Film "Dzięki Bogu" został oparty na realnych wydarzeniach, które miały miejsce we Francji kilka lat temu, gdy na jaw wyszedł skandal pedofilski we francuskim Kościele Katolickim. Głównymi bohaterami filmu są trzej dorośli mężczyźni, którzy w przeszłości padli ofiarą molestowania ze strony lyońskiego księdza Bernarda Preynata. Alexandre Guerin (Melvil Poupaud) jest mężem, ojcem piątki dzieci i praktykującym katolikiem. Znajduje się na tym etapie życia, kiedy ma już odwagę mówić publicznie o swojej traumie. Inicjuje ruch, którego celem jest walka z tuszowaniem tego typu przestępstw przez Kościół, rozliczenie, a także jednoczenie ofiar przestępstw seksualnych i zapewnianie im wsparcia. Do Alexandre’a dołączają: ateista Francois Debord (Denis Menochet) i Emmanuel Thomassin (Swann Arlaud), który nie potrafi odnaleźć się w życiu.

Pracując nad filmem, Ozon korzystał nie tylko z ustnych relacji ofiar ks. Preynata, ale również z dokumentów i listów, które jednoznacznie pokazują, że hierarchowie Kościoła, wśród nich arcybiskup Lyonu kard. Phillippe Barbarin, chcieli za wszelką cenę wyciszyć sprawę zamiast wymierzyć karę sprawcy. Ozon podkreślał jednak, że nie chciał, by podejście sądowe dominowało w jego filmie. "Wolałem skupić się na osobistych aspektach tych wydarzeń. Prawdziwym tematem filmu jest wolność słowa i konsekwencje tej wolności dla ofiar. Stawka w tej historii, opartej na prawdziwych wydarzeniach, była z pewnością znacznie wyższa niż w przypadku moich poprzednich filmów. Czułem, że muszę być przygotowany na podjęcie walki, którą opisałem. Nie chciałem zdradzić ofiar" – powiedział reżyser w wywiadzie dla "Cineuropa".

Światowa premiera obrazu odbyła się w lutym br. podczas festiwalu filmowego w Berlinie, gdzie przyjęto go bardzo pozytywnie. "To opowieść o traumie i prawdzie, która ją leczy" – orzekli krytycy. "Francoisowi Ozonowi nie można odmówić rzetelności, dokładności i terminowości, a napisy końcowe wskazują, że sprawa Preynata i jej następstwa nadal są pilnym tematem" – pisał Jonathan Romney ("Screen Daily"). Ostatecznie Ozon wyjechał z Berlina z Grand Prix Jury.

Kwestię ciała poddanego opresji porusza również w swoim najnowszym filmie austriacki reżyser Markus Schleinzer, twórca nominowanego do Złotej Palmy "Michaela" (2011 r.). "Angelo" to osadzona w XVIII w. historia czarnoskórego chłopca, który zostaje porwany z Afryki i trafia na dwór wiedeńskiej hrabiny, która każe go ochrzcić, ubiera w eleganckie szaty, a następnie zapisuje na lekcje języka francuskiego i gry na flecie. Wszystko po to, by uczynić w niego tzw. "cywilizowanego człowieka". Schleinzer obnaża, jak niebezpieczny jest to cel. Nie ma wątpliwości, że Angelo nie jest wybrańcem losu, ale ofiarą kulturowego kolonializmu. Nawet po opanowaniu do perfekcji nowych umiejętności, nie staje się częścią elity. Ludzie patrzą na niego jak na ciekawostkę, zamknięty w szklanej gablocie eksponat. Chłopak żyje w odosobnieniu, usiłuje zrozumieć swój los.

Jak podkreślił Schleinzer, Angelo Soliman to prawdziwa postać, o której w Austrii krąży wiele legend. "Dorastałem w Wiedniu, gdzie słyszałem mnóstwo opowieści o Angelo. Kiedy rozpocząłem zbieranie materiału do filmu, uświadomiłem sobie, że większość z nich nie ma zbyt wiele wspólnego z prawdą. Wydało mi się interesujące, że tak niewiele o nim wiadomo, a obcy ludzie sami wkładają słowa w jego usta. Angelo stał się dla nich lustrem, w którym się przeglądają. Wiele osób postrzega go jako pozytywny przykład imigranta, ale przecież został porwany i siłą ściągnięty do Austrii. Niektórzy sądzą, że był bardzo wdzięczny austriackiemu społeczeństwu, bo mógł nauczyć się od nich ich języka i obyczajów. Mówią, że właśnie dlatego chciał, by po śmierci jego skóra trafiła do austriackiego muzeum. Ja uważam inaczej, bo mam na to dowody" – powiedział.

Dodał, że także wewnętrzny wymiar filmu jest dla niego bardzo istotny. "Angelo to tak naprawdę opowieść o tym, jak patrzymy na innych, jak radzimy sobie z odmiennością. Czarna skóra jest tylko jednym z przykładów. Można w to miejsce wstawić człowieka o innej orientacji seksualnej, religii lub poglądach politycznych. Chciałem pokazać, że chociaż żyjemy w czasach, w których w ciągu kilku godzin możemy znaleźć się w innym państwie i pozostajemy ze sobą w nieustannym, wirtualnym kontakcie, jesteśmy sobie tak samo obcy, jak kiedyś. A może nawet bardziej. I być może nigdy nie uda nam się żyć na tym świecie w poczuciu szczęścia i spokoju" – zwrócił uwagę reżyser.

Kolejny pokaz "Dzięki Bogu" odbędzie się w czwartek 1 sierpnia. Na ekrany polskich kin film trafi 20 września. "Angelo" zostanie pokazany wrocławskiej publiczności jeszcze 4 sierpnia.

19. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty potrwa do niedzieli. W programie wrocławskiej imprezy znalazły się 223 pełnometrażowe filmy z 54 krajów, wśród nich m.in. najnowsze dzieła Jima Jarmuscha, Pedro Almodovara i Quentina Tarantino. Zaplanowano także pokazy m.in. "Mowy ptaków" Xawerego Żuławskiego i "Obywatela Jonesa" Agnieszki Holland.

W specjalnej sekcji dedykowanej cielesności pt. "Ciało, w którym żyję" na publiczność festiwalową czekają pokazy m.in. "Boskiej miłości" Gabriela Mascaro, która przeniesie widzów do Brazylii 2027 r. oraz "Dirty God" Sashy Polak - opowieści o mieszkance Londynu, która została oblana kwasem i zbiera pieniądze na operację plastyczną. Ponadto będzie można obejrzeć m.in. "Okres godowy" Liny Marii Mannheimer o miłości wśród millennialsów oraz "Yunga" Henninga Gronkowskiego ukazującego nocny Berlin.