Zdjęcia do filmu poprzedziła burzliwa dyskusja o tym, jak należy przenosić Sienkiewiczowską Trylogię na ekrany. Hoffman, dla którego praca nad "" była de facto debiutem w filmie pełnometrażowym, postanowił nie odchodzić od ducha oryginału. Jest to o tyle ważne, że droga obrana przy realizacji tego filmu, wyznaczała niejako kierunek ekranizacji dwóch pozostałych części Trylogii - "" (1974) oraz "" (1999). I było to zadanie szalenie odpowiedzialne. "" – zauważył w magazynie "" Zbigniew Klaczyński.
Odpowiedzialność tę potęgował szczególny czas, w jakim Hoffmanowi przyszło mierzyć się z tym dziełem. Wydarzenia roku 1968 zapisały się w polskiej historii wyjątkowo smutną czcionką antysemickiej nagonki, na skutek której wyjechało z Polski wielu artystów żydowskiego pochodzenia, m.in. mający pierwotnie reżyserować sienkiewiczowski "Potop" Aleksander Ford ( - twórca o uznanej już marce, reżyser "Krzyżaków" – filmu z największą w historii polskiej kinematografii, ponad 32-milionową widownią). Wyjazd zasugerowano również Hoffmanowi. Jak mówił w jednym z wywiadów, przesłuchiwano go czasem do trzeciej, czwartej nad ranem, a między siódmą a ósmą był już na planie filmowym, gdzie próbowano, bez rezultatu, wzniecić bunt. Nagonka na Hoffmana skończyła się, kiedy oświadczył przesłuchującym, że może wyjechać z Polski, ale do ZSRR - żona reżysera była obywatelką radziecką. Po sukcesie "Pana Wołodyjowskiego" sam Mieczysław Moczar pogratulował rodzicom Hoffmana posiadania takiego syna...
Na potrzeby realizacji wzniesiono kilka ogromnych dekoracji plenerowych. W ruinach zamku w Chęcinach została zrekonstruowana twierdza kamieniecka, wybudowano miasteczko Raszków oraz fortyfikację chreptiowską. Zdjęcia były kręcone m.in. w okolicach Białego Boru w woj. koszalińskim, w Bieszczadach, a także w Związku Radzieckim w ruinach XVI-wiecznego grodu tatarskiego oraz w halach łódzkiej wytwórni filmowej.
Niektóre sceny, chociażby turecki atak na Kamieniec Podolski wymagały obecności na planie jednocześnie kilku tysięcy statystów. Wysiłek podjęty przez ekipę nie poszedł jednak na marne, pomimo drobnych wpadek, jak słynna już jadąca w tle podczas rzeczonego ataku ciężarówka. Klaczyński w "Kinie" ocenił, że "Pan Wołodyjowski" jest "filmem o dużej plastycznej urodzie". "" - zwrócił uwagę.
Niezwykle mocną stroną adaptacji Sienkiewicza była również znakomicie dobrana obsada aktorska. W produkcji wystąpiła czołówka polskich aktorów - m.in. Tadeusz Łomnicki (Wołodyjowski), bohater wojenny Mieczysław Pawlikowski (Zagłoba), Jan Nowicki (Ketling), Magdalena Zawadzka (Basia) oraz Barbara Brylska (Krzysia). Tadeusz Łomnicki początkowo odmówił przyjęcia roli, zasłaniając się kiepskim zdrowiem, jednak upór Hoffmana i tym razem odniósł skutek. Łomnicki dla wielu już na zawsze zostanie Michałem Wołodyjowskim. "" – konkludował Klaczyński.
Warto dodać, że aktor schudł do tej roli 10 kilogramów, niemal rok trenował jazdę konną i szermierkę, której uczył go trzykrotny mistrz świata, szablista Andrzej Piątkowski. Sam Piątkowski również zagrał w filmie - Turka pojedynkującego się z Wołodyjowskim na murach Kamieńca.
Magdalena Zawadzka - filmowa Baśka - wspominała w rozmowie z PAP, że praca na planie filmu przebiegała w sposób "". Jak mówiła, aktorzy byli "", ale "" - wskazała Zawadzka.
Wspominając pracę z Hoffmanem wyznała, że "".
Przyznała, że jest "dosyć męczące" to, że ze 160 ról, które zagrała, ta została do niej przypisana, ale – jak mówiła - "". "Dobrą stroną tego jest, że zagrałam w czymś, co miało tak nieprawdopodobny społeczny oddźwięk, zagrałam w filmie, który trwa przez pokolenia. Może, gdybym nie zagrała tej roli, a zagrała te inne tylko, nie zapadłabym tak w ludzką pamięć. To jest wielkie szczęście zagrać coś tak wyjątkowego, co przeszło do historii filmu polskiego" – podsumowała aktorka.
Znakomity krytyk Krzysztof Mętrak w czasopiśmie "" napisał krótko po premierze, że "" - wyjaśnił.
Zgodził się z nim Zbigniew Klaczyński wyznał w 1969 r. "Kinie", że "". Ocenił, że "". "Wydaje mi się, że piękny film Hoffmana odnalazł takich ludzi. I że reżyser zawdzięcza go postawie artystycznego umiaru i skromności" - podkreślił.