Ks. Kazimierz Orzechowski zmarł w niedzielę rano w Domu Artystów Weteranów w Skolimowie, w którym przebywał przez ostatnie lata.

Reklama

Był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Łodzi. Zagrał m.in. w filmach Andrzeja Wajdy "Panny z Wilka" i "Człowiek z żelaza". Widzowie znali go także z seriali takich jak "Dom", "Złotopolscy", "Awantura o Basię" czy "Tajemnica Sagali".

- Będąc kapelanem w Skolimowie zawsze czekałem, zupełnie jak Gloria Swanson z "Bulwaru Zachodzącego Słońca", na jakiś cudowny telefon z wytwórni. Marzyłem, że kiedyś mnie tam zaproszą. Aż tu któregoś dnia słyszę: "Kaziu! Film dzwoni do ciebie". Jezus Maria! Lecę szybko. Ktoś w słuchawce mówi: "Proszę księdza, mamy taką prośbę... Właściwie to pan Wajda o to prosi. Robimy właśnie "Panny z Wilka" Iwaszkiewicza w świetnej obsadzie. Czy ksiądz nie mógłby nam pomóc przy filmie?". Myślę sobie: Matko Boska, 40 lat czekam na ten moment, więc mówię: "Naturalnie, tylko zdobędę zezwolenie (wtedy jeszcze prymasa Wyszyńskiego). I tak się stało, z jego błogosławieństwem szykuję się do filmu. I czekam. Wreszcie jest telefon: "Prosimy, żeby ksiądz był łaskaw... przywieźć kropidło i do kropidła to srebrne naczynie z wodą święconą". Boże, to taka ma być moja rola! To ma być mój powrót do filmu... Ale nic, biorę tę kropielnicę, kropidło i jadę. Zimno było. Ekipa kręci scenę na cmentarzu, a pan Andrzej mówi: "Kaziu, rzeczywiście jest nam potrzebna woda święcona i kropidło, ale to był tylko podstęp. Chodzi o ciebie. Zagraj księdza w scenie pogrzebu". Tak też się stało. No i wróciłem do Skolimowa - wspominał współpracę z Wajdą.

Ksiądz Orzechowski był również duszpasterzem aktorów. Święcenia kapłańskie przyjął w 1968 roku.

- Moi koledzy kiedyś powiedzieli: "Ten to sobie życie ślicznie ułożył. On ma lepiej niż my na scenie, bo: ma kościół - dekoracja jak do najpiękniejszych oper; kostium - cudowne jakieś ornaty; muzyka, chóry, śpiewy i tłum ludzi. A na dodatek stoi na ambonie pół godziny i mówi. Wszyscy muszą go słuchać" - tak mówił o sobie w reportażu Polskiego Radia.

Był wielkim fanem Edith Piaf.

- Wspominam ją, bo to jest moja miłość. Mam nawet jej zdjęcie. Ona mówiła, że kiedy wszystko już się wali, zawsze jest jakaś szczelina, przez którą szczęście wślizgnie się jeszcze raz. Edith Piaf - ta nadzieja - zwierzał się.

Ksiądz Orzechowski zmarł w wieku 90 lat.

Reklama