Klimat tajemnicy, a zarazem obserwacja społeczności.

Niedzielna choroba

Hiszpanie nie byliby sobą, gdyby na warsztat nie brali skomplikowanych, pełnych brudów i sekretów historii rodzinnych. „Niedzielna choroba” stawia pytania, które w sztuce są obecne od lat – o rolę więzów i co można poświęcić dla pracy zawodowej. Film Ramona Salazara stawiany jest klimatem obok Almodovara. Oddając cesarzowi co cesarskie i nie ganiąc twórczości Salazara, skojarzenie rozumiemy.

7 Anos

Tu powracającym motywem są trupy wypadające z szaf i krew na rękach, której nie sposób domyć. Partnerzy biznesowi muszą postanowić, kto z nich weźmie na siebie odpowiedzialność za grzechy, które wspólnie popełnili w przeszłości. Rozmowy, dialogi i gra aktorska robią klimat na wieczór.

Reklama

El Autor

Kiedy wszystko wokół się sypie, a pod piórem ciągle nic, autor bez weny postanawia zamieszkać w nowym miejscu, by poszukać inspiracji. Szybko jednak okazuje się, że podsłuchiwanie i notowanie zdań wypowiedzianych przez sąsiadów jest grą zarówno pociągającą, jak i prowadzącą na moralne manowce.

Były lokator

Hiszpanie w to potrafią najlepiej: pokazywanie struktury przekraczania granicy jaka jest między zwykłą ciekawością, a bardzo brutalną ingerencją w czyjeś życie. Pachnie tu skojarzeniami z „Parasite”, w szczególności pod koniec filmu, co specjalnie nie przeszkadza. Wielkim dziełem „Były lokator” nie jest, ale grzechem byłoby stwierdzenie, że oglądanie go to czas zmarnowany.

Platforma

Obraz naszych rozwarstwionych społeczeństw, doprawiony obserwacjami znanymi z eksperymentu Zimbardo. Film budzi kontrowersje i zbiera skrajne oceny. Ciężko jednak uciec tu od porównań i skojarzeń z późnym kapitalizmem i społeczeństwem kastowym. Warto, choćby po to, by mieć własne zdanie.

Za późno na gniew

Na początku o tym, że Netflix dał tu trochę... plamę. Filmu nie znajdziecie pod polskim tytułem, dlatego warto sobie przyswoić oryginalny "Tarde para la ira". Uznany za najlepszy film hiszpański w 2016 roku, zawiera kilka wątków, które odnaleźć można w kulturze i popkulturze na Półwyspie Iberyjskim. Co powoduje ludźmi, jakie okoliczności społeczne muszą wystąpić, by zmusić tzw. porządnych obywateli na wejście na drogę przestępstwa? Warto, także dla świetnych kreacji aktorskich.