Marcin Kowalczyk gra główną rolę w filmie "Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa", który do kin trafia 3 stycznia. Oto, co aktor opowiedział nam o filmie i... nie tylko.

Reklama

Oto kilka tendnencyjnie wyjętych z kontekstu cytatów:

Nasz bohater płaci cenę za swoje wybory, więc nie jest to apoteoza okrucieństwa, czy też promocja gangsterstwa czy przemocy. Jest to film, który opowiada o człowieku, który się tym parał, zajmował. O wzlotach, upadkach. O wyborach i o konsekwencjach tych wyborów.

Każdy artysta potrzebuje powietrza. Potrzebuje skonfrontować odbiorcę z tym, że nie stoi w miejscu i zaprezentować aktualny stan rzeczy. Zaprezentować to, co robi teraz. Ja to nazywam w rozmowach takich branżowo-towarzyskich „syndrom Pszczółki Mai” […] To jest konflikt tragiczny, mi się wydaje, że nie ma dobrego rozwiązania: po prostu jest to tarcie między twórcą i odbiorcą i tak już musi po prostu być.

Zdaję sobie sprawę, że niektóre projekty są bardziej kameralne, inne mniej. Teraz np. gram w teatrze [Soho] z Romą Gąsiorowską i Iwoną Bielską. Jest tam gwiazdorska obsada. Z Tomkiem Włosokiem, z którym nota bene stworzyłem tutaj, uważam naprawdę solidny duet aktorski w tym filmie [„Jak zostałem gangsterem”]. My się bardzo przyjaźnimy, a zaprzyjaźniliśmy się właśnie przy tym przedstawieniu, o którym wspomniałem, czyli „Ości” Karpowicza w reżyserii Pawła Miśkiewicza. Duża obsada, wspaniali aktorzy, świetny tekst, no ale 80 miejsc w teatrze. Więcej osób tego nie zobaczy. Po prostu. […] Zdaję sobie sprawę, że niektóre chwile są tylko np. dla dwojga oczu i to też jest piękne.